"Spirited Away: W krainie bogów" reż. Hayao Miyazaki

Tytuł: Spirited Away. W krainie bogów 
Reżyseria: Hayao Miyazaki
Data premiery w Polsce: 4 kwietnia 2003 r. (w Japonii 2001 r.)
Ocena: 10/10

Nic co się zdarzyło nie popada w zapomnienie, choć czasem myślimy, że tak.

Moja historia z tym anime zaczęła się w sumie dość dawno temu. Kiedy miałam może z cztery/pięć lat oglądałam właśnie Spirited Away: W krainie bogów. Wtedy jednak nie wiedziałam, co to było. Animacja często do mnie wracała i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie był to jakiś wytwór własnej wyobraźni. Będąc w piątej lub szóstej klasie podstawówki postanowiłam na Zapytaj.com opisać pokrótce jakieś obrazki, które wyryły mi się w pamięci i nie chciały dać spokoju, czyli cytat umieszczony powyżej zgadza się. Już na drugi dzień dostałam odpowiedź i gdy weszłam w grafikę wiedziałam, że to czego szukałam mam przed oczami. To było niesamowite uczucie! Obejrzałam to jeszcze tego samego dnia, dwa razy i przez kolejne dwa dni robiłam tak samo. Wczoraj postanowiłam pokazać bliskiej osobie tę animację. Miało to na celu wytłumaczenie, dlaczego jest tak otwarta na język japoński oraz ich kulturę i sztukę.

Historia zaczyna się kiedy poznajemy Chihiro i jej rodziców. Są oni w drodze do nowego domu. Akio Ogino, tata dziewczynki wjechał w złą drogę. Postanowili oni ją zbadać i trafili do wioski, gdzie znajdowały się talerze zastawione ogromną ilością jedzenia. Rodzice Chihiro zaczęli je spożywać, jednak sama główna bohaterka postanowiła rozejrzeć się po terenie. Spotyka chłopaka o imieniu Haku, który każe jej uciekać. Przestraszona biegnie w stronę rodziców, jednak są oni zmienieni w świnie, a droga ucieczki jest zablokowana. Od tej pory dziewczynka musi radzić sobie w świecie bogów, aby mogła ocalić siebie i rodzinę.
Jakiekolwiek słowa, czy liczby nie są w stanie opisać magii i cudowności tego anime. Sam pomysł, który ma w sobie tyle oryginalnych postaci i  tak oryginalną fabułę już zasługuje na najwyższe noty, a co dopiero wykonanie, które porusza serce każdego.
Trzeba być wdzięcznym, że są osoby takie jak pan Hayao Miyazaki, które dały nam właśnie takie perełki zostawiające ślad na całe życie.
Wykonanie może trochę przerażać zwłaszcza, że jest tam wiele postaci, czy sytuacji, które budzą grozę, ale nie jest to coś negatywnego.
Jest teoria o tym, że łaźnie podczas okresu Edo były popularne. Kobiety pracujące sprzedawały się tam za pieniądze mężczyznom. Zmieniano im imiona. Pracownice te nazywano Yuna, czyli tak, jak kiedyś nazywano prostytutki. Pieczę nad nimi sprawowała Yubaba, czyli czarownica, która rządzi w tej bajce łaźnią. Pan Hayao Miyazaki potwierdził to słowami: Myślę, że najbardziej właściwym sposobem, aby ukazać współczesny świat jest przemysł seksualny. Czyż japońskie społeczeństwo nie stało się jakby przemysłem seksualnym? O teorii tej dowiedziałam się przed wczorajszym oglądaniem. Sądziłam, że zepsuje mi to obraz całości, jednak myliłam się i nadal uważam, że jest ona cudowna. Gdyby nie fakt, że to przeczytałam nadal sądziłabym, że jest to po prostu anime zakręcone i cudowne, a teraz jest tylko cudowne. Zapewne będę do niego wracać jeszcze nieraz.
Liczyłam na jakąś kontynuację ponieważ brak mi tutaj jasnego zakończenia wątku miłosnego, któremu kibicowałam i sama nie wiem co myśleć, bo raczej za wiele z tego nie wynikło. Dzieła tego autora są niepowtarzalne i prawdopodobnie druga część zepsułaby cały klimat, jednak nie zmienia to faktu, że chciałoby się poznać ciąg dalszy, ponieważ czuć jakiś niedosyt. Może też przez to tak głęboko wbija się w pamięć? Na pewno wiem, że dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy, a jedna z nich to Keep calm and remember your name.
/Fokeuek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger