"Carpe diem" Diane Rose ver.2

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 461

Ocena: 4/10

"Wszystko, co było związane staje się wspomnieniem, które z całych sił starasz się utrzymać, bo zapomnieć byłoby zdradą. Zdradą byłoby zapomnieć, jak pił kawę. Jak się śmiał. Jak spoglądał na ciebie. A mimo to zapominasz. Życie tego wymaga. Zapominasz krok po kroku i bywa to tak bolesne, że rozdziera ci serce."


Książka polecana nie tylko przez moją przyjaciółkę, która pochłonęła ją w jeden dzień, ale ogrom ludzi i blogerów. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona ze względu na fakt, że to polska autorka. Kto nie cieszy się, kiedy jego rodak osiąga sukcesy sprzyjające rozwojowi kultury wśród młodzieży? Książka celuje właśnie w ten typ odbiorców.
Z wielką radością zabrałam się do czytania i przeżyłam zawód.
Rosalie Heart jest dziewczyną, która ma chore serce. Cóż za ironia losu. Potrzebuje przeszczepu, jednak nie ma nadziei na to, że pokona wyścig ze śmiercią. Kiedy spotyka lekarze Daniela w końcu czuje, że ma dla kogo żyć.

Już wyjaśniam, dlaczego oceniam tę książkę tak źle. Pomysł jest dość oryginalny, ze względu na sytuację (nie na chorobę), jednak wykonanie nie spodobało mi się. Uwielbiam historie miłosne, a jednak nie mogłam przy tej pozycji się przemóc.
Po pierwsze dobił mnie fakt, iż główna bohaterka jest dość zadufana w sobie. Nie chodzi mi tu o pewność siebie, jednak uważanie się za najładniejszą dziewczynę w okolicy jest trochę irytujące zwłaszcza, że sytuacja powtarza się kilka razy. Głowna bohaterka ma mocno przerośnięte ego, uważa się za lepszą od wszystkich.
Do tego dochodzi jej odliczanie. Większość rozdziałów zaczyna się liczeniem dni, które pozostały jej do śmierci. Po pewnym czasie jest to naprawdę irytujące. Rozumiem, że czas dany naszej bohaterce jest ograniczony, ale według tytułu opowieści, w której "występuje" ("Carpe diem") powinna ona chwytać dzień. Tymczasem co rusz można było dostrzec jej życie przyszłości. Nazywaniem swoich przyjaciół "znajomymi", aby nie czuć do nich przywiązania, czy psucie spotkań z bliskimi słowami w stylu: "Ale mnie już wtedy nie będzie. Za tyle i tyle dni umrę". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tej sytuacji, próbowali pocieszyć dziewczynę, tymczasem ona udaremniała im próby pozostania normalną. Zbyt dużo pesymizmu, zdecydowanie.
Do tego kwestia sztuczności. Większość czytając umie wyczuć naturalność czynności lub słów i odróżnić je od sztucznych zachowań. Tak samo dzieje się podczas oglądania filmu/serialu, widząc, że aktor nie umie wczuć się w rolę, tylko chce ją "odpękać". Zdecydowanie nie czułam tutaj tej naturalności. Może gdzieś zdarzały się wyjątki, jednak na pewno nie było ich tyle, żeby je zapamiętać. Na przykład: brak talentu Rose do gotowania jest zrozumiały, ale sytuacje, w których wrzucała jajka ze skorupkami do miski to lekka przesada, nawet dla tragicznego kucharza.
Tę czwórkę książka dostała za oryginalność i ciekawą fabułę, a także za dość wzruszające momenty i historię miłości, która w pewnym stopniu urzekło w swej prostocie. /Fokeuek


Zdjęcie wykonano przez Szalonego Chomika

1 komentarz:

  1. Cóż...dziękuję za recenzję książki. Przykro mi, że się nie podobała, ale i tak bywa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger