"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 510
Ocena: 10/10

Gdy wyeliminuje się wszystko co niemożliwe, reszta musi być prawdą, choćby nawet wydawała się niewiarygodna.  ~ Sherlock Holmes

Może zacznę od tego, że Tajemnica diabelskiego kręgu stała na mojej półce kilka dobrych lat. Do zakupu zachęciła mnie okładka i tytuł. Ruszyłam ją jednak dopiero parę dni temu.
Akcja powieści rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. W Polsce spadły z nieba anioły. Ludzie ukrywają je w swoich domach i żyją w strachu przed UB, czyli tajnymi służbami komunistów. Kiedy pewnego dnia Nina zostaje zaproszona przez skrzydlate istoty do klasztoru w Markotach zaczyna się przygoda jej życia, pełna niebezpieczeństw i zagadek.

Kto powiedział, że książki o nastolatkach są przewidywalne? Nieraz można spotkać się z typowym wątkiem i zakończeniem, którego się spodziewaliśmy. Tym razem jest inaczej. Wchodzimy w świat tak dobrze nam znany, a jednocześnie zupełnie obcy. Polska w zupełnie nowym wydaniu otoczona magią i wiarą.
Już od pierwszych stron spotykamy się z zasłoną niewiedzy, która nie pozwala nam odkryć dość istotnych faktów z wcześniejszych wydarzeń. To wzbudza ciekawość, przez co trudno się oderwać choćby na kilka chwil.
Opisy są na tyle szczegółowe i jednocześnie nie zanudzają, że można wczuć się w atmosferę i poczuć ten mroczny klimat otaczający miejsca i postacie, które poznajemy. Do zapamiętania jest wiele postaci, jednak każda jest na swój sposób wyjątkowa, przez co jest to bardzo łatwe.
Fabuła nie jest oklepana, ciężko zrozumieć kto jest kim i co z czego wynika. Wszystko jest zagmatwane. Odkrywanie tajemnic doprowadza do większej ilości pytań i nijak nie pomaga w zrozumieniu skutków wydarzeń dziejących się w klasztorze i jego okolicach. Lekki język, którym autorka prowadzi nas w jej świat zachwyca.

Jako osoba, która stara się szukać głębiej, znalazłam przesłanie, że nie wszyscy wyglądają na zewnątrz i wewnątrz tak samo. Możemy przywdziewać rozmaite stroje, jednak to nie odzwierciedla tego, kim jesteśmy naprawdę. Niby znane słowa, jednak przedstawione z zupełnie innej perspektywy.
Zachowania, przemyślenia i odczucia towarzyszące naszej bohaterce są według mnie realistyczne.
Szczerze to pochłonęłam to dzieło w trzy dni i myślę, że jest genialne. Nie mogę doczekać się drugiej części, ponieważ pierwsza zostawiła spory niedosyt. Mam nadzieję, że zdecydujecie się po nią sięgnąć. Naprawdę warto!/Fokeuek
"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

Tytuł: Alfabet zakochanego w Meksyku
Autor: Jean-Claude Carrière
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10, fenomenalne

Istnieje w stolicy plac Trzech Kultur: prekolumbijskiej, hiszpańskiej i nowoczesnej. Urok Meksyku stąd się z pewnością bierze, z tej - nawet jeśli nieraz trzeba było użyć siły - mieszanki, z tego świata zmąconego, zawikłanego, niekiedy miażdżonego i sklejanego na nowo, z którego wyłoni się może nowy wiek.

Uwielbiam podróżować. Gdy trafia mi się jakaś okazja na dłuższy wyjazd, od razu z niej korzystam. Do książek pałam ogromną miłością. Tym razem zdecydowałam się na połączenie tych dwóch zajęć. Tak trafiłam na Alfabet zakochanego w Meksyku.

Jak najczęściej wyobrażamy sobie Meksyk, ludzi tam żyjących, ich kulturę? Weseli Latynosi. Mężczyźni z lekką nadwagą, wąsem, w białym podkoszulku, z piwem. Kobiety ubrane w kolorową spódnicę, bądź sukienkę, mające przepięknie spięte włosy. Ich Dzień Zmarłych jest kolorowy, obchodzony z radością. Meksykanie są wiecznie uśmiechnięci. Tak wyglądają stereotypy.
Jak jest naprawdę? Przemyt narkotyków w słonecznym Acapulco, krwawa historia budowana przez konkwistadorów, życie pełne melancholii i niebezpieczeństw. Meksyk jest pełen kontrastów, nie da się go wtłoczyć w żaden schemat.

Jean-Claude Carrière bardzo mnie zaskoczył.
Byłam nastawiona na przeciętną książkę podróżniczą. Opis paru miejsc, tradycji... Czyli w sumie klasyka. Natrafiłam na encyklopedie. Otwierając książę po raz pierwszy byłam zdziwiona tym, że jest to spis haseł. No tak, mogłam spodziewać się tego po pierwszym słowie z tytułu.
Taki leksykon może kojarzyć się z nudą, ze zwykłymi definicjami. Nic z tych rzeczy! Autor opowiada wszystko z sercem. W pewnych momentach można wyobrazić sobie, że jesteśmy u niego na kawie i kieruje do nas dość długi monolog. Pan Carrière urządza nam prawdziwą wycieczkę po Meksyku!
Podoba mi się fakt, że w książce jest zawartych wiele informacji o historii tego kraju. O jego początkach, które przez wielu historyków są pomijane. Możemy zapoznać się z tradycjami indiańskich ludy Azteków, Majów, bądź Olmeków. Mamy do czynienia z hiszpańskimi konkwistami oraz ich przeciwnikami - ludźmi, którzy bronią praw Indian. Poznajemy również fakty z dość współczesnych czasów i zastanawiając się chwilę, to wcale nie jest nam tak daleko do Meksykanów.
Cytat umieszczony na samym początku mówi o Trzech Kulturach. Właśnie one tworzą urok tego kraju i całej książki. Przeplatają się nawzajem, tworząc przepiękny warkocz.

Książka jest fenomenalna. Opowiedziana z sercem, przystępnym językiem zrozumiałym dla każdego. Polecam, szczególnie na wakacje. Jeżeli nie macie gdzie pojechać, udajcie się w tę przepiękną podróż do Meksyku!
/ Szczur
"Carpe diem" Diane Rose ver.2

"Carpe diem" Diane Rose ver.2

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 461

Ocena: 4/10

"Wszystko, co było związane staje się wspomnieniem, które z całych sił starasz się utrzymać, bo zapomnieć byłoby zdradą. Zdradą byłoby zapomnieć, jak pił kawę. Jak się śmiał. Jak spoglądał na ciebie. A mimo to zapominasz. Życie tego wymaga. Zapominasz krok po kroku i bywa to tak bolesne, że rozdziera ci serce."


Książka polecana nie tylko przez moją przyjaciółkę, która pochłonęła ją w jeden dzień, ale ogrom ludzi i blogerów. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona ze względu na fakt, że to polska autorka. Kto nie cieszy się, kiedy jego rodak osiąga sukcesy sprzyjające rozwojowi kultury wśród młodzieży? Książka celuje właśnie w ten typ odbiorców.
Z wielką radością zabrałam się do czytania i przeżyłam zawód.
Rosalie Heart jest dziewczyną, która ma chore serce. Cóż za ironia losu. Potrzebuje przeszczepu, jednak nie ma nadziei na to, że pokona wyścig ze śmiercią. Kiedy spotyka lekarze Daniela w końcu czuje, że ma dla kogo żyć.

Już wyjaśniam, dlaczego oceniam tę książkę tak źle. Pomysł jest dość oryginalny, ze względu na sytuację (nie na chorobę), jednak wykonanie nie spodobało mi się. Uwielbiam historie miłosne, a jednak nie mogłam przy tej pozycji się przemóc.
Po pierwsze dobił mnie fakt, iż główna bohaterka jest dość zadufana w sobie. Nie chodzi mi tu o pewność siebie, jednak uważanie się za najładniejszą dziewczynę w okolicy jest trochę irytujące zwłaszcza, że sytuacja powtarza się kilka razy. Głowna bohaterka ma mocno przerośnięte ego, uważa się za lepszą od wszystkich.
Do tego dochodzi jej odliczanie. Większość rozdziałów zaczyna się liczeniem dni, które pozostały jej do śmierci. Po pewnym czasie jest to naprawdę irytujące. Rozumiem, że czas dany naszej bohaterce jest ograniczony, ale według tytułu opowieści, w której "występuje" ("Carpe diem") powinna ona chwytać dzień. Tymczasem co rusz można było dostrzec jej życie przyszłości. Nazywaniem swoich przyjaciół "znajomymi", aby nie czuć do nich przywiązania, czy psucie spotkań z bliskimi słowami w stylu: "Ale mnie już wtedy nie będzie. Za tyle i tyle dni umrę". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tej sytuacji, próbowali pocieszyć dziewczynę, tymczasem ona udaremniała im próby pozostania normalną. Zbyt dużo pesymizmu, zdecydowanie.
Do tego kwestia sztuczności. Większość czytając umie wyczuć naturalność czynności lub słów i odróżnić je od sztucznych zachowań. Tak samo dzieje się podczas oglądania filmu/serialu, widząc, że aktor nie umie wczuć się w rolę, tylko chce ją "odpękać". Zdecydowanie nie czułam tutaj tej naturalności. Może gdzieś zdarzały się wyjątki, jednak na pewno nie było ich tyle, żeby je zapamiętać. Na przykład: brak talentu Rose do gotowania jest zrozumiały, ale sytuacje, w których wrzucała jajka ze skorupkami do miski to lekka przesada, nawet dla tragicznego kucharza.
Tę czwórkę książka dostała za oryginalność i ciekawą fabułę, a także za dość wzruszające momenty i historię miłości, która w pewnym stopniu urzekło w swej prostocie. /Fokeuek


Zdjęcie wykonano przez Szalonego Chomika
"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

Tytuł: Szukam Cię, Zoë
Autor: Alyson Noël
Liczba stron: 278
Ocena: Zdecydowane 10/10


"Bo jeśli zmuszasz drugiego człowieka do dokonania wyboru, to się potem nie dziw, że nie wybrał ciebie.”

Mimo ciężkiego początku z jakim zaczęłam czytać tę pozycję, ze względu na utratę bliskiej osoby, to kolejne strony coraz bardziej wciągały mnie w tę historię.
Alyson Noël jest autorką wielu bestsellerów. W Polsce jej twórczość jest znana i powszechnie lubiana. Pisanie z lekkością o uczuciach jest w jej książkach ogromnym plusem, dzięki którym każda pozycja jest wyjątkowa.
Główną bohaterką naszej opowieści jest Echo. Rok temu straciła siostrę. Jej życie trochę się zmieniło, ponieważ ludzie wytykają ją palcami, a rodzice są nadopiekuńczy. Pewnego dnia były chłopak Zoë (zmarłej siostry bohaterki) daje pamiętnik jej, aby mogła dowiedzieć się, co jakie wydarzenia miały miejsca za życia dziewczyny. Od tego czasu życie Echo się zmienia...

Książka jest o poszukiwaniu własnej osobowości, której Echo nie miała (według niej samej). Uważała się za nieciekawą i podziwiała siostrę, która była lubiana, przebojowa i oryginalna. Żyła w jej cieniu.
Mimo tego, że Zoë zmarła, jest obecna przez całą. Echo stworzyła w samej sobie siostrę i stała się nią, a przynajmniej próbowała. Zaczęła zlewać się z nią w jedność i tworzyć swoją osobowość. Żyła nie swoim życiem, którego tak pragnęła.
Dochodzą też wątki miłosne. Nasza główna bohaterka była w nieszczęśliwym związku. Gdyby chciała być z tym, kogo kocha, zraniłaby zbyt wiele osób. To naprawdę skomplikowane, ale bardzo wciągające. W sumie może nie skomplikowane, a po prostu złe, ze względu na sytuację.
No i uczucia, które były bardzo... zwykłe. Nie jest to negatywna cecha powieści, a wręcz przeciwnie! Ta zwykłość, to, co czujemy wszyscy.  Nie chodzi o jakąś ogromną rozpacz. Główna bohaterka jest taka jak my. Czasami jest to po prostu zmęczenie albo złość, pustka. Rozmowy z rówieśnikami, które były trudne, ze względu na fakt, że dziewczyna była "napiętnowana" śmiercią siostry i w tym okresie swojego życia nie mogła się tego pozbyć. W pewnym momencie zaczęła walczyć o swoje szczęście, a nie o to, co jest właściwe.
Książka mimo prostego przekazu jest głębsza, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka. Dlatego tak ją polecam! No i jeszcze wątki poboczne, które były bardzo ciekawe. Mimo faktu, iż zalicza się ona do serii Uwaga młodość uważam, że nadaje się ona dla każdego. /Fokeuek


"Jakie to przyjemne uczucie - nie mieć nic do ukrycia. Nie martwić się tym, co pomyślą inni. Bo kiedy zna się prawdę, nic innego się nie liczy..."

Kiedy otrzymałam tę książkę miałam "długi ogon", żeby ją zacząć czytać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak niechętnie mi to szło.
Echo to piętnastolatka, która w tragiczny sposób straciła starszą siostrę. Przejście okresu żałoby oraz powrót do normalnego trybu życia, było nie lada wyzwaniem. Po śmierci Zoë, dziewczyna zaczyna żyć w jej cieniu. Czy pamiętnik siostry, który Echo dostała od jej dawnego chłopaka, pozwoli na ujawnienie swojego prawdziwego "ja"?

Myślę, że śmierć brata/siostry jest ogromnym przeżyciem. Jest to w pewnym sensie, utrata jakiejś cząstki siebie. Uważam, że dla naszej bohaterki było to dosłowne stwierdzenie. Gdy Zoë odeszła na wieki, jej młodsza siostra nie umiała być sobą. Ojciec i matka tego nie ułatwiali, gdyż byli zatraceni we własnej rozpaczy. Nie wspierali córki w tych trudnych chwilach, a zakazy i nakazy nie były dobrym rozwiązaniem. Porównywanie zachowań żyjącej i zmarłej córki było ogromnym błędem. Rodzice muszą pamiętać, że każde z ich dzieci jest indywidualną osobowością i nie mogą tworzyć między nimi rywalizacji. Zawsze któreś będzie czuło się odepchnięte i niechciane, ponieważ będzie uważało, iż nie jest na tyle wartościowe jak rodzeństwo. Takie uchybienia w wychowaniu mogą doprowadzić nawet do tragedii.
Moja mama zawsze mówiła, że nie mam próbować być jak swoja starsza siostra. Wpajała, że nie muszę wszystkiego umieć co jej pierworodna, ponieważ na pewno znajdzie się coś, czym ja będę mogła się pochwalić. Traktowała nas równo w wielu kwestiach i nie dała mi nigdy odczuć, że jestem gorsza. Dziękuję jej za to, gdyż z siostrą mam dobre relacje i wiem, że jakbym potrzebowała pomocy ona wyciągnie rękę jako pierwsza.
Uważam, że ta powieść jest dobra dla każdej kategorii wiekowej. Nastolatkowie ją czytający będą wiedzieli, że nie warto upodabniać się do kogoś, ponieważ bycie sobą jest naturalne. Nie trzeba czegoś udawać, wymyślać. W każdej sytuacji można zachować się jak chce. Natomiast rodzice, którzy zaznajomią się z tą lekturą, będą bardziej ostrożniejsi na niedociągnięcia w wychowywaniu swoich pociech. Zrozumieją, że wyjątkowość jest najlepsza.
/Szalony  Chomik

Wartości literatury. Czy bestseller naprawdę jest "best"?

Można powiedzieć, że historia literatury jest tak długa, jak historia ludzkości. Od kiedy człowiek stał się na tyle rozumny, aby wymyślić pismo, to spotykamy się z jej różnymi odmianami. Do roku 1450, czyli aż do wynalezienia druku, książki oraz inne tego typu dzieła były spisywane ręcznie. Zajmowali się tym najczęściej mnisi w klasztorach, bądź kronikarze. Niestety, w tym czasie większość społeczeństwa była analfabetami.
Po odkryciu druku przez Gutenberga literatura stała się bardziej dostępna (w większości przypadków tylko dla szlachciców). Posiadanie takiej rzeczy, jak książka, było wyznacznikiem bogactwa oraz klasy. Analfabetyzm może i w pewnym sensie zanikał, lecz cały czas był obecny wśród wszystkich klas społecznych.
Przez wieki pojawiały się coraz to nowsze dzieła, rodzaje literatury, gatunki i formy przekazu. Dostęp do nich stawał się ze stulecia na stulecie coraz prostszy. My, społeczeństwo XXI wieku, korzystamy z klasycznych papierowych książek lub elektronicznych czytników. Zależy od gustu. (Osobiście "trzymam się" papieru.)

Jednakże nasuwa się pewne pytanie. Czy wszystko, do czego mamy dostęp, jest dobre? Czy ten ostatni bestseller naprawdę jest "best"?

Moim zdaniem, aby utwierdzić się w przekonaniu, że coś jest dobre, trzeba poczekać. Tak samo jak z winem. Ludzie bardzo często oceniają wiele książek pochopnie. "Bo ładna okładka", "bo tytuł chwytliwy", "a ten opis z tyłu taki ciekawy". Można się na tym zawieść. Okładka nie jest wszystkim, ona ma tylko przyciągnąć wzrok, tak samo tytuł. (Zresztą wszyscy znamy to powiedzenie.) Jeżeli przepada się za romansami, to wiadome jest, że nasz wzrok przyciągnie para kochanków obejmujących się nad rzeką, a nie mężczyzna ubrany w strój rzymskiego centuriona umazany juchą. Co do opisu. Ma on uwzględnić tylko pozytywne cechy powieści, powierzchownie zapoznać nas z jej treścią. Jeżeli nie jesteśmy pewni zakupu poczekajmy pewien czas i później zadecydujmy. To wszystko jest tylko grą psychologiczną.

"PATRZCIE, TO JEST TO, CZEGO WASZA CZYTELNICZA DUSZA PRAGNIE! POTRZEBUJECIE TEGO! NAPRAWDĘ! SERIO! NIE KŁAMIEMY!" ~ Typowe promowanie gówna w XXI wieku.
(To tak pokrótce.)

Więc jak to jest? Książki są pisane dla... PIENIĘDZY?! "A gdzie radość z czytania?! Gdzie szanowanie czytelnika?! Co Ty sobie, Szczurze jeden, wyobrażasz?!"

No cóż. Niby tak, ale nie do końca. Ostatnio coraz częściej spotykam się z "pisażami z talentem wykraczajoncym poza norme". Precyzując. Zjawisko ludzi, nie umiejących pisać, a robiących to, jest coraz mocniej napotykane, a co gorsza - promowane.

To, co spotkam ostatnie mi czasy na rynku książek, łamie mnie. Oklepane historie, które kręcą się ciągle wokoło jednego tematu. Język, który jest zbyt kolokwialny, nawet na swobodnie opowiadaną historię. Błędy w informacjach zawartych w książce. Szkoda słów.
"Literatura traci poziom..? Niemożliwe. Przecież to zawsze była rozrywka na wysokim poziomie!"

I tutaj jest pies pogrzebany.
Osoby czytające książki zawsze były uważane za inteligentne. Czynność ta przynosiła i nadal przynosi wiele korzyści, jak na przykład zdobywanie nowych informacji, poszerzanie światopoglądu i tym podobne. Ludzie unikający literatury najczęściej byli uważani za "mniej inteligentnych". Co za tym idzie, zaczęto pisać książki bardziej przystępne.
Kto by się spodziewał, że takich ludzi będzie więcej i zapotrzebowanie na tą literaturę wzrośnie?
Kto by się spodziewał, że wyprze to książki, które powinny dostać więcej uwagi...?

Tak więc nasza codzienność jest oblegana najczęściej przez książki o zerowym przekazie, słabej prozie i ogólnym dnie. Rzadko kiedy da się trafić na coś dobrego. Smuci mnie to. Obudźmy się i zacznijmy stawiać na coś, co ma drugie dno, nie jest powierzchowne. Coś, dzięki czemu będziemy mogli pogłębiać naszą empatię. Czekajmy na ocenę "tej nowej fajnej książki" przez krytyków, ponieważ może być dokładnie taka jak gra "No Man's Sky". Bądź też próbujmy się wydostać z tej "oślej łączki literatury". Stawiajmy sobie poprzeczkę coraz wyżej.

A co Wy sądzicie o poruszonym tutaj temacie? Wyraźcie swoje zdanie w komentarzach, nie bójmy się integracji! :D
"Chata" William Paul Young

"Chata" William Paul Young

Tytuł: "Chata"
Autor: William Paul Young 
Ilość stron: 294
Moja ocena: 8/10 

Przebywanie z dziećmi leczy duszę. ~ Fiodor Dostojewski


Po obejrzeniu krótkiego fragmentu filmu (o tym samym tytule), postanowiłam przeczytać w całości książkę, by później dokończyć adaptację. Szczęście mi sprzyjało i znalazłam szybko pożądaną pozycję.
Los nie był łaskawy dla Mackenziego Phillipsa. Jednak okropne dzieciństwo nie wypleniło w nim miłości do własnej rodziny. Został mężem wspaniałomyślnej Nan i ojcem pięciorga urwisów. Całą harmonię zaburzył wyjazd, na którym tragicznie zginęła najmłodsza pociecha rodziny Phillipsów. Jak po takiej stracie poradzi sobie Mack i co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Bóg?

Nasz żywot to lepianka pozytywnych oraz negatywnych zdarzeń, emocji, uczuć i innych tego typu rzeczy. Przeważnie w tych złych chwilach przypomina się nam, kto nad tym wszystkim pełni kontrolę. Jest to BÓG. Zaczynamy mieć do Niego pretensje, że nie zapobiegł naszemu cierpieniu. Odwracamy się od wiary, po czym śmiemy twierdzić, że nas opuścił lub, co gorsze, że Stwórca nie istnieje. Ważne jest w tym, by w porę odpędzić te myśli i porozmawiać szczerze z TATĄ. Nie dziwię się, że z tym samym problemem borykał się nasz bohater.
Dlaczego polecam przeczytać powieść "Chata"? Ponieważ jak to zostało zapisane na jej stronach, jest to Biblia w innym wydaniu. Pozwala zagłębić się w relacje człowieka z Panem. Umożliwia zrozumienie pewnych myśli, które na pewno chociaż raz w życiu przewinęły się nam po głowie. Poza tym myślę, że jest to dobra lektura dla tych, którzy pogubili się na rozstaju dróg życiowych.
Na końcu chcę pozdrowić panią Ewę, która pożyczyła mi tę świetną książkę.
/Szalony Chomik
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger