"Rana" Aleksandra Berkowska

"Rana" Aleksandra Berkowska

Tytuł: Rana
Autor: Aleksandra Berkowska
Liczba stron: 92
Ocena: 7/10


Życie to nie bajka, a ja nie księżniczka. Może to i dobrze, że nie pochodzę z rodu królewskiego. Nie mogłabym robić tego, co bym chciała. W ogóle byłoby chyba nudno.

Po "Ranę" sięgnęłam ze względu na opis, który mnie zainteresował. Historia okazała się nie być długa, ale za to ciekawa i lekka w czytaniu z przesłaniem, którego nie da się nie zauważyć.
Baśka jest w trzeciej klasie gimnazjum. Przygotowuje się wraz z przyjaciółkami do egzaminu i ukończenia szkoły. Nie wszystko w życiu dziewczyny jest takie, jakie sobie wymarzyła. Cierpi na atopowe zapalenie skóry, dręczy ją Dominika z klasy, a do tego chłopak, który jej się podoba nie zwraca na nią uwagi. Jak poradzi sobie nastolatka ze swoimi problemami? Koniecznie przeczytajcie, aby dowiedzieć się więcej.

Osobiście myślę, że przesłanie historii jest dobre. Jak wiadomo lata młodzieńcze to burzliwy okres i szalejące hormony, a do tego problemy z wieloma aspektami życia, które z biegiem lat przestają mieć znaczenie. Jedną z takich rzeczy jest wygląd. Nie chodzi tutaj o to, że ktoś kogoś obraża. Tu chodzi o emocjonalną krzywdę, której nie da się tak łatwo zapomnieć. W czasach, gdzie masowe media narzucają nam kanony piękna i to, jak powinniśmy wyglądać, bardzo łatwo jest o kompleksy i wiele nieprzyjemności w późniejszych latach. Ludzie przyjmują, że skoro telewizja powie nam, że mamy wyglądać, tak jak oni chcą, to tak musi być. Przez co wiele dziewczyn klasyfikuje się do grona brzydkich lub po prostu przeciętnych. A potem następuje wielkie zdziwienie skąd bierze się anoreksja, bulimia, depresja, a nawet okaleczanie, czy samobójstwa. Mimo że tego w książce nie było, bo bohaterka okazała się mieć wsparcie rodziny i przyjaciół, a także własny rozum, to jednak na świecie dzieją się takie rzeczy i ta historia opowiada o tym problemie, który w tym wypadku kończy się happy end'em.
Poza lekkością z jaką się czyta można poczuć taką naturalność wydarzeń, gdzie bohaterka nie jest żadną supergwiazdą, a zwyczajną nastolatką, która ma wady, kompleksy i myśli, które w jej przypadkach pewnie też byśmy mieli.
Ciepła i pełna młodzieńczej siły, aby mierzyć się z problemami oraz z zawirowaniami miłosnymi, nad którymi autorka nie rozwijała się aż tak, bo nie były one głównym wątkiem.
Chyba najbardziej spodobało mi się rozwiązanie sprawy z wrogo nastawioną dziewczyną wobec Basi. Zwalczanie dobrem nienawiści okazało się najskuteczniejszą bronią.
Jeśli chcecie zgłębić perypetie dziewczyny i jej przyjaciółek zapraszam do zapoznania się z tą książką.
/Fokeuek
"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

Tytuł: Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem.
Autor: Christopher Macht
Liczba stron: 421


Zdecydowanie łatwiejsi w zarządzaniu są tępi, niewykształceni robotnicy. Oni zrobią to, co będzie się im kazało. Nie będą rozmyślać. Nie będą ambitni. W moim państwie ambicja nie jest wskazana.

Jako iż recenzja książki Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem. jest jedną z najbardziej popularnych, to stwierdziłyśmy, że historia, która dotyczy nas i naszych rodzin pozostaje w dużym kręgu zainteresowania. Stalin jako jedna z osób, która miała tak duży wpływ na dzieje ludzi, nie może pozostać zapomniana, a przynajmniej nie teraz, kiedy blizny naszych dziadków i rodziców są wciąż niezagojone.
Autor Christopher Macht polecił również swoje dzieło "Spowiedź Stalina". i gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam je przeczytać.

Całość jest zrobiona w formie wywiadu. O tyle, ile poprzednim razem miałam jakąś minimalną chociaż wiedzę o Hitlerze i jego działaniach, czy to ze szkoły, czy to z różnych książek, to teraz zderzenie z życiem Stalina było zupełnym zaskoczeniem. W szkole przedstawiane są suche i podstawowe fakty na temat ZSRR, a o samym Stalinie? Kilka zdań i cisza. Więcej pewnie można się dowiedzieć od naszych rodziców i dziadków. Najpowszechniejsze fakty to: miłość do dzieci, brutalność z jaką pozbywał się swoich przeciwników i propaganda, którą szerzył i wpajał masom ludzi.
Mimo całości, która jest fikcją literacką, bo rozmowa taka rzecz jasna nie miała miejsca, to wszystkie fakty i dokumenty, które zostały tam użyte są prawdziwe. Przywódca przedstawiany jest jako osoba trzymający wszystko żelazną ręką, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Taką, która stawia dobro swojego kraju nad wszystko. Nie znosi, gdy ktoś się z nim nie zgadza.
Osobiście mimo braku wiedzy na temat Stalina, czytając książkę miałam negatywne uczucia do tzw. Towarzysza, który opowiadał wiele historii ze swojego życia, uważając, że robił coś dobrego. Tak naprawdę ranił miliony ludzi, których nie znał i jednocześnie kilka osób, którzy powinni być mu najbliżsi. I to w imię czego? W imię idei bolszewizmu.

Zadajcie sobie teraz pytanie: "Kto był gorszy? Stalin czy Hitler?"
Na pewno dla każdego to indywidualna kwestia, która zależy od tego, przez kogo i ile się cierpiało.
Są rozmaite argumenty, które mogą skłonić czytelnika do przeważania szal i oceniania. Na pewno czytając oba dzieła i rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli i komunizm i II wojnę światową byłoby łatwiej.
Osobiście uważam, że obie te osoby to potwory. Tam, gdzie Adolf atakował nas i mordował w imię chorej idei, tak Dżugaszwilli wbił nam nóż w plecy udając przyjaciela. Gwałcąc nasze kobiety i mordując ludzi, wprowadzając komunę...
Na pewno obie te postacie są kontrowersyjne i miały ogromny wpływ na Polskę. Możliwość zapoznania się z życiorysem tych postaci było niesamowitą przygodą.
Największym zaskoczeniem w życiu Stalina okazało się życie rodzinne. Bolesne dla jego żon relacje z innymi kobietami, relacje ze swoimi dziećmi, które stawiał niżej, niż państwo i wiele innych sytuacji, które miały miejsce.
A co jest najbardziej przerażające? Że propaganda trwała ogrom czasu. Od mamy dowiedziałam się, że gdy Stalin umarł, obyła się ogromna żałoba narodowa, ponieważ ludzie nie wiedzieli w tamtejszym czasie, co zrobił milionom ludzi. Płakano za łotrem, a może po prostu za jego wizerunkiem, który kreował.
Polecam nie tylko osobom zainteresowanym historią, ale też takim, które być może przeżyły czasy stalinizmu lub ustrój komunistyczny. Zapewne będzie to ciekawe uzupełnienie do ich myśli i życia.
/Fokeuek
"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

Tytuł: Wiedźmin. Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 330
Ocena: 10/10


- Ludzie - Geralt odwrócił głowę - lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca, lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.

Cóż mogę powiedzieć? Kilka lat temu nie miałam okazji spotkać się z polską literaturą, którą czytałabym z taką namiętnością, a co dopiero myślałabym nad jej zakupem. Jak widać - mało wiedziałam w tamtym czasie.
Dość przypadkiem Szczur, która tak uwielbia fantastykę, poleciła mi Wiedźmina. Jako że słyszałam już wcześniej o twórczości Andrzeja Sapkowskiego,  pogłębiłam tylko swoją ciekawość i zabrałam się za pierwszą część, która okazała się zbiorem opowiadań.

Jest to początek, w którym dopiero poznajemy postać tytułowego wiedźmian i odkrywamy kawałki jego przeszłego życia, które są przeplatane z teraźniejszością.
Geralt, bo takie imię ma nasz główny bohater, wraz z jego kompanem Jaskrem znajdują zapieczętowany dzban, z którego uwalniają D'jinna. Wydawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo w końcu te magiczne istoty spełniają trzy życzenia. Niestety, po entuzjastycznym wykorzystywaniu życzeń przez barda i chciwości okiełznania D'jinna przez Yennefer doprowadza do katastrofy, a jakiej... Tego nie zdradzę. ;)
Polecam tę książkę mimo, a może zwłaszcza dlatego, że aby ją zrozumieć musiałam przeczytać ją dwa razy. Słownictwo nie jest łatwe, pełne archaizmów. Mamy ogrom starych słów, które skłaniają do szukania ich znaczenia i nawet używania ich w życiu codziennym, a także nazwy i opisy miejsc, postaci i potworów, których niestety (a może w przypadku potworów stety), nie spotkamy. Zależy też o jakie nam potwory chodzi, bo w końcu powiadają, że wiedźmini mają dwa miecze na dwa rodzaje bestii. Lektura jest, nie ukrywam, wymagająca, jednak warta tego, aby dać jej szansę, wejść do tego świata i poczuć się jak Geralt.
Książka ta zachęciła mnie do zgłębiania fantastyki i docenienia tego, że polskie dzieła również dają radę, ale to ludzie nie chcą im dać szansy. Ten wyimaginowany świat, pełen tak barwnych postaci i opisów jest niczym balsam na serce i trybiki dla mózgu.
Potwierdzeniem tego, iż Wiedźmin jest naszą wizytówką jeśli chodzi o literaturę fantasy jest fakt, że nie ma możliwości uzyskania książek do recenzji, ponieważ tak dobrze się sprzedają. Przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Nie mogę stwierdzić na ile ponieważ różne źródła podają różne informacje. Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po Wiedźmina, czyli po coś bardziej wymagającego. To nieważne, że są wakacje, bo nad naszym najważniejszym organem należy pracować cały czas. Pozdrawiam.
/Fokeuek
"Dallas '63" Stephen King

"Dallas '63" Stephen King

Tytuł: Dallas '63
Autor: Stephen King
Liczba stron: 857
Ocena: 10/10

Samo słowo tajemnica jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie. Jako ludzie jesteśmy tak z natury jak i historycznie przeciwnikami tajemnych stowarzyszeń, tajnych przysiąg oraz ukrytych biegów wydarzeń. Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący przede wszystkim na ukrytych środkach, by rozszerzać swą strefę wpływów poprzez infiltrację (szpiegostwo), zamiast inwazji, poprzez działalność wywrotową zamiast wyborów, poprzez zastraszanie zamiast wolnego wyboru. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby, dla zbudowania zjednoczonej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki są grzebane, a nie publikowane, jej przeciwnicy są uciszani, a nie pochwalani. Żaden wydatek nie jest kwestionowany, żaden sekret nie jest ujawniany. Oto dlaczego ateński twórca prawa Solon określił przestępcą, każdego kto unika polemiki. [...] ~ John Fitzgerald Kennedy

Jako osoba, która interesuje się "nie do końca jasnymi rzeczami" (a jedną z takich rzeczy jest właśnie śmierć prezydenta Kennedy'ego), pożyczyłam od Szczura książkę Dallas '63. Sporo czasu się za nią zabierałam ze względu na wakacje i rozmaite formy spędzania czasu, jednak w końcu nastąpił ten dzień, gdy skończyłam kolejne dzieło Stephena Kinga.
Jake Epping jest nauczycielem angielskiego, który wiedzie przeciętne życie. Dzieje się tak do czasu, gdy właściciel lokalnego baru - Al, przekazuje mu wiedzę o tym, że w jego spiżarni znajduje się portal, czy też raczej wehikuł czasu, który przenosi tego kto go użyje do 1958 roku. W tym wypadku prośba właściciela jest jedna - powstrzymanie zamachu na ówczesnego prezydenta Ameryki, które miało miejsce 22 listopada 1963 roku. Mężczyzna postanawia podjąć się zadania i wyrusza do przeszłości.
Osobiście spodziewałam się bardziej jakichś faktów i wielu informacji, które pozwolą zgłębić się w całość, jednak okazało się, że był to typ historii "co by było gdyby...". Niby jest to dość oklepane, a jednak całość wyszła jak najbardziej pozytywnie. Nie było to proste zadanie, a przynajmniej tak myślę. Zrobienie z domysłów i faktów historycznych książki, kiedy wszystkie informacje są dość chybotliwe, bo prawdy w najbliższym czasie (o ile w ogóle) nie poznamy, to naprawdę wyczyn. Książka zasługuje na dziesiątkę już za samo zbudowanie świata historycznego zgodnie z tym co naprawdę się działo. Trud autora w poszukiwaniu informacji na pewno był niemały.
Czytanie wymagało ruszenia głową i minimalną chociażby wiedzą na temat wydarzeń związanych z zamachem na Kennedy'ego, co odbieram pozytywnie. Ruszenie głową nie szkodzi nikomu! Tak samo było z fabułą. Była ona interesująca. Nie było ani za mało opisów, ani za dużo. Dialogi dotyczyły konkretnych rzeczy i nie było w nich miejsca na zajmowanie się niepotrzebnymi pierdołami.
Czytając natkniemy się na Efekt motyla, który odgrywa bardzo ważną rolę, bo jak wiadomo nawet najmniejszy gest, słowo czy wydarzenie ma ogromny wpływ na przyszłość.
Jest to dopiero mój drugi kontakt z twórczością Stephena Kinga. Wcześniej twierdziłam, że taki gatunek, w którym przoduje autor nie jest dla mnie, ale myślę, że nie na darmo jest uważany on za tak niesamowitego pisarza i że twórczość mistrza horroru jest dla wszystkich. Tym razem odchodząc od dawki grozy wyruszamy w podróż historii i fantastyki, która mimo dwóch odrębnych realności znajdujących się w różnych czasach jest przeciętna, a jednocześnie tak niesamowita, że nie sposób się od niej oderwać. Gorąco polecam, bo czas, który jej poświęciłam nie uważam nawet w najmniejszym stopniu jako zmarnowany.
/Fokeuek
"Spirited Away: W krainie bogów" reż. Hayao Miyazaki

"Spirited Away: W krainie bogów" reż. Hayao Miyazaki

Tytuł: Spirited Away. W krainie bogów 
Reżyseria: Hayao Miyazaki
Data premiery w Polsce: 4 kwietnia 2003 r. (w Japonii 2001 r.)
Ocena: 10/10

Nic co się zdarzyło nie popada w zapomnienie, choć czasem myślimy, że tak.

Moja historia z tym anime zaczęła się w sumie dość dawno temu. Kiedy miałam może z cztery/pięć lat oglądałam właśnie Spirited Away: W krainie bogów. Wtedy jednak nie wiedziałam, co to było. Animacja często do mnie wracała i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie był to jakiś wytwór własnej wyobraźni. Będąc w piątej lub szóstej klasie podstawówki postanowiłam na Zapytaj.com opisać pokrótce jakieś obrazki, które wyryły mi się w pamięci i nie chciały dać spokoju, czyli cytat umieszczony powyżej zgadza się. Już na drugi dzień dostałam odpowiedź i gdy weszłam w grafikę wiedziałam, że to czego szukałam mam przed oczami. To było niesamowite uczucie! Obejrzałam to jeszcze tego samego dnia, dwa razy i przez kolejne dwa dni robiłam tak samo. Wczoraj postanowiłam pokazać bliskiej osobie tę animację. Miało to na celu wytłumaczenie, dlaczego jest tak otwarta na język japoński oraz ich kulturę i sztukę.

Historia zaczyna się kiedy poznajemy Chihiro i jej rodziców. Są oni w drodze do nowego domu. Akio Ogino, tata dziewczynki wjechał w złą drogę. Postanowili oni ją zbadać i trafili do wioski, gdzie znajdowały się talerze zastawione ogromną ilością jedzenia. Rodzice Chihiro zaczęli je spożywać, jednak sama główna bohaterka postanowiła rozejrzeć się po terenie. Spotyka chłopaka o imieniu Haku, który każe jej uciekać. Przestraszona biegnie w stronę rodziców, jednak są oni zmienieni w świnie, a droga ucieczki jest zablokowana. Od tej pory dziewczynka musi radzić sobie w świecie bogów, aby mogła ocalić siebie i rodzinę.
Jakiekolwiek słowa, czy liczby nie są w stanie opisać magii i cudowności tego anime. Sam pomysł, który ma w sobie tyle oryginalnych postaci i  tak oryginalną fabułę już zasługuje na najwyższe noty, a co dopiero wykonanie, które porusza serce każdego.
Trzeba być wdzięcznym, że są osoby takie jak pan Hayao Miyazaki, które dały nam właśnie takie perełki zostawiające ślad na całe życie.
Wykonanie może trochę przerażać zwłaszcza, że jest tam wiele postaci, czy sytuacji, które budzą grozę, ale nie jest to coś negatywnego.
Jest teoria o tym, że łaźnie podczas okresu Edo były popularne. Kobiety pracujące sprzedawały się tam za pieniądze mężczyznom. Zmieniano im imiona. Pracownice te nazywano Yuna, czyli tak, jak kiedyś nazywano prostytutki. Pieczę nad nimi sprawowała Yubaba, czyli czarownica, która rządzi w tej bajce łaźnią. Pan Hayao Miyazaki potwierdził to słowami: Myślę, że najbardziej właściwym sposobem, aby ukazać współczesny świat jest przemysł seksualny. Czyż japońskie społeczeństwo nie stało się jakby przemysłem seksualnym? O teorii tej dowiedziałam się przed wczorajszym oglądaniem. Sądziłam, że zepsuje mi to obraz całości, jednak myliłam się i nadal uważam, że jest ona cudowna. Gdyby nie fakt, że to przeczytałam nadal sądziłabym, że jest to po prostu anime zakręcone i cudowne, a teraz jest tylko cudowne. Zapewne będę do niego wracać jeszcze nieraz.
Liczyłam na jakąś kontynuację ponieważ brak mi tutaj jasnego zakończenia wątku miłosnego, któremu kibicowałam i sama nie wiem co myśleć, bo raczej za wiele z tego nie wynikło. Dzieła tego autora są niepowtarzalne i prawdopodobnie druga część zepsułaby cały klimat, jednak nie zmienia to faktu, że chciałoby się poznać ciąg dalszy, ponieważ czuć jakiś niedosyt. Może też przez to tak głęboko wbija się w pamięć? Na pewno wiem, że dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy, a jedna z nich to Keep calm and remember your name.
/Fokeuek
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger