"Przytul pokochaj, zostań" Anna Ginter

"Przytul pokochaj, zostań" Anna Ginter

Tytuł: "Przytul, pokochaj, zostań"
Autor: Anna Ginter
Liczba stron: 210
Ocena: 9/10

"A ja nadal ukrywam swój ból przed tymi, których kocham i płaczę częściej, niż myślą."

Pozycja ta wydała mi się interesująca przez tytuł. Kiedy przeczytałam opis czułam, że chciałabym zgłębić jej treść. Wiedziałam, że tematy w tej książce są tymi, które najbardziej do mnie przemówią i nie myliłam się, ponieważ poruszyła wiele ważnych kwestii.
Historia zaczyna się, kiedy główna bohaterka Alina opowiada o swoim dzieciństwie. Nie było one zbyt wesołe już od najwcześniejszych lat. Nie zaznała rodzinnego ciepła, chociaż była bardzo uczuciową dziewczynką pragnącą bliskości i miłości. Niestety powtórzyła błędy swojej mamy i nie nauczyła dzieci, czego powinna.
Minęło wiele lat, jednak kobieta często wraca do swoich wspomnień, które są pięknie opisane. Powiewają melancholią związaną z samotnością i smutkiem z powodu lat, które już przeminęły i nie wrócą.
Poruszony aspekt samotności na pewno nie jest nam obcy zwłaszcza, że mamy w swoim życiu takie momenty, gdzie te uczucia nas wypełniają i czujemy, że brak nam drugiej osoby. Tutaj jest to również nieobecność kogokolwiek, ponieważ najbliższa rodzina opuściła Alinę. Dlatego tak istotne są dla niej wspomnienia.
Budowanie relacji od zera na pewno nie jest łatwą sprawą i często jest prawie niemożliwa zwłaszcza, że tak wiele trzeba zacząć i rozbudować, aby stworzyć zaufanie i głęboką więź.
W sumie całe dzieło jest zbudowane z cząsteczek uczuć, z którego każdego jest po trochu. Czasami można poczuć emocje od naszej bohaterki.
Jedyną rzeczą z jaką miałam problem to było zbyt szybkie przeskakiwanie z jednego wątku do drugiego i wspomnienia, które były co chwilę przez co nie wiedziałam co się dzieje i w jakim momencie się znalazłam, jednak po jakimś czasie się unormowało.
Mam nadzieję, że Wam też spodoba się ta pozycja, ponieważ jest w niej odzwierciedlenie każdego z nas i uczuć, które nas ogarniają, dzięki czemu każdy poczuje bliskość do tego dzieła. Nie uważam, żeby czas jaki poświęciłam był zmarnowany.
/Szalony Chomik

"BYŁ SOBIE PIES" William Bruce Cameron

"BYŁ SOBIE PIES" William Bruce Cameron

Tytuł:BYŁ SOBIE PIES
Autor:William Bruce Cameron
Liczba stron:391
Ocena:10/10

Cytatów umieszczam kilka, ponieważ bardzo mi się spodobały :)

"Ten świat jest naprawdę pomerdany!"


"Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował."


"Psy mają ważne obowiązki, jak na przykład szczekanie, gdy dzwoni dzwonek u drzwi, natomiast koty są w domu ogólnie bezużyteczne."



Było dużo reklamujących postów na temat filmu pt. "Był sobie pies", który powstał na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa W. Bruce'a Camerona. Nie sposób było ich nie zauważyć, jednak samą treść historii poznałam z powodu wygranej w konkursie tego właśnie dzieła i pozdrawiam pana Zbyszka, który ją pakował :) 
Gdybym mogła dać jej wyższą ocenę, to na pewno bym to zrobiła, ponieważ w tym wypadku według mnie reklamy nie kłamią i śmiało można powiedzieć o czymś cudownym.
Historia zaczyna się, gdy na świat przychodzą szczeniaki. Nie mają one miejsca wśród ludzi. Żyją w lesie walcząc o przetrwanie i pożywienie. Wszystko się zmienia, gdy przybywa w tamto miejsce hycel i zabiera psy do innego domu, które nie wiem czy można nazwać schroniskiem. Mimo wszystko tam nasz główny bohater rozpoczyna życie, które wskaże mu jego przeznaczenie.
Całość wywołuje sprzeczne emocje, które towarzyszą cały czas. Już pierwsze zdanie wywołało u mnie wybuch śmiechu, jednak były też momenty w których płakałam nad losem postaci. Świetne operowanie opisywaniem sytuacji z perspektywy psa.
Było mnóstwo osób, jednak nie wszystkie tak dobre jak mogłoby się wydawać. Wiele było stresujących momentów w których miało się ochotę krzyknąć: "Jak możesz nie wiedzieć kto to zrobił? No zrozum go!". Prośby zostały wysłuchane po dłuższym bądź krótszym czasie w którym wplecione było moje zdenerwowanie i napięcie spowodowane niewiadomą dalszych wydarzeń.
Książka nie schodziła przez rok z list bestsellerów i pełną stanowczością mogę powiedzieć, że zasłużyła na to i mam nadzieję, że jego ekranizacja jest tak dobra i była robiona z równą miłością z jaką jest napisana historia.
Miłość między chłopcem, a jego psim przyjacielem jest bardzo głęboka i życie spędzone razem , które miałam możliwość przeżycia z nimi było cudowną przygodą, której na pewno nie zapomnę. 
Takim oto sposobem poznałam niesamowite pióro autora i na pewno sięgnę po inne jego książki.
Zakończenie pozostawiło mnie w lekkiej melancholii. Dla jednych może skończyć się dobrze, a dla innych nie. Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że Wy także. Jeśli przeczytaliście lub dopiero macie zamiar się za nią zabrać, to dajcie znać i napiszcie jakie w Was wzbudziła uczucia.
Mojemu psu się spodobała i też zabrał się za jej treść ;) /Fokeuek
"Skazani na Shawshank" reż.Frank Darabont

"Skazani na Shawshank" reż.Frank Darabont

Tytuł:Skazani na Shawshank (oryg. Shawshank redemption)
Reżyseria: Frank Darabont
Czas trwania: 220min.
Ocena:10/10

"-Hej, nawet nie mam matury.
  - Wiem - odparł. - Jednak to nie kawałek papieru stanowi o człowieku. I nie więzienie go łamie."

Na film zostałam namówiona i dość niechętnie po krótkim streszczeniu filmu, które brzmiało; "Mężczyzna niesłusznie skazany za podwójne morderstwo w więzieniu Shawshank (Szołszeng)".
Takie klimaty filmowe raczej do mnie nie przemawiają. Brak wątku miłosnego i skazańcy. Postanowiłam jednak się przełamać, gdy dowiedziałam się, że historia jest na podstawie książki Stephena Kinga  i już po pierwszych minutach wciągnęłam się w historię Andy'ego Dufresne'a, którego grał Tim Robbins. Mężczyzna zostaje (jak już zostało wcześniej powiedziane) oskarżony za zamordowanie swojej żony i jej kochanka oraz umieszczony w Shawshank.
Mamy tu przedstawione codzienne życie więźniów, którzy płacą za swoje winy. Spotykają się z brutalnością, niechęcią, samotnością oraz izolacją. Nie jest to przekoloryzowany film co bardzo dodaje mu charakteru.
Skazańcy początkowo niezbyt przychylni pomału przyjmują kolejnego zniewolonego do swojego grona. Strażnicy natomiast za każdą niesubordynację brutalnością i karami podporządkowują sobie kolejne osoby, które próbują się wyłamać.
Miejsce raczej nie nastraja optymistycznie i wydawać by się mogło, że nic dobrego nikogo tam raczej nie spotka (chyba, że ktoś zmieni się na innego człowieka), a jednak właśnie tam narodzi się przyjaźń pomiędzy głównym bohaterem,a mężczyzną, który w więzieniu siedzi o wiele dłużej i jest takim handlarzem różnych rzeczy (bez wiedzy strażników oczywiście). Osobą jest świetny aktor, czyli Morgan Freeman ( no w tym wypadku nie aż taki wolny), który zagrał "Reda", a całe imię to Ellis Boyd Redding. Ich relacje zaczynają się od pewnej rzeczy, którą dzięki Red'owi nabył Andy i przez dwadzieścia lat owa rzecz będzie dość istotnym, aczkolwiek niespodziewanym elementem całego filmu.
Wiara jest ważną rzeczą, która ma miejsce w Shawshank. Religijność jednego z ważniejszych osobistości w całej placówce, a jednocześnie jego chciwość i przebiegłość dają nam mieszankę wariata po którym nie wiemy czego się spodziewać. Pierwsze wrażenie jest dobre, ale jak jest dalej?
Były też momenty wzruszenia. Niekoniecznie u każdego oczywiście. Po prostu zasmucił mnie moment, gdy jeden z więźniów, który spędził tak bodajże 40 lat, wyszedł i nie wiedział co robić ze swoim życiem. Miał już swoją codzienność, a nagle został z niej wyrwany. Był uzależniony od systemu więziennego. Zinstytucjonalizowany. Cóż... w sumie to pewnie normalne, kiedy żyjemy gdzieś większość swojego życia i zostajemy zmuszeni żyć w tak jakby nowej rzeczywistości.
Polecam gorąco i to nie tylko miłośnikom filmu, ale też tym, którzy nie są do niego przekonani, bo warto./Fokeuek
"Eccedentesiast" Łukasz Skotniczny

"Eccedentesiast" Łukasz Skotniczny

Tytuł: Eccedentesiast
Autor: Łukasz Skotniczny
Ilość stron: 223
Moja ocena: 10/10


"Sztuką w życiu nie jest bycie dobrym dla tych, którzy są dobrzy dla ciebie. Prawdziwą sztuką jest- pomimo tego, że ludzie traktują nas jak gówno- nie robić tego samego, nie stać się podobnymi do nich"

Wybrałam tę książkę, ponieważ jej opis mnie zaciekawił. Tytuł również mnie zaintrygował, ale jego terminologię postanowiłam znaleźć dopiero po przeczytaniu. Okazało się, że "eccedetesiast" to osoba, która ukrywa ból za uśmiechem. Uważam, że to znaczenie idealnie nadaje charakter utworu.
Peter i Matthew to bracia, których los nie szczędził od traumatycznych wydarzeń. Tragiczna strata rodziców, bardzo zbliżyła nastolatków do siebie. Kiedy ich życie wróciło na właściwy tor, czekała na nich kolejna zmiana. Otrzymują pewien dar... Czy dadzą radę go okiełznać i właściwie z niego korzystać?
Książka, mimo tego, że nie była zbyt obszerna, bardzo dobrze wpasowała się w moje gusta. Spodobała mi się więź głównych bohaterów. Nie od dziś wiadomo, że jak to na rodzeństwo przystało, pojawiają się w tej relacji kłótnie i inne takie. Jednak u Peter'a i Matt'a te sprzeczki pojawiały się jedynie na podłożu, który ich bawił a nie ranił. Myślę, że wstrząsająca przeszłość braci, zjednoczyła ich tak silnie. I jest to piękne, ponieważ stali się przez to dla siebie opoką.
Moją sympatię również wzbudziło nawiązanie do tego, by nie poddawać się, gdy napotka nas coś złego. Świetnie oddaje to ten konkretny cytat: "W życiu nie zawsze układa nam się tak, jakbyśmy tego chcieli. Każdy z nas przechodzi przez trudne chwile, miewa jakieś problemy. Czasem mniejsze, czasem większe. To co musimy zrobić, to przezwyciężyć je wszystkie, nieważne jak trudne by to było. Jeśli się postaramy, to każdy kłopot w końcu minie. Bo wszystko z czasem staje się przeszłością, trzeba po prostu dążyć do tego i być niezwykle cierpliwym". 
Uważam, że warto przeczytać tę powieść. Niesamowita miłość braterska jest wykreowana do perfekcji. Momentami można aż pozazdrościć, ponieważ posiadanie wiedzy, że w pobliżu mamy osobę na której można polegać jest małym kroczkiem do pełni szczęścia. Mamy wtedy poczucie bezpieczeństwa i ostoi. Wydaję mi się, że lepiej mieć wsparcie w kimś z rodziny aniżeli tylko w znajomej osobie.
/Szalony Chomik


"CHEMIA NASZYCH SERC" Krystal Sutherland

"CHEMIA NASZYCH SERC" Krystal Sutherland

Tytuł: Chemia naszych serc
Autor: Krystal Sutherland
Ilość stron: 280
Moja ocena: 8/10

"Potrząsnęła głową- Boże, jak możesz nadal na mnie tak patrzeć po tym wszystkim, co ci zrobiłam?- wyszeptała.
- Ponieważ cię kocham."

Przeczytałam tę książkę, gdyż została mi polecona przez Fokeuka. Już wcześniej wspominałam, że lubię wszelaką literaturę, która zawiera w sobie motyw miłosny, więc nie mogłam sobie odpuścić i tego dzieła.
Henry Page to młody chłopak, który niedługo skończy szkołę średnią. Swój wolny czas spędza w towarzystwie swoich przyjaciół, więc nigdy wcześniej nie znał takiego stanu jak zakochanie. Do czasu, gdy do szkoły przychodzi nowa uczennica Grace Town. Ma ona dosyć nietypowy wygląd, więc wzbudziła zainteresowanie naszego bohatera. Ale czy na tyle, by mógł ją pokochać?
Kolejna książka, która wpadła w moje gusta. Zarazem kolejna, która porusza w całej swojej okazałości.
Wszyscy dobrze wiemy, że uczucia odgrywają dość istotną rolę w naszym życiu. Bez względu na to, czy są one negatywne, bądź pozytywne. Większość z nas poznała uczucie zauroczenia i doskonale wie, że jest to nadzwyczajne. Kiedy spotykamy obiekt naszych westchnień, chwilowo reszta świata nie ma znaczenia. Nasze myśli cały czas krążą wokół tej osoby, a gdy mamy okazję mieć z nią jakiś kontakt, to tak zwane motylki w brzuchu nie przestają nas nękać. Niestety masa ludzi, często nie wyznaje swojej sympatii tego co czuje. Woli to dusić w sobie i żyć marzeniami, że to ta druga strona zrobi pierwszy krok. Uważam, że jest to złe. Na pewno nie jest to łatwe przyznać się do swojego "stanowiska", jednakże... Dlaczego nie zaryzykować? Żywienie się nadziejami jest może dobre na krótką metę. Lepiej spróbować i wiedzieć na czym się stoi, niż później zamęczać się wyrzutami sumienia, że nie zrobiło się tego tyciego kroku.
W "Chemii naszych serc" jest przedstawione, że warto podjąć wyzwanie i dowiedzieć się, czy osoba, którą jesteśmy zauroczeni czuje to samo. Jeśli tak, to należy nie pozwolić, by została zachwiana tego równowaga i cieszyć się. A jeśli nie, to powinno się szybko pozbierać, bo być może w naszym najbliższym otoczeniu znajdzie się taki ktoś, kto nas wielbi.
/Szalony Chomik


Tytuł:CHEMIA NASZYCH SERC
Autor:Krystal Sutherland
Liczba stron:280
Moja ocena:9,5/10 



"Nadejdzie czas, w którym będziecie musieli wybierać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe."
 ~Albus Dumbledore


Zaciekawiona co kryje się za tą okładką oraz próbą rozszyfrowania tytułu, który kojarzył mi się z chorobą, sięgnęłam po "CHEMIĘ NASZYCH SERC" i nie rozczarowałam się.
Jeśli chodzi o samą autorkę, to książka jest jej literackim debiutem, a prawa do niej zostały sprzedane do ponad dwudziestu krajów i uważam, że zasłużenie. Jeśli kolejne dzieła będą tak dobre, to chętnie po nie sięgnę. Do tego bardzo podoba mi się nazwisko i imię pisarki. Brzmi tak miękko i płynnie.
Historia opowiada o siedemnastoletnim Henrym Page'u, który szykuje się na studia. Zostaje również redaktorem gazety. Ważny okres w jego życiu w którym nagle pojawia się tajemnicza Grace Town chodząca w męskich ubraniach i o lasce. Kim jest tajemnicza dziewczyna i czym skończy się ta znajomość?
Wątek miłosny. Wydawałoby się, że banalny, jednak nie tym razem. Tutaj na drodze do szczęścia nie staje nienawiść czy zazdrość, a miłość.
Czytałam wiele książek i jedne wzbudziły więcej emocji, a inne mniej. Niestety tych pierwszych jest niewiele. A ta do nich należy z czego jestem bardzo zadowolona. Zostawiła ona we mnie pewien rodzaj takiego żalu i goryczy i może trochę niedosytu, ale dzięki temu na pewno ją zapamiętam.
Nie spodziewałam się zakończenia ani powodu zachowań Grace, ale kiedy go poznałam, to zdałam sobie sprawę z jej bólu z jakim żyła i przestałam chcieć zobaczyć szczęśliwe zakończenie w tej opowieści, bo go już nie było.
Może i nie płakałam, ale śmiałam się w wielu momentach, a to dopiero drugi raz, gdy tak było. Pierwszy raz był jakieś trzy lata temu przy książce "Mam talent", więc naprawdę cieszę się, że mogłam znowu tego doświadczyć. Całość jest napisana językiem nastolatków przez co bardzo trafia do czytelnika.

Dodatkiem są rysunki przedstawiające wiadomości i wspaniałe cytaty z najbardziej znanych produkcji takich jak "Pulp Fiction" czy "Breaking Bad", który pojawił się na naszej stronie.
Jest to lekka lektura, jednak czasami pojawiają się momenty w których należy się zatrzymać i pomyśleć nad postawionymi przez autorkę pytaniami i odpowiedzieć na nie.
Naprawdę polecam, bo myślę, że warto i to nie tylko jako powieść o Grace i Henrym. Przede wszystkim jest tu pokazanie miłości od innej strony i głębsze zrozumienie tego uczucia./Fokeuek


"Szukaj mnie" Weronika Wierzchowska

"Szukaj mnie" Weronika Wierzchowska

Tytuł: Szukaj mnie
Autor: Weronika Wierzchowska
Ilość stron: 408
Moja ocena: 9/10

"Miałam wrażenie, że czuję jego mocne, ale delikatne ręce na całym ciele. Że jego usta muskają mnie w najintymniejsze miejsca, a język zagłębia się w...  Och, dość!"


"Szukaj mnie"... Kiedy zobaczyłam ten tytuł, od razu zastanawiałam się cóż może kryć się pod nim. Okazało się, że czekała na mnie niezwykła podróż, która obejmowała dwie epoki.
Julia to młoda kobieta, która większość czasu spędza w pracy. Nie ma bujnego życia towarzyskiego, więc wolne chwile spędza z przyjaciółkami oraz kotem Gary'm. Wszystko ulega zmianie, gdy bohaterka otrzymuje wiadomość o nagłej śmierci swojej ciotki Aurelii. Jednak staruszka przed odejściem z tego świata, postanowiła bratanicy zafundować nie lada wyzwanie. Zostawiła jej szereg informacji do rozwiązania rodzinnej zagadki. Julia początkowo była sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego, ale gdy już w to weszła brnęła w to dalej. Poznanie tajemnicy kosztowało ją wiele zachodu, ale czy pójdzie ono na marne?
Książka bardzo mi się spodobała. Napisana jest prostym, swojskim i zabawnym językiem. W jej fabule nie zabrakło niebezpieczeństw, intryg oraz nieszczęśliwych historii miłosnych. Pokazało to, do jakiej podłości potrafią dojść ludzie, by osiągnąć swoje cele. Budowanie swojego szczęścia na czyimś nieszczęściu. A kiedy się rodzą wyrzuty sumienia? Kiedy jesteśmy w obliczu śmierci i gdy wszyscy się od nas odwrócą. Kiedy w końcu zdamy sobie sprawę, że żądza władzy i kontrolowania wszystkiego, pochłonęła doszczętnie nasz umysł. Niestety nic po naszych żalach, czasu się nie cofnie. Jest to smutna prawda, która jest perfekcyjnie umieszczona w tym utworze. Co jest jeszcze piękne w tej książce? Mimo tego ile ktoś krzywdy nam wyrządzi, potrafimy mu to wybaczyć. Nie jest to na pewno łatwe, ale wykonalne.
Tematy poruszone w powieści są idealnie zespolone, co pozwala na miłe jej "konsumowanie". Zachęcam do zapoznania się z jej treścią. Uważam, że każdy z niej wyniesie coś innego, co pozwoli mu spojrzeć inaczej na świat.
/Szalony Chomik

"MIASTO CIENI" Ransom Riggs

"MIASTO CIENI" Ransom Riggs

Tytuł:MIASTO CIENI (kontynuacja Osobliwego domu Pani Peregrine)
Autor:Ransom Riggs
Liczba stron:434
Ocena:9/10


"Śmiech nie sprawia, że złe rzeczy stają się gorsze, podobnie jak nie staną się lepsze dzięki łzom. Śmiech nie oznacza, że jest nam wszystko jedno albo że zapomnieliśmy - świadczy tylko o tym, że jesteśmy ludźmi."


Kiedy zapoznałam się z niesamowitą pierwszą częścią, z ogromną radością zabrałam się za drugą, którą pożyczył mi nasz Szczurek. Wiedziałam na czym rzecz polega, dlatego było to już bardziej logiczne, kiedy czytałam o pętlach i innych nowych fantastycznych sytuacjach.
Opowieść zaczyna się w momencie kiedy nasi osobliwcy wraz ze swoją opiekunką, uciekają z dala od swojego dawnego domu, aby odczarować Panią Peregrine i uciec od potworów, które na nie polują.
Jeśli chodzi o całość, to była ona dobra, jednak uważam, że pierwsza część była lepsza. Co nie zmienia faktu, że tutaj było więcej dynamicznej akcji, a także nowych postaci.
W pierwszej części było tylko kilka innych osób jak np. rodzice i dziadek Jacoba, a także jego lekarz. Byli też ludzie w miasteczku i koledzy chłopaka, jednak w MIEŚCIE CIENI mamy ogrom nowych bohaterów, które odgrywają dość kluczowe role w działaniach naszych osobliwców.
Nadal jest tyle samo zdjęć, ale te są mniej straszne i wzbudzające dziwne dreszcze, a bardziej zabawne, które są raczej aby zobrazować różne sytuacje. Przez patrzenie na nie zachciało mi się wybrać na taki bazar i poszukać takich perełek :)
Co do tych nowych postaci, które się pojawiają, to są one przeróżne. Co jest takie niesamowite, bo nie ma jakichś schematycznych ludzi, a absolutnie wyjątkowi i to nie tylko z powodu wyglądu, ale też zachowania i wypowiadanych słów.
Zakończenie jest tak bardzo niespodziewane, że w pierwszym odruchu nie wiemy czy to naprawdę jest tam napisane. Przynajmniej w moim przypadku tak było.
Jest mało wątków, ponieważ główny trwa cały czas, a w międzyczasie pojawiają się rozterki Jacoba, a także jego uczucie do jednej z dziewczynek książkowych. Jeśli ktoś przeczytał pierwszą część, to pewnie wie o kim mowa, jednak nic nie jest wyjaśnione do końca, więc pozostaje mieć nadzieję, że będzie miłe zakończenie.
Masa niespodziewanych zwrotów akcji nie ułatwi nam zadania w próbie samodzielnych logicznych przemyśleń.
Kiedy dzieci walczą z czasem, to sami nie możemy być pewni jak się co skończy. Pozostaje nam tylko zaspokajać swoją ciekawość przez pochłanianie kolejnych rozdziałów. A co jest na końcu? Jeszcze więcej pytań, które mają swoją odpowiedź dopiero, a może i już w pierwszej części do której już serdecznie zapraszam./Fokeuek
"ERESTEJA" Karolina Bartel (Avath)

"ERESTEJA" Karolina Bartel (Avath)

Tytuł:ERESTEJA
Autor:Karolina Bartel
Liczba stron:252
Ocena:9/10

"Większość chce przynależeć do kawałka ziemi, większość w nazwiskach, herbach nosi tę nazwę jak talizman chroniący przed zagubieniem i jak drogowskaz, który zawsze zaprowadzi do domu."


Wybrałam tę książkę z dwóch powodów jakimi były krótki opis i okładka. Wiem, że to nie jest dobre biorąc pod uwagę jakąkolwiek pozycje, jednak nie zawiodłam się.

Mamy tutaj w sumie dwie główne bohaterki. Jedną z nich jest tytułowa Eresteja, która jest Strażniczką Ognia,czyli jednego z czterech żywiołów. Kobieta chce dowiedzieć się co dzieje się z zaginionymi osobami, które dbały o porządek świata. Po drodze jednak napotyka wiele niebezpieczeństw i swoją następczynie Syl, która mimo bliskich związków z Łowczymi podejmuje się szkolenia, aby w przyszłości zostać kolejną Strażniczką.
Historia z początku wydaje się być skomplikowana i szczerze mówiąc, sama nie mogłam się połapać o co w niej chodzi. Dopiero zgłębiając kolejne rozdziały wszystko zaczęło sklejać się w logiczną całość.
Opowieść jest urozmaicona wstawkami z kronik dawnych czasów świata nam przedstawionego, przez co mamy jaśniejszy obraz sytuacji. Miejsca są ciekawie zbudowane,a fabuła dość oryginalna. Naprawdę pozytywne zaskoczenie, ponieważ jakoś większość polskich książek nie przemawiało do mnie, jednak ostatnimi czasy trafiam na te lepsze :)
Akcja tutaj dzieje się cały czas. Jak jej nie ma, to są dialogi. Nie ma za bardzo miejsca na dłuższe opisanie pomniejszych czynności. Czy to w książkach dobre czy złe, to już indywidualna sprawa.
Osobiście uważam, że niektóre zwyczajne sytuacje powinny trwać dłużej, aby nadać książce lepszy klimat. Wydarzenia, które były też opisane dość krótko są jednak według mnie dobre, ponieważ możemy poddać się naszej wyobraźni i  wiele rzeczy do koloryzować (bez zmieniania fabuły) i rozruszać mózg.
Jedna z takich rzeczy, które mi się nie podobały w tej historii to dziwne skłonności kobiet do... innych kobiet. Rozumiem, że jedna to w porządku, bo przecież może być taki wyjątek, ale większość, spotykanych? To jest ten znaczący minus, który razi, bo widzę w tym takie propagowanie, które nie jest dobre. Relacje są też pokomplikowane, ponieważ Eresteja była, a może nadal jest zakochana w pewnym mężczyźnie o którym jest niewiele.
Całość nie jest długa i bardzo sprawnie się ją czyta. Jest idealna dla ludzi, którzy szukają lekkiej i przyjemnej jednocześnie lektury.  Polecam i zachęcam do zapoznania się z jej treścią./Fokeuek
"Tajemnice spadających gwiazd" Anna Ginter

"Tajemnice spadających gwiazd" Anna Ginter




Tytuł:Tajemnice spadających gwiazd
Autor:Anna Ginter
Liczba stron:152
Ocena:8/10

"Ci, których kochamy nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna." ~Emily Dickinson



Uwielbiam patrzeć w niebo, kiedy jest ono usiane gwiazdami. To naprawdę piękny widok. Stąd wziął się wybór tej konkretnej pozycji.

Nie spotkałam się z wcześniejszymi dziełami autorki, jednak książka spodobała mi się.
Całość jest zbiorem kilku opowiadań. Poza tytułami posiadają one też cytaty, które jak się dowiemy czytając, odnoszą się do danej historii, przez co wiemy czego możemy się spodziewać.
Jest mi trudno pisać o całości tych opowiadać, ponieważ każde z nich było inne i na swój sposób wyjątkowe i coś innego dawało nam do zrozumienia.
Osobiście uważam, że opowiastki są napisane bardzo uczuciowo, przez co mamy jakby bliższy kontakt emocjonalny z bohaterami. Nie zmienia to jednak faktu, że emocje nie zawsze były pozytywne. Sama nie wiem jakie były zakończenia każdego z opowiadań. Nie mogę powiedzieć jednoznacznie, że skończyły się dobrze lub źle, bo też każdy powinien zinterpretować to według własnych odczuć. Nie lubię smutnych zakończeń, a te dla mnie takie były, bo jednak czegoś zabrakło, coś zostało utracone, a wcale nie musiało się tak skończyć.
Nie ma tu wymyślonych postaci jak elfy czy wróżki. Jest to o nas- ludziach, którym zdarzają się niepowodzenia, wypadki, czy błędy i dlatego myślę, że jej treść dla wielu będzie bliska i znana, ponieważ wypadki chodzą po każdym. Historie pokazują ludzi z perspektywy różnych wydarzeń na które nie byli przygotowani oraz ich reakcje i zmiany w zachowaniu i sposobie życia. Chodzi tutaj oczywiście o bliskie osoby, ponieważ ich strata lub oddalenie jest dla nas największym ciosem.
Najbardziej urzekła mnie historia o chłopaku, który przez nieszczęśliwą miłość stracił życie, a w zamian za to sam ocalił inne. Dzięki niemu przeżył mężczyzna o imieniu Krzysztof, który dostał od Adama serce. Matka chłopca chciała się zobaczyć z osobą, w której bije serce jej dziecka. A to co wydarzyło się dalej, dowiecie się jak przeczytacie.
Po prostu emocjonujące. Jest to na pewno dla osób, które uwielbiają książki o emocjach zwykłych, a jednocześnie tak zaskakujących ludzi i tych lubiących się wzruszać. Plusem jest również to, że czytając nie czujemy ilości czasu poświęconego książce, bo idzie to szybko i bardzo łatwo wejść w świat opisany na kartkach. Polecam gorąco/Fokeuek

Wywiad z Panem Marcinem Pomiećko, autorem książki "Trauma".

Nasi Drodzy czytelnicy! Postanowiłyśmy zorganizować internetowy wywiad z autorem książki "Trauma". Pan Marcin bardzo chętnie odpowiadał na zadające mu pytania. Celem tego małego przedsięwzięcia głównie było poznanie inspiracji pisarza oraz motywacji do napisania tak świetnego dzieła.

Szalony Chomik: Skąd wzięła się w Panu pasja do pisania?


Pan Marcin: Właściwie to od najmłodszych lat lubiłem pisać. Tworzyłem krótkie opowiadania, które później drukowałem i dawałem najbliższym do przeczytania. Traktowałem to jako zabawę. Podobało mi się to, że mogłem stworzyć świat według swojego pomysłu. To była taka moja odskocznia od problemów i sposób na odreagowanie.


Sz. Ch: Kto był Pańskim autorytetem jeśli chodzi o prozę?


P. M: Hmm... Chyba najbardziej Stephen King. Wiem, że jest on autorem książek grozy, ale zawsze fascynowało mnie to w jaki sposób buduje postać, jak opisuje całą historię. Dla mnie to on jest autorytetem. Chciałbym kiedyś umieć tak niesamowicie opisywać swoje postacie i tak przeskakiwać z jednego wątku do drugiego lub umieć tak budować fabułę jak King.


Wielką fanką Kinga jest Szczur. Uwierzcie, że większość półek w jej pokoju zajmują książki właśnie jego autorstwa. Nie mogło zabraknąć pytania, kiedy po raz pierwszy Pan Marcin zetknął się z twórczością tego mistrza horrorów.


Sz. Ch: Kiedy po raz pierwszy zetknął się Pan z prozą Kinga? Pierwszą książką była...?


P. M: Gdzieś hmm... Oj już wiele lat temu. Około 15, jeśli nie więcej. Miałem okazję wtedy przeczytać jakiś zbiór opowiadań kilku znanych autorów grozy. Jedno opowiadanie było właśnie Kinga, a pierwszą jego książką było "Miasteczko Salem". Rewelacyjna książka, która nie dawała spać po nocach, ale warto było [...].


Kolejne pytanie już dotyczyło książki naszego pisarza.


Sz. Ch: Czy nie było trudno pisać z perspektywy kobiety?


P. M: Było bardzo trudno. Musiałem się często poprawiać, żeby pisać jako Weronika. Specjalnie, żeby urealnić tę postać, pytałem się koleżanek i czytałem na różnych forach, kiedy np. dziewczyny zaczynają się malować itd.


Sz. Ch: Poprawy dotyczyły męskiego rozumowania, czy zwykłych błędów językowych?


P. M: Bardziej błędów językowych [...].


Pan Marcin pochwalił recenzję "Traumy" na naszym blogu 😊.


Sz. Ch: Co było dla Pana motywacją do napisania tak ujmującego dzieła?


P. M: Przede wszystkim chciałem napisać coś, co pomoże mi i innym. Sama Pani napisała,że  każdy z nas ma jakąś swoją traumę i ja niestety też ją mam, a raczej miałem. Przez tę traumę dużo złego działo się w moim życiu i chciałem to z siebie wyrzucić. Chciałem poprzez tę książkę pokazać, że każdy z nas może poradzić sobie z demonami z przeszłości. Do tej pory przejmuję się losami zgwałconych kobiet i w tej historii chciałem przedstawić taką właśnie kobietę. Chciałem pokazać, że nawet po tak traumatycznym zdarzeniu, jak gwałt można się pozbierać. Fakt faktem, od początku tej książki opisuję, że psychika mojej głównej bohaterki jest w opłakanym stanie - ma liczne blizny, ale na końcu historii pokazuję, że kobieta wciąż walczy i nie poddaje się. Wydaje mi się więc, że to jest klucz do sukcesu. Każda osoba, która kiedyś została skrzywdzona i ma jakąś swoją traumę musi po prostu walczyć z nią.


Był to ambitny projekt, który kosztował autora wiele pracy i czasu, ale opłacało się 😊.


Sz. Ch: Mieszka Pan w Gdańsku, czy lubi Pan morze i jakie wrażenia ono wywołuje?


P. M: Bardzo dobre. Uwielbiam Gdańsk. Do dwudziestego roku życia mieszkałem w Elblągu i przyjazd do takiego miasta jak Gdańsk, to była dla mnie ogromną zmianą. Nie tylko ze względu na wielkość miasta, ale też zachowania ludzi, sposobu porozumiewania się i wielu innych czynników. Zanim zamieszkałem w Trójmieście bałem się ludzi, nie potrafiłem się na nich otworzyć. Mieszkając jednak w Gdańsku i poznając coraz więcej nowych osób, odkryłem jak wielu z nich jest fajnych. Nie twierdzę oczywiście, że ludzie w miastach typu Elbląg są jakoś gorsi albo straszniejsi, ale po prostu w Gdańsku łatwiej mi było się otworzyć. Może chodzi o inne otoczenie. Nie mam pojęcia. Jeśli chodzi o morze to zawsze jak jestem gdzieś w okolicy, gdzie mam dojście do niego, to staram się tam pójść. Niedługo będzie coraz cieplej, więc będę jeździł na rowerze do Sopotu, kładł się na plaży i słuchał szumu wody. Uwielbiam to.


Sz. Ch: A gdyby trafił Pan do miejsca całkiem odwrotnego, czyli w góry?


P. M: Oczywiście, że tak. Uwielbiam morze i góry. Chociaż wydaję mi się, że Gdańsk to takie idealne miejsce dla mnie. Gdybym jednak studiował w tamtych rejonach Polski i miał tam zamieszkać, to kto wie... Możliwe, że zamiast nad morzem relaksowałbym się chodząc po górach. Jak na razie jestem jednak zakochany w morzu i nic mi na razie nie wiadomo, żebym miał się gdzieś indziej przeprowadzać.


To koniec tego wywiadu. Jeśli spodobał się Wam, to piszcie w komentarzach, żebyśmy wiedziały czy robić takie inicjatywy.


/Szalony Chomik
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger