"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

Tytuł: Wiedźmin. Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 330
Ocena: 10/10


- Ludzie - Geralt odwrócił głowę - lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca, lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.

Cóż mogę powiedzieć? Kilka lat temu nie miałam okazji spotkać się z polską literaturą, którą czytałabym z taką namiętnością, a co dopiero myślałabym nad jej zakupem. Jak widać - mało wiedziałam w tamtym czasie.
Dość przypadkiem Szczur, która tak uwielbia fantastykę, poleciła mi Wiedźmina. Jako że słyszałam już wcześniej o twórczości Andrzeja Sapkowskiego,  pogłębiłam tylko swoją ciekawość i zabrałam się za pierwszą część, która okazała się zbiorem opowiadań.

Jest to początek, w którym dopiero poznajemy postać tytułowego wiedźmian i odkrywamy kawałki jego przeszłego życia, które są przeplatane z teraźniejszością.
Geralt, bo takie imię ma nasz główny bohater, wraz z jego kompanem Jaskrem znajdują zapieczętowany dzban, z którego uwalniają D'jinna. Wydawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo w końcu te magiczne istoty spełniają trzy życzenia. Niestety, po entuzjastycznym wykorzystywaniu życzeń przez barda i chciwości okiełznania D'jinna przez Yennefer doprowadza do katastrofy, a jakiej... Tego nie zdradzę. ;)
Polecam tę książkę mimo, a może zwłaszcza dlatego, że aby ją zrozumieć musiałam przeczytać ją dwa razy. Słownictwo nie jest łatwe, pełne archaizmów. Mamy ogrom starych słów, które skłaniają do szukania ich znaczenia i nawet używania ich w życiu codziennym, a także nazwy i opisy miejsc, postaci i potworów, których niestety (a może w przypadku potworów stety), nie spotkamy. Zależy też o jakie nam potwory chodzi, bo w końcu powiadają, że wiedźmini mają dwa miecze na dwa rodzaje bestii. Lektura jest, nie ukrywam, wymagająca, jednak warta tego, aby dać jej szansę, wejść do tego świata i poczuć się jak Geralt.
Książka ta zachęciła mnie do zgłębiania fantastyki i docenienia tego, że polskie dzieła również dają radę, ale to ludzie nie chcą im dać szansy. Ten wyimaginowany świat, pełen tak barwnych postaci i opisów jest niczym balsam na serce i trybiki dla mózgu.
Potwierdzeniem tego, iż Wiedźmin jest naszą wizytówką jeśli chodzi o literaturę fantasy jest fakt, że nie ma możliwości uzyskania książek do recenzji, ponieważ tak dobrze się sprzedają. Przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Nie mogę stwierdzić na ile ponieważ różne źródła podają różne informacje. Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po Wiedźmina, czyli po coś bardziej wymagającego. To nieważne, że są wakacje, bo nad naszym najważniejszym organem należy pracować cały czas. Pozdrawiam.
/Fokeuek

1 komentarz:

Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger