To - Stephen King

To - Stephen King

Tytuł: To
Autor: Stephen King
Ilość stron: 1102
Moja ocena: 10/10

Mimo to przyjemnie jest myśleć o tym choć przez chwilę, w milczącej nieskalanej ciszy poranka, myśleć, że dzieciństwo również ma swoje słodkie sekrety i stanowi potwierdzenie ludzkiej śmiertelności – i że ta śmiertelność oznacza całą odwagę i miłość. Myśleć, że równie dobrze, jak patrzeć, jest oglądać się wstecz i że każde ludzkie życie kształtuje własną imitację nieśmiertelności – przybierając formę koła.


Według wielu opinii jest to najbardziej przerażająca powieść Kinga. Musiałam się przekonać. Teraz wiem jedno – już nigdy nie zejdę do piwnicy, pod most ani inny rynsztok. A w taką pogodę jak dzisiaj, będę wystrzegać się rwących potoczków tworzących się przy kratkach ściekowych.
„Mamo, nie sprzątaj dzisiaj, Stephen pozamiatał!” ~ Szczur po przeczytaniu Tego, 2k17


Książka była tworzona cztery lata, między wrześniem 1981 roku a grudniem 1985 roku. No ja się nie dziwię, bo tysiąc sto stron nie bierze się z tygodniowej pracy. Idealnie dopracowana. Każdy szczegół, każdy opis, postać... Jakie to jest piękne! Moim zdaniem To jest jedną z lepszych książek Kinga.

Opisy... To zawiera wiele opisów, długich opisów. Jednakże King nie tworzył drugiego Nad Niemnem. Zdania są barwne, pobudzają wyobraźnię czytelnika. Również jej złą część. Jeżeli chcecie nie spać w nocy nie tylko, dlatego że czytacie, to radzę zainwestować w tę książkę. Jak już wcześniej wspominałam jest pełna szczegółów. Niby nic takiego, niby prawie każda powieść tak ma, ale tutaj szczegóły dodają smaku całości historii. To one są jednymi z głównych elementów ”życia” tej opowieści. Szczegóły i dbałość o nie...

W prozie Kinga podoba mi się to w jaki sposób buduje on napięcie. Zostajemy w pewnym sensie postawieni przed historią, która już się dzieje. Nie poznajemy jej od dokładnego początku. Jednakże w miarę rozwoju opowieści i swego rodzaju retrospekcji zaczynamy rozumieć coraz więcej. Właśnie wtedy zaczyna się w nas budzić pierwotny lęk i spotykamy na swojej drodze TO.
Plusem – jak już wspominałam - jest również to, że opowieść dzieje się właśnie ”w dwóch czasach”. W przeszłości oraz teraźniejszości, więc spotykamy się z dwoma różnymi punktami widzenia.

Postacie i samo To. No cóż. Gdybym miała wymieniać wszystkie, które pojawiły się w książce, to recenzję również pisałabym ze cztery lata albo i dłużej. :D Jednakże skupmy się na tym, jakie są te postacie. Bo są zajebiste. Fantazja Kinga nie zna granic i każda z ”osób” przewijających się przez książkę jest wyjątkowa. Różni się od tej, o której czytaliśmy stronę temu.

TO. IT. ES. ЭТО. ELLE. ESSO. DER.
Polska. Anglia. Ameryka. Niemcy. Rosja. Francja. Włochy. Norwegia.
TO wszędzie jest tym samym. TO tworzymy MY. TO jest definicją pierwotnego ZŁA. Klaun, ptak, głos w rurach, chichot dziecka... TO zawsze nam towarzyszy.


Podsumowując. Perełka wśród perełek. Polecam cieplutko. King w swojej szczytowej formie. Wieje grozą. Odradzam jednak rozpoczynanie przygody z prozą Kinga od tejże książki. Na początek warto wybrać sobie coś lżejszego. Chociażby Carrie. Potem można ostro lecieć z tematem.

/Szczur
Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon 
Ilość stron: 324
Moja ocena: 10/10 

Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy, że nie żył.

Szczerze mówiąc o książce dowiedziałam się od przyjaciół, którzy polecali i wychwalali ją. Gdy sięgnęłam po ten tytuł po raz pierwszy sugerując się opisem innych, to stwierdziłam, że zakończenie będzie pewnie smutne, bez happy'endu. Zabrałam się do tego pod wieczór i siedziałam do nocy, bo nie mogłam się od niej oderwać. Naprawdę niesamowita historia.
Madeline jest nastolatką, która nie wychodzi z domu. Nie może. Jest chora na SCID - ciężkie złożone niedobory odporności; potocznie grupa chorób o podłożu genetycznym układu odpornościowego objawiających się upośledzeniem odporności komórkowej i humoralnej.
W swoim sterylnym domu widuje tylko mamę, pielęgniarkę i od czasu do czasu jej nauczyciela. Aby porozumiewać się ze światem używa Internetu. Wszystko się zmienia, gdy do domu obok wprowadza się nowa rodzina, a dziewczyna poznaje ich syna Olivera.

Historia miłosna jest tu na pewno głównym wątkiem. Nie da się zaprzeczyć, że to dość oryginalny pomysł, gdzie nie tylko choroba dzieli człowieka, ale też ściany.
Życie jakie wiedzie Maddy wydaje się być rutyną, która jej nie przeszkadza, ale czy to dlatego, że pogodziła się ze światem, czy go po prostu nie widziała? Z książki wiemy, że chodzi o to drugie.
Kiedy postanawia wyjść z domu, aby móc choć przez chwilę cieszyć się światem, jest ona gotowa na śmierć. Czy zdziwiłam się jej postawą? Raczej nie. Wolała żyć choć przez chwilę, niż zostać w domu i nigdy nie żyć naprawdę.
Zakończenia się nie spodziewałam... Nie było ani negatywne, ani pozytywne. Stracone lata na wielu kłamstwach i brak możliwości normalnego życia. Ciężko stwierdzić czy to miłość, czy egoizm. Czasami ciężko odróżnić jedno od drugiego, kiedy kogoś kochamy, jednak działamy egoistycznie byle nam samym było dobrze, nie zdając sobie sprawy, że ranimy bliskich nam ludzi. I nie trzeba tej książki, aby to wiedzieć.
Całość jest urozmaicona rysunkami, które umilają czas, bo w moim przypadku takie drobne rysunki zachęcają do dalszego czytania. Co ciekawe ich autorem jest mąż Nicoli Yoon, autorki.
Z całą pewnością polecam i zachęcam do przeczytania, ponieważ na pewno jest to w jakiś sposób oryginalna historia, ale też należy do tych, dzięki którym można się zrelaksować.
/Fokeuek

Obietnica- kłamstwo, którego ma się zamiar dotrzymać.

Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu "Ponad wszystko", powiedziałam sobie, że muszę go obejrzeć. Lecz, gdy dowiedziałam się, że powstał on na podstawie książki o tym samym tytule, postanowiłam najpierw ją przeczytać. Rada na przyszłość- najpierw czytamy, później oglądamy. ;)
Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Madeline, dla której świat jednak nie stoi otworem. Jest ona chora na bardzo rzadką chorobę, która atakuje jej układ odpornościowy, co jest powodem alergii na wiele czynników. Dziewczyna jest więźniem we własnym domu. Jedynymi osobami z którymi ma kontakt to jej matka, pielęgniarka Carla oraz czasem nauczyciel. Całą jej monotonie zaburza ujrzenie ze swojego okna Olly'ego - syna nowych sąsiadów. Ciągłe spotykanie się spojrzeń oraz wymienianie się wiadomościami, zbliży nastolatków do siebie. Czy nowa znajomość będzie dla Maddy bezpieczna?

Sięgając po tę książkę wiedziałam, że nie będzie to byle jaka historia. Pierwsza miłość chyba zawsze w powieściach jest fascynująca. Na początku wszystko jest takie idealne, gdyż jest to początek nowej przygody. Dopiero później pojawiają się schody, które są w pewnym sensie sprawdzianem. Wszystko jest w rękach zakochanych. To oni powinni decydować o swoim szczęściu. Nie mogą pozwolić, by osoby trzecie wtrącały się do ich związku. Bo jaki to ma cel? Musimy sami podejmować decyzje, ponieważ całe życie to jeden wielki wybór. Nie możemy być sterowani przez innych, gdyż będzie oznaczało to, że jesteśmy słabi. A w całej egzystencji należy być silnym, ponieważ na każdej drodze stoi smutek, ból i cierpienie. Niestety trzeba przez to przechodzić, ponieważ jest to nauka, która da nam szansę, by w przyszłości można było unikać pewnych sytuacji.
Jak się pewnie domyśliliście w powieści "Ponad wszystko", została zastosowana w pewien sposób manipulacja, kontrola nad czyimś życiem.
Polecam zapoznanie się z tą lekturą, gdyż jest to kolejne dzieło, które pokazuje, że pozory mogą zmylić. Nie należy chwycić się argumentów, które są widoczne gołym okiem. W ten sposób można uniknąć wiele sytuacji, a może nawet tragedii. Pozdrawiam!
/Szalony Chomik
Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak wiadomo jesteśmy trójką recenzentek, które mają własne historie, które zapoczątkowały nasze czytanie książek. Mamy nadzieję, że doczytacie do końca. :)

Historia Szczura:

Jak się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Człowiekiem, który ”nauczył mnie czytać” był nauczyciel matematyki pan Hubert Spandowski. Tak, ten Hubert Spandowski. Otworzył przede mną drzwi związane z prozą Stephena Kinga, polską fantastyką i komiksami (to ostatnie jest odrębną historią).
Gdy miałam już odpowiednią wiedzę, chciałam sprawdzić ją w praktyce, więc.. Stop. Dobra. Tak naprawdę to kupiłam sobie Joyland w Biedronce. Niby nic takiego, ludzie robią to od kiedy w tej sieci sklepów zaczęto sprzedawać książki. Sęk tkwi w tym, że miałam jedenaście lat. Przeczytałam ją w tydzień. Widziałam kiedyś pewien artykuł, o tym że ludzie najczęściej zaczynają swoją przygodę z czytaniem od ciekawych lektur szkolnych, Harry'ego Pottera bądź Opowieści z Narnii. Ja zaczęłam w sposób dosyć niestandardowy jak na mój wiek. Po Joylandzi przybył do mnie Uciekinier, Lśnienie i cała seria Mroczna Wieża. Dopiero później zajęłam się z podstawą literatury dla ludzi w moim wieku, czyli właśnie z Harrym Potterem, Opowieściami z Narnii i tym podobnymi. Ogólnie byłam uważana za freaka.
Potem popadłam w książkoholizm. Ciężki książkoholizm, nie ma już dla mnie nadziei, przepadłam wraz z zapoznaniem twórczości Jakuba Ćwieka.

Dlaczego czytam?
Moje życie w podstawówce nie było kolorowe. Rówieśnicy nie traktowali mnie w sposób, w który chciałam być traktowana. Wydaje mi się, że są na tym blogu ludzie, którzy również przechodzili przez podobne sytuacje i mnie rozumieją. Książki traktowałam jako swego rodzaju ucieczkę. Nie jestem w stanie określić, w którym momencie ta ”ucieczka” stała się pasją. Pasją, która koloruje moje życie, bo jak wiadomo „kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jestem szczęśliwą posiadaczką około czterystu książek wszelkiej maści, rozmiaru i treści oraz wieku. Wolę je kupować niż wypożyczać z biblioteki.
Mogę stwierdzić, iż sytuacja, z jaką zmagałam się przez całą podstawówkę nie istnieje już. Jestem osobą dość towarzyską, mam grono wspaniałych przyjaciół. Pasja pozostaje ze mną przez cały czas, próbuję również zarażać nią osoby z mojego otoczenia.

Co czytam?
Czytam głównie literaturę fantastyczną, lubuję się w urban fantasy. Lubię to, gdy klasyka łączy się z nowoczesnością. To jest mój faworyt. Jednak klasykę, taką jak proza Terry'ego Pratchetta, traktuję z wielkim szacunkiem. Z tekstu, który już przeczytaliście można wywnioskować, że jestem fanką horroru. Tak, to prawda. Ostatnio zaczęłam czytać Lovecrafta. Idealnie trafia w moje gusta. Lubię również klimaty przepełnione turpizmem oraz groteską. Przepadam także za kryminałami, ale muszą spełniać dwa kryteria: albo są napisane przez Agatę Christie, albo są w stylu noir. No i na koniec. Jestem fanką postapo oraz S.T.A.L.K.E.R.a. Lubię też biografie, ale tylko osób, które wydają mi się być interesujące lub kiedyś mi zaimponowały. Od pewnego czasu zajmuję się też zgłębianiem historii broni białej.
Nie lubię przesłodzonych historii miłosnych i opowieści, gdzie główny bohater bądź bohaterka to wyidealizowane postacie. Odpycha mnie również ”łatwa literatura”, ale o tym kiedy indziej.


Historia Szalonego Chomika:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem jest w sumie podzielona na kilka etapów. Można rzec, że na wzloty i upadki. Od najmłodszych lat lubiłam, kiedy ktoś mi czytał. Przez to kształtowała się moja wyobraźnia. Kochałam to modulowanie głosem, gdy zapoznawano mnie z jakąś ckliwą historią. Kiedy w końcu nauczyłam się odczytywać te "skomplikowane" znaki, garnęłam się do tego, by poznawać nowe historyjki. Później jakoś się to osłabiło. Znajomość z lekturami szkolnymi ułatwiały mi streszczenia lub moja mama, bądź siostra, które to robiły mi za darmowy audiobook. Pierwszą moją przeczytaną książką był "Ten obcy" autorstwa Ireny Jurgielewiczowej. Zakochałam się w tej książce. Byłam wtedy w piątej klasie podstawówki i cieszyłam się ogromnie, że sama dałam radę oddać się lekturze. Potem sięgnęłam po "Za minutę pierwsza miłość", której autorką była Hanna Ożogowska. Kolejna powieść, która zafascynowała, że "pożerałam" ją kilkakrotnie. Nastał zastój i trwał on aż do gimnazjum. Wtedy poznałam tam moje przyjaciółki oraz współpracownice. Odrodziły we mnie miłość do książek, która została zatarta różnymi bajerami co raczej nie uczyły, a doprowadzały do zastoju w rozwoju intelektualnym.

Dlaczego czytam?
Polubiłam to od nowa. Sprawia mi to radość, że mogę się zatracić w jakąś pięknie opisaną historię, która pozwoli mi żyć marzeniami. A przecież warto marzyć, co nie? Uważam, że również daje mi to możliwość w układaniu wypowiedzi i kształtowaniu swoich myśli, poglądów. Mój zasób słownictwa będzie wzbogacał się, co na pewno doprowadzi do tego, iż mój punkt widzenia na pewne sprawy stanie się głębszy. Poza tym wiążę nadzieje, że poprawność mojej pisowni będzie szła ku doskonałości.

Co czytam?
Czytam co mi wpadnie w rękę, a zazwyczaj są to romansidła. Uczucia odgrywają istotną rolę w naszym życiu i lubię się wdrążać w te tematy. Jak już wcześniej wspomniałam, pochłanianie takich treści przenosi mnie w krainę pragnienia, pożądania. Można tak to ująć, że do każdego dzieła literackiego podchodzę z dużą wrażliwością. Jego odbiór często doprowadza mnie do łez i wtedy rozmyślam nad pytaniem "co dana książka wnosi do mojego życia?".

Historia Fokeuka:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w dość młodym wieku. Mój dziadek, czyli tata mojej mamy, był jednym z cudowniejszych ludzi jakich kiedykolwiek poznałam. A do tego miałam ten zaszczyt, że był moim dziadkiem i kochał mnie. Jako matematyk zawsze ciągnął do wiedzy i mnie też nią zarażał od najmłodszych lat. W wieku przedszkolnym uczył mnie czytania, grania w szachy, nauki godzin i wielu innych rzeczy. Kiedyś chodził ze mną do biblioteki i pamiętam, że pierwsze moje wizyty tam były jeszcze z elementem wstydu, bo nowe miejsce i pani bibliotekarka patrzy i czeka aż coś wybierzesz.. Wybrałam pierwsze lepsze książki. Jako kilkulatka nie były to jakieś ambitne dzieła. Były to zwykłe opowieści o zwierzątkach, jednak polubiłam czytanie i robiłam to coraz częściej. Wraz z moim dorastaniem sięgałam po coraz grubsze i troszkę bardziej wymagające lektury. Niestety nadszedł taki czas, że dziadek zmarł na zawał i w sumie to był jeden z gorszych okresów mojego życia. Właśnie kończyłam pierwszą klasę podstawówki i mój świat trochę popadł w ruinę, gdy zmarł ktoś tak dla mnie ważny. Dziadkowie mieszkali w kamienicy obok i musiałam tylko przelecieć przez podwórko, więc od 7 rano (kiedyś jeszcze chciało mi się wstawać o takiej godzinie) do 22, a czasem i nawet zostając przez kolejny dzień nie bacząc, że nie było mnie przez dwa dni w domu. Dzisiaj minęło od tego czasu dziewięć lat, jednak nadal za nim ogromnie tęsknię jak również za babcią, która nieuleczalnie zachorowała po tym jak pożegnała dziadka. Czytam do dziś i przez to w jakiś sposób czuję, że mam jakąś nić z dziadkiem, że jest blisko.

Dlaczego czytam?
Czytam, bo lubię. Tak najprościej, ale uwielbiam poznawać różne historie. Podobnie jak w historii Szczura, moje ostatnie dwa lata podstawówki nie były zbyt radosne. Czekałam na to, aż z niej wyjdę. Podczas tych dwóch lat przestałam wychodzić z domu i polubiłam samotność. A tak serio to bycie samym nie jest miłym uczuciem po prostu wtedy to sobie wmawiałam, żeby czuć się lepiej :')
Ale za to miałam ogromne pokłady wolnego czasu , aby móc czytać i przy okazji znalazłam coś, co chciałabym robić w przyszłości. Chcę powiedzieć, że książki dają mi motywację i różne możliwości jak np. prowadzenie tego bloga. Czytam też dlatego, że czytając poszerzam swoje słownictwo, daje mi nowe pomysły pisarskie i uczy gramatyki co jest tak ważne dla tego pokolenia.

Co czytam?
Czytam prawie wszystko. Uwielbiam historie miłosne, fantastykę, a także książki naukowe- i wszystko to, co nie jest biografią i kryminałem. Ostatnio przemogłam się do książek na faktach dzięki książce "O chłopcu, który ujarzmił wiatr." W najbliższej przyszłości planuję przeczytać kilka erotyków, aby zobaczyć czy ten gatunek jest wart uwagi, czy ma jakiś głębszy sens niż sprawy łóżkowe.
"Papierowe miasta" John Green

"Papierowe miasta" John Green


Tytuł:  Papierowe miasta

Autor:John Green
Liczba stron: 393
Ocena: 9/10

Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.

Mój kolega polecał mi Papierowe miasta, a że nie należy on do osób, które czytają, to wiedziałam, że chodzi mu o film. Postanowiłam jednak najpierw zapoznać się z tytułem na papierze, aby wiedzieć więcej i nie rozczarować. Miałam tak samo z innym tytułem tego autora - Gwiazd naszych wina. Mimo że był on cudowny, to przez niego, gdy czytałam, książka straciła cały swój urok. Widziałam sceny z filmu i stwierdziłam, że nigdy więcej tak nie zrobię.
Quentin Jacobsen, a dla przyjaciół Q kończy szkołę średnią. Czekają go studia. Pewnego dnia do jego domu wkrada się koleżanka z młodości Margo Roth Spiegelman, w której od dawna jest zakochany. Prosi go ona o wyruszenie z nim w przygodę trwającą jedną noc, podczas której chciałaby dokonać zemsty na ludziach, którzy ją zdradzili. Chłopak zgadza się niechętnie, jednak po pewnym czasie zaczyna czuć się wspaniale. Następnego dnia Margo nie pojawia się w szkole, a kilka dni później okazuje się, że uciekła. Zostawiła wskazówki, ale czy Quentin zechce ją poszukać i czy da radę rozwikłać zagadki?

Jeśli chodzi o postacie, to były niesamowite i oryginalne, a jednocześnie bardzo realistyczne. Jak już kiedyś wspominałam, rzadko jakie książki potrafią mnie rozśmieszyć, ale w tej teksty bohaterów po prostu wbijały w ziemię.
Postać Margo ma dość trudny charakter, ale nie w negatywnym sensie. Jest ona buntowniczką. Nie chce żyć rytmem, który jest monotonny. Szkoła, praca, rodzina itd. Pragnąc innego życia i chcąc uciec z klatki, porzuca wszystko. Zastanawiam się jednak gdzie chciała uciec, skoro cała Ziemia ma taki sam system. A może po prostu chciała się odizolować?
Wszystko to, co robiła tej nocy z Quentinem było niesamowite. Nie ukrywała swoich emocji i pokazała, co o kim myśli. Osobiście nie zdobyłabym się na taki wyczyn, bo nie lubię łamać przepisów. Ale zazdroszczę jej postawy! Traktowała wszystko dookoła jak coś, co jest jej. Jakby było grą. Wszystko zostało stworzone przez nią i dla niej. Przynajmniej tak to odebrałam.
Zostawiając zagadki - szczerze mówiąc - nie wpadłabym na żaden trop. To po prostu było zbyt trudne i myślę, że pewnie poddałabym się szybko po braku rezultatów. Kto wie, czy nie byłoby inaczej szukać kogoś w Polsce, gdzie tak wiele rzeczy jest nam znanych i nie mamy niedokończonych osiedli? :)
Podczas naszej "podróży" zmieniamy postrzegania na ludzi, którzy wyglądają i zachowują się jak jedna osoba, ale naprawdę są kim innym.
Pióro Greena jest znane głównie przez Gwiazd Naszych Wina. Tym razem zaskakuje w zupełnie nowej odsłonie. A Ty należysz do papierowych ludzi?
/Fokeuek
"Efekt motyla" film

"Efekt motyla" film

Tytuł: Efekt motyla (The Butterfly Effect)
Reżyseria: Eric Bress, J. Mackye Gruber

Ocena: 10/10

Ponoć taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli. ~ Teoria Chaosu


Zacznę od tego, że jestem świeżo po obejrzeniu filmu Efekt motyla. Raczej nigdy nie spotkałam się z tym, żeby kiedykolwiek leciał on w telewizji. Trafiłam na niego na kanale Michała Sikorskiego w odcinku pt. 10 filmów, które zmienią twój sposób myślenia.
Tytuły wzbudziły we mnie ciekawość, zwłaszcza, że o większości nawet nie słyszałam. Należę do osób, które mają w planie coś robić, ale same nie wiedzą kiedy to nastąpi, więc nie byłam pewna, czy którykolwiek kiedyś obejrzę. Tytułu o "zmianie sposobu myślenia" nie wzięłam zbyt poważnie, bo nie sądziłam, że jakiekolwiek filmy mają aż taki wpływ. Trafiłam na odcinek po raz kolejny i podjęłam wybór z czystej ciekawości.

Historia zaczyna się od dzieciństwa Evana Treborna (Ashton Kutcher). Różne okoliczności doprowadzają do niezbyt dobrych sytuacji, które mają wpływ na całe późniejsze życie chłopaka. W późniejszych latach studiuje on psychologię i bada pamięć, która jest kluczowa dla jego życia. Miał za młodu wiele zaników pamięci, co doprowadziło do pustki w wspomnieniach. Odkrywa jednak, że może zmienić przeszłość i tym samym przyszłość.

Jeśli chodzi o samą treść, to można ją przełknąć bezboleśnie i bezmyślnie jak leci, żeby po prostu obejrzeć. Możemy również zgłębić  się w historię i zrozumieć jej głębszy sens.
Efekt motyla był piorunujący. Pokazuje, a może nawet uczy, że mamy większy wpływ na życie nie tylko nasze, ale i całego otoczenia i powinniśmy mądrze to wykorzystywać, ponieważ - w przeciwieństwie do Evana - nie możemy zmieniać biegu wydarzeń. Chociaż bardzo by się chciało, to jednak nie ma czegoś za darmo. Aby jedno było dobrze, to zwykle coś innego musi pójść inaczej i gorzej, niż mogłoby się wydawać.
Przedstawienie tej treści w formie historii miłosnej na pewno przemówi i zachęci do zapoznania się z treścią. Można stwierdzić, że bohater podczas tej... podróży(?) nauczył się kilku życiowych lekcji. Jedną (i chyba tą z bardziej ważnych) był moment zaprzestania egoistycznego działania. W momencie kiedy chciał coś odkręcić, to zwykle na swoją korzyść, jednak w końcu podjął wybór, który możliwe nie był szczęśliwym, jednak na pewno bezpiecznym dla wszystkich.
Naprawdę zachęcam do obejrzenia i wyrażenia własnego zdania na ten temat nawet jeśli dopiero zamierzacie go obejrzeć. Chciałabym poznać Wasze przemyślenia, bo może odebraliście treść inaczej? Pozdrawiam.
/Fokeuek
Diane Rose "Carpe diem"

Diane Rose "Carpe diem"

Tytuł: "Carpe diem"
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 464
Moja ocena: 10/10

"Słowo <<kocha>>  jest pewnego rodzaju deklaracją, czego ludzie zdecydowanie nie rozumieją i za często go nadużywają"

Kiedy zobaczyłam post na fanpage'u "Niesamowitego świata książek", od razu zakochałam się w krótkim przedpremierowym opisie utworu "Carpe diem". Obiecałam sobie, że muszę mieć tę książkę. Nie musiałam długo czekać, by dowiedzieć się, że ten sam blog organizuje konkurs, którego główną wygraną było właśnie to dzieło. Oczywiście wzięłam udział i... WYGRAŁAM.
Diane Rose to młoda kobieta, która studiuje prawo, czyta książki, prowadzi bloga "Recenzje z pazurem" oraz została autorką tej cudownej książki. 
Rosalie Heart to dwudziestodwuletnia dziewczyna, której do szczęścia brakuje tylko znalezienia drugiej połówki. Całą jej dotychczasową egzystencje rujnuje fakt, że serce Rose ma pewne wady. Jedynym ratunkiem jest jego przeszczep. Nasza bohaterka godzi się z wyrokiem, który został na nią zesłany. Próbuje żyć według myśli "carpe diem"- chwytaj dzień, która kieruje nią by nie marnować żadnej chwili. Stara oswajać swoich bliskich z tym, że jej kres się zbliża. Co zrobi, gdy "miłość zapuka do jej drzwi"?
Według mnie "Carpe diem" jest arcydziełem literackim. Przepięknie przedstawiona historia, która chwyta za serce. W książce przekazywane jest wiele wartości, które na ogół są zauważalne, lecz przyćmiewa je ludzka głupota.
Większość z nas traci czas na zbędne mankamenty, które nie są istotne. Szukamy problemu tam, gdzie go nie ma. Przejmujemy się opinią innych, która głównie ma na celu przyciąć nam skrzydła. Po co to wszystko? Skupmy się na tym co jest naprawdę ważne. Dążmy do tego, by szczęście było naszym częstszym gościem. Realizujmy obrane przez siebie cele, żeby radość nas nie opuszczała. Czerpmy z życia jak najwięcej, aby w obliczu śmierci nie martwić się tym czego nie zrobiliśmy. Myślimy, że czeka na nas wiele lat. Niestety nikt nie wie, jak długo palić się będzie jego świeczka.
Bardzo polecam zagłębić się w historię przedstawioną w książce "Carpe diem". W wielu momentach sprawiła, że powstawał potok łez. Myślę, że jest to idealny utwór dla tych, którym brakuje motywacji do czegokolwiek. Pokazuje, że nie można stać w miejscu, gdyż nie ma na to czasu.
/Szalony Chomik
"Tam gdzie spadają Anioły" Dorota Terakowska

"Tam gdzie spadają Anioły" Dorota Terakowska

Tytuł:Tam gdzie spadają Anioły
Autor:Dorota Terakowska
Liczba stron:312
Ocena:9/10


"A właściwie czemu wyobrażamy sobie, że Dobro musi być piękne? Przecież ono może tkwić w szpetnej skorupie."


Po książkę sięgnęłam z bardzo prostego powodu. Lekturą w gimnazjum była "Poczwarka", którą zdążyłam przeczytać wcześniej, a zapoznając się z tytułami innych dzieł Doroty Terakowskiej zaciekawił mnie m.in tytuł "Tam gdzie spadają Anioły", więc gdy tylko zobaczyłam ją na bibliotecznej półce zabrałam się do czytania. Dodam tylko, że została ona wyróżniona nagrodą polskiej sekcji IBBY.
Historia zaczyna się kiedy mała Ewa, czyli nasza główna bohaterka widzi anioły i po daremnych próbach namowy rodziców na chociażby spojrzenie za okno, rusza sama do lasu w poszukiwaniu tych niesamowitych istot. Dziewczynka wpada do dołu, a cherubiny zostają zaatakowane przez upadłych. Pokonanie jednego z aniołków rozpoczyna pechowy etap życia dla Ewy, gdyż jej obrońca zostaje pozbawiony skrzydeł.
Może wydawać się, że jest to prosta lektura, jednak ma ona tak wiele głębokich i trafionych przemyśleń, że po prostu czasami trzeba przeczytać coś dwa razy i się nad tym zastanowić, żeby zrozumieć cały sens wypowiedzi.
Mamy przedstawiony model rodziny, która zmienia się, jednak jak zaczyna? Matka, która zajęta jest swoją pracą i nie okazuje uczuć, Ojciec jest natomiast osobą, która wierzy tylko w świat nauki i całe dnie spędza przed komputerem. Dziecko w takim razie wychowuje się samo lub z pomocą babci, która jednak nie może być przy wnuczce cały czas. Opis ten jest dość często spotykany pomiędzy nami. Mimo że może rodzice nie są uzależnieni od komputera, to jednak mogą nie mieć dla nas czasu. Po prostu przedstawiono to  innej formie.
Jeśli chodzi o samą wiedzę, to mamy tutaj na pewno wiele informacji o aniołach i historiach na ich temat. Pokazane jak wiara jest dla nas ważna zwłaszcza gdy potrzebujemy nadziei na lepsze jutro jest prawdziwe. Zwykle to jest "jak trwoga, to do Boga", jednak pozostanie przy nim jest niewątpliwie trudniejsze.
Ciepła opowieść, która daje nam do myślenia, że najważniejsza jest miłość, rodzina i wiara, a nie praca i rzeczy materialne. Uświadamia nas również jak działa efekt motyla. Nawet najdrobniejsza rzecz, którą zrobimy może mieć wpływ na całe dalsze życie własne, ale też kogoś innego.
Zaczynałam czytać z pewnością, że się nie zawiodę i miałam rację. Pisarka idealnie dociera swoim piórem w najgłębsze zakamarki serca. Dokładnie odwzorowane uczucia, które można poczuć podczas czytania. Polecam gorąco!/Fokeuek
"Tango" Sławomir Mrożek

"Tango" Sławomir Mrożek

Tytuł:Tango
Autor:Sławomir Mrożek
Liczba stron:208
Ocena:10/10

"Przez kobietę upadły imperia"
Tango nie było moją pierwszą stycznością z dziełami Sławomira Mrożka. Pierwsze była historia z gatunku science-fiction, która nie zachęciła mnie do jego twórczości.
W szkole oglądaliśmy spektakl teatralny "Tango" dzięki czemu postanowiłam przeczytać książkę.
Rzeczy dzieją się w mieszkaniu Stomila i Eleonory. Panuje totalna anarchia. Tymczasem syn Artur jest uczącym się i opanowanym młodym człowiekiem, który pragnie się zbuntować, jednak sam nie wie przeciw czemu- przecież może wszystko...
Historia nie jest długa, ale na pewno dająca do myślenia. Każdy z nas przecież prędzej czy później chce zrobić coś komuś na przekór. A tutaj żeby zrobić na przekór należy stworzyć władzę i jakieś zasady, czyli to, przeciwko czemu walczy dzisiejsza młodzież, czyż nie?
Zachowanie ludzi raczej jest odwzorowane na nasze podobieństwo. Czy zmienienie ich miejscami jeśli chodzi o wiek mogło być zrobione przez to, żeby bardziej do nas przemówiło? Możliwe...
I zakończenie. Ktoś musiał wygrać. Porządek lub nieporządek w tym wypadku. Anarchia i chamstwo, które wygrało było raczej przewidywalne. A wiecie dlaczego? Ponieważ zwolenników ładu i porządku było mało. Większość była za starym porządkiem o który walczyli. Nie wiedząc, że wygrywając bezprawie sami stracą jakiekolwiek moralne wartości. Chamstwo wygrywa, bo jest dzisiaj bardziej pożądane. Powszechne zepsucie człowieczeństwa zostało przedstawione tu idealnie. Polecam najgoręcej, bo żeby wczuć się w klimat i ją zrozumieć, to trzeba doświadczyć. Na pewno pióro pana Mrożka zachwyciło mnie w takiej formie i będę do niej powracała nie raz./Fokeuek
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger