"Królowa zbrodni" Andrew Wison

"Królowa zbrodni" Andrew Wison

Tytuł: Królowa zbrodni
Autor: Andrew Wilson
Liczba stron: 301
Ocena: 6/10

"Odłamki przynoszą szczęście, ale tylko archeologom."



Moja pierwsza próba przełamania się do czytania kryminałów zakończyła się średnio. W miarę spodobała mi się Królowa zbrodni aczkolwiek nie było to ani wielkie wow, ani też nie mam zamiaru zacząć czytać tego gatunku bez potrzeby.
Agatha Christie zaginęła na dziesięć dni. Do dziś nie wiadomo co się przez ten czas z nią działo. Nawet w swojej autobiografii zupełnie pominęła co się z nią wtedy działo, a teorii jest wiele. Andrew Wilson łączy prawdziwe fakty z wyobraźnią i tworzy niesamowitą historię w którą uwikłana jest nasza pisarka.
Kobieta, która traci rodzica, a także w pewnym stopniu męża może zrobić naprawdę wiele jako ta bardziej emocjonalna płeć. Ogarnięta jest cierpieniem i brakiem siły, ale wie, że ma dla kogo walczyć. Ten spokój próbuje zburzyć szalony lekarz, który aby dopiąć swego, jest w stanie posunąć się bardzo daleko. Jak odnajdzie się w sytuacji Agatha?
Przedstawione z perspektywy kilku osób działania, które miały miejsce przez te kilkanaście dni było ciekawsze, niż obserwowanie cały czas jednej postaci. Dodawało nam to informacji co dzieje się w danym czasie, a na końcu wiemy co z czego wynikło.
Brak realizmu i sztuczności relacji nie odczułam przez co książka była bardziej wiarygodna. Czytało się ją lekko. Podczas czytania nie mogłam się wczuć w bohaterkę co jakoś nie związało mnie z nią.
Nie było zbyt dużo opisowości miejsc, aczkolwiek potrafiłam wyobrazić sobie te dawne stroje i zachowania kobiet, wygląd poszczególnych miejsc i właśnie wtedy nachodzi mnie myśl, że czas znaleźć dzieła, gdzie wraca się do przeszłości.
Jeśli chodzi o wątki poboczne, to mimo że były one ciekawe i w sumie na faktach, to jednak mam mieszane uczucia co do nich. Z jednej strony nie ma takiego słodzenia i sztucznych happy end'ów, a z drugiej strony kobiety uwielbiają dobre zakończenia. Ubolewam nad niespełnioną miłością i nad tym, jak bardzo można kogoś skrzywdzić.
Nigdy nie czytałam żadnego dzieła Agathy Christie. Nie wiem czy brało się to z faktu zachwalania książek, co mnie odpycha w pewien sposób, czy może po prostu na fakt, że są to kryminały. Obowiązkowa lektura jest to na pewno dla fanów twórczości tej kobiety. Zachęcam do zapoznania.
Książka uzyskała prawa do ekranizacji

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

Tytuł: Calder. Narodziny odwagi
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 369
Seria: Sign of Love (tom pierwszy)


"Piękna jak kwiat. Silna jak chwast."

Dostałam tę książkę na urodziny w zeszłym roku. Zapewne wielu z Was ma tak, że dostając książkę - której wcale się nie pragnęło - odstawia ją na półkę. Stoi tam do momentu, w którym apogeum znudzenia nie osiąga szczytu. Wtedy nagle wpada w nasze ręce. Nie jestem w tej kwestii wyjątkiem. Czytając Narodziny odwagi już po pierwszych stronach wprost nie mogłam się oderwać.
Miejsce w jakim żyje nasz bohater jest odłączone od reszty cywilizacji. Ludzie przebywają tam albo od urodzenia, albo przybywają z zewnątrz, aby móc zacząć żyć od nowa oddając się modlitwie ku bogom. Bez technologii i innych przedmiotów codziennego użytku. Nad całą społecznością czuwa Hector. Jednym z członków społeczności jest Calder, który zakochuje się w przyszłej żonie naszego guru.

Na początku myślałam, że może autorka przeniosła nas do epoki, gdzie faktycznie się tak żyło. Jednak, kiedy padło słowo "Coca-Cola", zdałam sobie sprawę, że to czasy teraźniejsze, a ludzie żyją w izolacji. Po zachowaniach mieszkańców i tego "przywódcy", pierwsze co wpadło mi na myśl, to sekta. Społeczność, która ma przeprane mózgi, nie zdaje sobie sprawy dokąd to wszystko zmierza.
Mamy oczywiście naszego bohatera, który zaczyna się wyłamywać i myśleć samodzielnie. Zaczyna łamać reguły, a największą z nich jest zakazana miłość do młodej dziewczyny, która obiecana jest przywódcy.
Mogłabym powiedzieć, że książka jest oryginalna, ale akcji umieszczonej w sektach było wiele. Różnicą pomiędzy innymi jest to, że ludzie nie są za bardzo świadomi tego, co dzieje się na zewnątrz, a przynajmniej ich większa część.
Wątek miłosny dość przewidywalny, aczkolwiek ciekawie opisany. Kilka razy zdarzyło mi się parsknąć śmiechem ze względu na dobór słów, które nie wiem czy miały takie znaczenie w oryginale, czy może po prostu tłumacze chcieli urozmaicić język. Było to w pewnym sensie zabawne, ale z drugiej strony trochę psuło wczuwanie się w sytuację.

Główne postacie polubiłam, jednak się z nimi nie utożsamiałam. Poboczne osoby i ich zachowana były irytujące. Przez taka różnorodność, która brała się z poziomu przepranego mózgu, cały czas następował zwrot akcji. Bardzo często nie wiedziałam jak zakończy coś się zakończy, a to sprawiło, że z większym zaciekawieniem śledziłam wątki poboczne.
Okładka nasuwała mi myśl,  że jest to jakiś słaby harleqin, ale nie ma tu tylko miłostek.
Przynależność do sekt jest częstym problemem ludzi, którzy do nich trafiają, a często i gęsto bezwiednie.
Do tego można odszukać odwagi. Odwagi do życia według własnych zasad, chęci poznawania wszystkiego, możliwość wyrażania swych uczuć i bezpieczeństwa. To wszystko czego człowiek chce, a tu tego brakowało. Niektórzy chcieli o to zawalczyć, bo wiedzieli, że człowiek jest stworzony do szczęścia.
Jest druga część i nie mogę się jej doczekać. Mam nadzieję, że okaże się równie dobra jak pierwsza.
Tymczasem zapraszam do zapoznania się z tą pozycją. Chętnie dowiem się co Was napędza do działania tak, a nie inaczej. Co daje Wam odwagę? :)/Fokeuek

"Niebo istnieje naprawdę" Todd Burpo oraz Lynn Vincent

"Niebo istnieje naprawdę" Todd Burpo oraz Lynn Vincent

Tytuł: Niebo istnieje naprawdę
Autor: Todd Burpo oraz Lynn Vincent
Ilość stron: 189
Moja ocena: 8/10 

- Colton, pamiętasz szpital?- zapytała Sonja
- Tak, pamiętam. To tam śpiewały mi anioły. 


Zanim dowiedziałam się o książce obejrzałam film, który został pokazany mi na lekcji religii. Spodobała mi się jego fabuła, tym bardziej, że był on oparty na faktach. Wiadomo jak to bywa z adaptacjami powieści na ekranie. Czasami coś może być przerysowane, przekoloryzowane. Dlatego postanowiłam zapoznać się z oryginalną wersją Niebo istnieje naprawdę.
Państwo Burpo to prosta chrześcijańska rodzina. Mimo że życie płatało im "figle", potrafili czerpać z niego jak najwięcej. Wszystko znowu wywraca się do góry nogami, gdy niespełna czteroletni Colton - syn Sonji i Todd'a - wyjawia, że podczas operacji wyszedł ze swojego ciała i znalazł się w... NIEBIE. Przed rodzicami stoi nie lada wyzwanie, by dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów z tej "przygody" i dowieść czy przypadkiem nie jest to wytwór dziecięcej wyobraźni.
Jak już pisałam książka jest na podstawie prawdziwych wydarzeń. Autorem jest ojciec chłopca, który pragnął spisać niezwykłą historię swego małego synka. Zrealizował ten cel przy pomocy znanej autorki bestsellerów Lynn Vincent, która już kilkakrotnie miała okazję współpracować nad pisaniem powieści.
Utwór wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie nudziłam się przy jego czytaniu. Mimo tego, że nie jest to obszerna lektura, było zawarte w niej wiele informacji, co wpływało na szybkie pochłanianie stron. Uczucia towarzyszące w tamtych wydarzeniach były pięknie odzwierciedlone. Pozwalało to na wczucie się w rolę bohaterów.
Polecam tą książkę osobom, które mają problem z wiarą. Tu nawet nie chodzi o wiarę w Boga, ale nawet w wiarę  w drugiego człowieka. Czasem wydaję się nam, że gdy ktoś nie jest w dojrzałym wieku, to nie ma nic istotnego do powiedzenia. Uważam, że bez względu na wiek należy słuchać innych, gdyż pokazuje to jakimi ideami się kieruje i jakie ma stanowisko na dany temat. Często osobom starszym wydaje się, że nie należy słuchać tego co mówią dzieci, ponieważ "Co oni mogą wiedzieć?". Są to głupie stereotypy, które chyba powoli się żegnają. Nie zapominajmy, że maluchy, które potrafią już mówić, są bardziej szczere od niejednego "seniora". Może nie zawsze w pozytywnym znaczeniu, ale ich niewinność wynagradza wszystko. One nie muszą się zastanawiać nad doborem słów, by coś przekazać  i żeby wszystko brzmiało jak należy.
Jest to świetna książka, która łamie słynne powiedzenie "dzieci i ryby głosu nie mają"
/Szalony Chomik
Winni. Holokaust i fałszowanie historii. - Dariusz Walusiak

Winni. Holokaust i fałszowanie historii. - Dariusz Walusiak

Tytuł: Winni. Holokaust i fałszowanie historii.
Autor: Dariusz Walusiak
Liczba stron: 448
Ocena: 8,5/10

Holocaust/Holokaust (gr. holokaustos - "całopalenie, ofiara całopalna") - ludobójstwo około 6 milionów europejskich Żydów oraz innych prześladowanych grup, dokonane w czasie II wojny światowej przez III Rzeszę i wspierane w różnych stopniu przez uzależnione od niej państwa sojusznicze.
Równocześnie z Zagładą Żydów, Niemcy dokonywali też ludobójstwa Romów oraz masowych mordów na etnicznych Polakach i radzieckich jeńcach wojennych. Morderstw i prześladowań dokonywano też na niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, homoseksualistach, duchownych katolikach, protestanckich, Świadkach Jehowy, działaczach lewicy, komunistach oraz na członach wolnomularstwa. Łącznie w wyniku nazistowskich ludobójstw śmierć poniosło około 11 milionów osób.
~ Wikipedia


Pomimo tego, iż wydarzenia II wojny miały miejsce 72 lata temu wiele tajemnic nie zostało jeszcze odkrytych. Istnieje wiele wersji jednej historii. Jednak biorąc do ręki Winnych możemy być pewni rzeczowych i logicznych wyjaśnień.

Wielu z nas patrzy na historię tylko w białych i czarnych kolorach. Niestety, ale "to, co było" maluje się w odcieniach szarości. Ta książka udowadnia to w idealny sposób.
Ostatnio zbyt wielu ludzi skupia się na tej czarnej sferze. Naszemu narodowi zarzuca się, iż szliśmy ramię w ramię z nazistami. "Polskie obozy koncentracyjne" i tym podobne. Walusiak przy pomocy porządnej bibliografii obala te wszystkie pomówienia (bardzo mocno szanuję książki historyczne mające odpowiednie źródła). Pokazuje, jakie konsekwencje groziły Polakom za pomoc Żydom. Jednak nasi niezłomni rodacy nie czuli strachu, okazywali serce. Ciekawostką jest to, że najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata stanowią Polacy. Autor porusza również inną tematykę związaną z fałszowaniem historii, jak na przykład AK-owców mających być antysemitami.
Autor zapoznaje nas również z genezą dojścia do władzy Adolfa Hitlera. Naprawdę, nie spodziewałam się, że był to tak skomplikowany proces.

Podsumowując. Książka jest warta przeczytania. Rzeczowa bibliografia, logiczne wyjaśnienia. Idealna pozycja, aby spojrzeć na historię z innej strony. Jestem zadowolona z lektury. Jedynym minusem jest swego rodzaju zbyt duży napływ informacji. Ilość stron zdecydowanie powinna zostac powiększona.

/Szczur
"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young

"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young

Tytuł: Popiół i czerwień
Autor: Pyun Hye-Young
Ilość stron: 207
Ocena: 8/10


Jeśli wygadasz sekret, to on wróci i trzeba będzie ponieść tego konsekwencje.

Jako osoba interesująca się kulturą azjatycką bardzo chętnie wzięłam do ręki egzemplarz książki koreańskiej autorki. Jest to chyba pierwszy raz, gdy spotykam prozę pisarza z Dalekiego Wschodu. Pozytywnie nastawiona ze względu odznaczeń literackich i wielu pochlebnych opinii, zaczęłam czytać.

Głównym bohaterem jest mężczyzna. Zostaje wyznaczony do wyjazdu i przeszkolenia w obcym kraju. Bez znajomości języka i innych ludzi wyrusza ku - jak mu się wydaje - wielkiej przygodzie.
Zostaje przetransportowany nie wiadomo gdzie, samotny.
Na początku gubiłam się w historii. Nie byłam pewna miejsca, ani nie miałam żadnych odczuć wobec głównego bohatera, który był nijaki i nie dawał czegoś osobistego, co mają inne książki, przez co możemy wczuć się "w niego", kibicować mu, czy zwyczajnie go nie lubić.
Po kilkunastu stronach zrozumiałam, że nie jest to typowa proza. Całość nie posiada konkretniejszego punktu zaczepienia niż fakt, że jest teraz i było kiedyś. Czytelnik do końca nie wie, gdzie się znajduje, ani jakimi prawami rządzi się otaczający książkowego bohatera harmider. Słowem - oryginalna pozycja bez typowego schematu.

Świat przedstawiony jest jednocześnie znany i obcy. Mamy tutaj mężczyznę, który dostał szansę wykazania się. Ciesząc się z losu na loterii został wyrzutkiem pośród kolegów z pracy.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to Japonia, bo powszechnie jest uznawane, że ludzie tam są pracoholikami i często nie mają czasu na inne rzeczy. Reakcje społeczeństwa są raczej typowe dzisiaj i pewnie kiedyś też były. Każdy przecież chce godnie żyć i mimo iż wielu z nas się nie przyznaje, to jednak zawsze chcielibyśmy mieć więcej, niż na przykład współpracownik. To jest ta część znana, a ta obca, to miejsce do którego bohater wyruszył kojarzy się z bliżej nieokreśloną przyszłością... Choroby, smród, góry śmieci na ulicach, kombinezony ochronne, przestępczość i wyludnienie. Walka o przetrwanie. Bardzo łatwo było to sobie wyobrazić. Może, dlatego że jest wiele programów, które ukazują nam różne miejsca i niedaleką przyszłość, jeśli nie zadbamy o Matkę Ziemię.
Spojrzenie oczami Azjaty na różne sprawy może wydawać się banalne, jako coś niezbyt interesującego, jednak wiele razy dziwimy się widząc co robią na sąsiednim kontynencie. Patrząc na świat oczami bohatera możemy nabrać inny pogląd na niektóre sprawy.

Sens napisania tej książki każdy powinien zinterpretować na swój sposób. Czy to może zwykła historia, a może ma drugie dno? Okładka daje do myślenia, jednak wiele może się okazać podczas zapoznania z lekturą. :)
Zachęcam do czytania chociażby dlatego, że pochodzi z miejsca innego, niż Anglia czy Stany Zjednoczone. Jest to powiew świeżości na półki książkowe. :) Pozdrawiam.
/Foeuek

Pamiętnik nastolatki ~ Beata Andrzejczuk [seria Pamiętnik nastolatki]

Pamiętnik nastolatki ~ Beata Andrzejczuk [seria Pamiętnik nastolatki]

Tytuł: Pamiętnik nastolatki
Autor: Beata Andrzejczuk
Liczba stron: 279
(Nie zamierzam oceniać każdej części z osobna. Zrobię po prostu podsumowanie całej serii.)


Dlaczego nic nie jest takie proste jak kiedyś, gdy byłam dzieckiem? Wówczas czarne to było czarne, białe było białe. Nagle pojawia się cała paleta barw i na dodatek mieszają się ze sobą. Wielu odcieni nie potrafię nawet nazwać, choć je widzę. Niektóre podobają mi się bardziej, inne mniej, ale nie potrafię dokonać wyboru. Gubię się w tym...



Pamiętnik kojarzy się z czymś bardzo osobistym. To miejsce, gdzie zapisujemy  nasze tajemnice, problemy i żale, którymi nie chcemy dzielić się z nikim. Można powiedzieć, że jest to odzwierciedlenie nas samych, które ukrywamy przed światem. Książka o życiu Natalii z każdą stroną wciągała mnie coraz bardziej. Było warto!
Niewątpliwie wiek nastoletni to jednocześnie piękny, a z drugiej strony okropny okres pełen burzy hormonów. Ciężko przez niego przejść bez kłopotów czy jakichkolwiek wątpliwości. W tym czasie zaczynamy zawierać przyjaźnie, czuć motyle w brzuchu i doświadczać wielu rozczarowań jak i sukcesów.
Dziewczyna rozpoczęła gimnazjum. Od początku ma wiele wątpliwości dotyczących swojej przyszłości, a także nie jest pewna na kogo widok jej serce przyspiesza...

Pomimo moich wątpliwości co do wieku Natalii w odniesieniu do problemów z chłopakami, to zostały one rozwiane, ponieważ dojrzałość dziewczyny budzi do niej sympatię, przez co można już wybrać swojego męskiego faworyta. Niestety nie wybrałam żadnego i na pewno będę wyczekiwała ich dalszych postępowań. :)

Mimo że na początkowych kartach jest napisane, że nie jest to poradnik, to znalazłam w wielu słowach i sytuacjach sugestie, które myślę, że warto stosować w życiu codziennym. Biorąc pod uwagę, że wiele zachowań jest idealnie odwzorowanych z naszego życia, to myślę, że warto się zapoznać z tą pozycją. Nawet nie chodzi tutaj o porady, ale o pozytywne przesłanie. Nie mamy krzywdzić i odwzajemniać negatywnych uczuć. Mamy się jednoczyć. Nie jest to bezpośrednio powiedziane. Całość jest bardzo ciekawa i opisuje życie nastolatki, a jednak wszelkie moralności można wyczytać z opisu zachowań i przekazywania porad bliskich osób Natalii.
Książkę polecam przede wszystkim dziewczynom. Nawet jeśli nie lubicie czytać, to zapewniam, że na jesienne i zimowe dni, które się do nas zbliżają, będzie idealna. Dostała w końcu nagrody, a m.in od internautów. Bo kto rozumie nastolatkę lepiej niż inna nastolatka?
/Fokeuek
"Za wszelką cenę" Rafał Gierchatowski

"Za wszelką cenę" Rafał Gierchatowski

Tytuł: Za wszelką cenę
Autor: Rafał Gierchatowski
Ilość stron: 262
Moja ocena: 9/10

Życie jest jak surfing: w jednej chwili wskakujemy na pędzącą falę i, unosząc się na niej, mamy wrażenie, że cały świat leży u naszych stóp.

Wybierając tę pozycję kierowałam się głównie tytułem. Chciałam zrozumieć, co autor miał na myśli wybierając taką nazwę.
Rafałowi już los nie sprzyjał, kiedy przyszedł na świat. Zaatakował go gronkowiec złocisty, który narobił spustoszenia w organizmie. Udało się go pokonać, lecz bakteria zostawiła po sobie ślad, mianowicie dosyć mocne skrzywienie kręgosłupa. Co będzie czekało na kolejnych etapach życia naszego bohatera?

Lektura spodobała mi się z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że opisana w książce historia opiera się na faktach. Lubię, jeśli dzieło literackie jest oparte na prawdziwych wydarzeniach. Pozwala mi to zagłębić się bardziej w treść i spojrzeć na nią z innej perspektywy.
Drugim czynnikiem budzącym sympatię jest postawa głównego bohatera. Jego światopogląd na dane sprawy dawał wiele razy do myślenia. Otworzył oczy na pewne aspekty, które na pozór wydawałyby się łatwym kawałkiem chleba do zgryzienia.
Jest to krótka powieść napisana łatwym językiem, co pozwoliło na to, że czytało się ją lekko i ze smakiem. Co jakiś czas pojawiała się fotografia, która również umilała zaznajomienie się z utworem.
Polecam przeczytać tę książkę osobom, którym brak motywacji do czegokolwiek. A dlaczego? Uważam, że historia skłoni do wielu refleksji. Czytelnik będzie mógł spojrzeć na świat ze swojej strony, a także ze strony bohatera. Porównać własne możliwości, by zrozumieć kto może łatwiej osiągnąć cel. Zdać sobie sprawę, że los wiele razy jest niesprawiedliwy, ale nie można na to patrzeć i mieć pretensje do całego świata, ponieważ nie tędy droga. Należy gonić za obranymi przez siebie celami, ponieważ jeśli nie spróbujemy, to nie dowiemy się jakie będą efekty. Nie wolno się poddawać w żadnej sytuacji, ponieważ z każdej jest jakieś wyjście, które raz odnajdziemy szybciej, a inne wolniej.
Gorąco zachęcam. Pozdrawiam!
/Szalony Chomik
"Chłopcy" - Jakub Ćwiek

"Chłopcy" - Jakub Ćwiek

Tytuł: Chłopcy
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Ale ksiądz Jan przyłożył palec do ust, uśmiechnął się smutno i powiedział:
- To nieprawda, że Bóg nie lubi Pottera, Małgosiu. W Kościele są jednak ludzie, jak biskupi, jak papież, których zadaniem jest wskazywanie właściwej drogi. W przypadku tak popularnych książek dla młodzieży powinni wyrazić swoje zdanie i to zrobili. Osobiście ubolewam, że ulegli mocy słowa "magia" i nie dostrzegli, że to tylko przebranie dla opowiastki o przyjaźni i walce dobra ze złem. Ale to dla nas lekcja, żebyśmy nie oceniali po pozorach, prawda?
- Czy tak samo jest ze "Zmierzchem"? - zapytała Weronika siedząca z Małgosią w jednej ławce.
- Nie - odparł ksiądz. - Akurat dla miłośników "Zmierzchu" Bóg planuje obecnie drugi potop, więc nie mów potem, że nie przestrzegałem.

Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz.

(Musiałam dać te dwa cytaty, są wprost fenomenalne! :D)

O mojej przygodzie z prozą Jakuba Ćwieka wspominałam przy okazji recenzji "Kłamcy". Nie ma się co rozpisywać.

Czy znacie historię o Piotrusiu Panie? Wyprawa Wandy, Janka i Michasia do Nibylandii. Wróżka Dzwoneczek, zaginieni chłopcy. Groźny kapitan Hak. Zapewne każdy z Was zetknął się z tą historią w młodości. Czas pędzie nieubłaganie, jesteśmy coraz starsi. Czasami życie w Nibylandii wydaje się być najlepszym pomysłem.
A co, jeżeli powiem Wam, że zaginieni chłopacy i Dzwoneczek uciekli z tego "raju"? Że żyją w takiej rzeczywistości, w jakiej my egzystujemy na co dzień. Że Nibylandia tak naprawdę nie jest krainą pełną szczęścia...
Jeżeli już przetrawiliście pewne informacje - zapraszam do świata Chłopców, który rządzi się własnymi brutalnymi zasadami!


Jakub Ćwiek nie przestaje mnie zadziwiać. Fantazja, jaką dysponuje, nie ma granic. Oklepana i znana wszystkim opowieść? Nie w wydaniu tego człowieka. Tym razem zmiksował świat Synów Anarchii i Piotrusia Pana. Wyszła z tego fenomenalna opowieść, czy też raczej zbiór opowiadań (jak to najczęściej u Ćwieka bywa). Od zawsze podobał mi się język, jakim się posługuje. Opowieść w ćwiekowej wersji jest opowiadana w barze, przy dobrym piwie.
Język... Jak to na gang motocyklowy przystało - tytułowi "chłopacy" przeklinają. Zatrzymam się na chwile przy tym. W Polsce, niestety, zwykło się używać niektórych bluzg jako przecinków. Ćwiek wszystko wyważył. Każde wulgarne słowo na "k", "ch", "p" jest użyte w idealnym momencie.
Opowieść jest pisana z punktu typowo męskocentrycznego widzenia. Męscy mężczyźni w męskim świecie robią męskie rzeczy. Wychodzi na to, że Chłopcy nie są pozycją przeznaczoną dla kobiet. Otóż nie. Postać Dzwoneczka idealnie obrazuje kobiecy świat. Drogie Panie, nie będziecie samotne między taką ilością samców! :D Moim zdaniem była wróżka w przyjemny dla oka sposób ukazuje obraz matki. Dba o swoje pociechy... Stado pociech, że tak powiem.
Postacie są barwne, każda z innym charakterem. Postacie tytułowe są indywidualnościami, posiadająca zróżnicowane charaktery. Jednakże nie dotyczy to tylko ich, bo również bohaterowie są zbudowani na unikalnym schemacie. Nie wiem czemu, ale brakuje mi zwrócenia uwagi na Stalówkę. Polubiłam gościa.
Czy jest coś, do czego mogę się przyczepić? Tak, jest. Z jednej strony rozumiem, że autorowi chodziło właśnie o ukazanie nieśmiertelnego ducha młodości, ale w niektórych momentach książka jest zbyt dziecinna. Czasami wątpiłam, czy ten gang na pewno jest gangiem. Zdarzało się to rzadko, ale jednak dało się to odczuć.
Jeszcze częściej spotykałam się z odniesieniami do popkultury. Aby czytać tę książkę wypadałoby mieć chociaż minimalną wiedzę na ten temat. No i oczywiście używanie muzyki rockowej w opowieściach! Na końcu książki są piękne ilustracje ukazujące tytułowe postacie. Pojawiają się one również w czasie czytania. To wszystko tworzy niepowtarzalny klimat.
Cieplutko polecam. BANGARANG!

(Seria Chłopców jest już zakończona.)
https://www.youtube.com/watch?v=nCsnoBWywE8
/ Szczur
Naznaczona ~ P.C. Cast + Kristin Cast  [DOM NOCY]

Naznaczona ~ P.C. Cast + Kristin Cast [DOM NOCY]


Tytuł: Naznaczona
Autor: P. C. Cast + Kristin Cast
Liczba stron: 325
(ocena będzie podsumowaniem całej serii)


Zobaczyłam odbicie kogoś znajomego, a jednocześnie nieznajomego. To tak jak czasem zobaczy się w tłumie na ulicy kogoś, kogo na pewno się zna, można by przysiąc, że tak jest, ale nie sposób sobie przypomnieć, kto to jest. Teraz ja stałam się tym kimś - wyglądającą znajomo nieznajomą.


Ciekawa okładka i tytuł zachęciły mnie do zakupu tej książki. Była to jedna z niewielu pozycji, które przeczytałam od razu po zakupie. Liczyłam na coś magicznego, oryginalnego i pełnego ciekawych wydarzeń. Nie przeliczyłam się.
Zoey jest nastolatką, która w okresie pełnym burzy hormonów, presji rówieśników i problemów miłosnych, zostaje naznaczona. Dobrze wie, co to oznacza. Brak akceptacji ze strony rodziny skłania ją do ucieczki, aby zacząć uczęszczać do Domu Nocy. Tam, gdzie będzie mogła być sobą. Tam, gdzie inni ją zrozumieją. Tam, gdzie przejdzie przemianę. Czy tak faktycznie się stanie?
Przygody pełne magii i tajemniczości cieszą się ogromną popularnością. Jesteśmy bliżej Zoey, ponieważ jest człowiekiem. Jednak ani ona, ani my nie znamy drugiego świata. Poznajemy go razem.

Postacie są rozmaite. Bardzo pozytywne. Ćwiczyłam pamięć podczas czytania, aby zapamiętać kto jest kim. Mimo że na początku było ciężko, to na pewno w kolejnych częściach będzie to o wiele łatwiejsze.  Lekko nienaturalną rzeczą było szybkie zdobycie przyjaciół. Nasza bohaterka - można powiedzieć - zżyła się z ludźmi przez "kilkanaście kartek", jednak mogło wynikać to z innej mentalności uczniów.
Wątek miłosny składa się z trójkąta, jednak faworyta musicie wybrać sami, bo obaj są kompletnie różni. Śledzenie kolejnych spotkań stawało się czasami ważniejsze, niż wątek główny.
Magiczna historia z mrocznymi obrzędami znaczeniami dodawały klimatu. Jest to naprawdę ogromny plus.

Oczywiście nie obeszło się bez pakowania się w kłopoty przez naszą paczkę przyjaciół, ale to raczej było do przewidzenia. Podobnie jak fakt, że nasza bohaterka nie będzie tak zwykła jak pozostali. Pomimo tych dwóch faktów, to i tak polecam, bo zawsze warto dać szansę. Mam nadzieję, że dalej będziecie śledzić tę serię, ponieważ jest ona długa i sama chcę dowiedzieć się, czy warta jest przeczytania wszystkich części.

/ Fokeuek
"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 510
Ocena: 10/10

Gdy wyeliminuje się wszystko co niemożliwe, reszta musi być prawdą, choćby nawet wydawała się niewiarygodna.  ~ Sherlock Holmes

Może zacznę od tego, że Tajemnica diabelskiego kręgu stała na mojej półce kilka dobrych lat. Do zakupu zachęciła mnie okładka i tytuł. Ruszyłam ją jednak dopiero parę dni temu.
Akcja powieści rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. W Polsce spadły z nieba anioły. Ludzie ukrywają je w swoich domach i żyją w strachu przed UB, czyli tajnymi służbami komunistów. Kiedy pewnego dnia Nina zostaje zaproszona przez skrzydlate istoty do klasztoru w Markotach zaczyna się przygoda jej życia, pełna niebezpieczeństw i zagadek.

Kto powiedział, że książki o nastolatkach są przewidywalne? Nieraz można spotkać się z typowym wątkiem i zakończeniem, którego się spodziewaliśmy. Tym razem jest inaczej. Wchodzimy w świat tak dobrze nam znany, a jednocześnie zupełnie obcy. Polska w zupełnie nowym wydaniu otoczona magią i wiarą.
Już od pierwszych stron spotykamy się z zasłoną niewiedzy, która nie pozwala nam odkryć dość istotnych faktów z wcześniejszych wydarzeń. To wzbudza ciekawość, przez co trudno się oderwać choćby na kilka chwil.
Opisy są na tyle szczegółowe i jednocześnie nie zanudzają, że można wczuć się w atmosferę i poczuć ten mroczny klimat otaczający miejsca i postacie, które poznajemy. Do zapamiętania jest wiele postaci, jednak każda jest na swój sposób wyjątkowa, przez co jest to bardzo łatwe.
Fabuła nie jest oklepana, ciężko zrozumieć kto jest kim i co z czego wynika. Wszystko jest zagmatwane. Odkrywanie tajemnic doprowadza do większej ilości pytań i nijak nie pomaga w zrozumieniu skutków wydarzeń dziejących się w klasztorze i jego okolicach. Lekki język, którym autorka prowadzi nas w jej świat zachwyca.

Jako osoba, która stara się szukać głębiej, znalazłam przesłanie, że nie wszyscy wyglądają na zewnątrz i wewnątrz tak samo. Możemy przywdziewać rozmaite stroje, jednak to nie odzwierciedla tego, kim jesteśmy naprawdę. Niby znane słowa, jednak przedstawione z zupełnie innej perspektywy.
Zachowania, przemyślenia i odczucia towarzyszące naszej bohaterce są według mnie realistyczne.
Szczerze to pochłonęłam to dzieło w trzy dni i myślę, że jest genialne. Nie mogę doczekać się drugiej części, ponieważ pierwsza zostawiła spory niedosyt. Mam nadzieję, że zdecydujecie się po nią sięgnąć. Naprawdę warto!/Fokeuek
"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

Tytuł: Alfabet zakochanego w Meksyku
Autor: Jean-Claude Carrière
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10, fenomenalne

Istnieje w stolicy plac Trzech Kultur: prekolumbijskiej, hiszpańskiej i nowoczesnej. Urok Meksyku stąd się z pewnością bierze, z tej - nawet jeśli nieraz trzeba było użyć siły - mieszanki, z tego świata zmąconego, zawikłanego, niekiedy miażdżonego i sklejanego na nowo, z którego wyłoni się może nowy wiek.

Uwielbiam podróżować. Gdy trafia mi się jakaś okazja na dłuższy wyjazd, od razu z niej korzystam. Do książek pałam ogromną miłością. Tym razem zdecydowałam się na połączenie tych dwóch zajęć. Tak trafiłam na Alfabet zakochanego w Meksyku.

Jak najczęściej wyobrażamy sobie Meksyk, ludzi tam żyjących, ich kulturę? Weseli Latynosi. Mężczyźni z lekką nadwagą, wąsem, w białym podkoszulku, z piwem. Kobiety ubrane w kolorową spódnicę, bądź sukienkę, mające przepięknie spięte włosy. Ich Dzień Zmarłych jest kolorowy, obchodzony z radością. Meksykanie są wiecznie uśmiechnięci. Tak wyglądają stereotypy.
Jak jest naprawdę? Przemyt narkotyków w słonecznym Acapulco, krwawa historia budowana przez konkwistadorów, życie pełne melancholii i niebezpieczeństw. Meksyk jest pełen kontrastów, nie da się go wtłoczyć w żaden schemat.

Jean-Claude Carrière bardzo mnie zaskoczył.
Byłam nastawiona na przeciętną książkę podróżniczą. Opis paru miejsc, tradycji... Czyli w sumie klasyka. Natrafiłam na encyklopedie. Otwierając książę po raz pierwszy byłam zdziwiona tym, że jest to spis haseł. No tak, mogłam spodziewać się tego po pierwszym słowie z tytułu.
Taki leksykon może kojarzyć się z nudą, ze zwykłymi definicjami. Nic z tych rzeczy! Autor opowiada wszystko z sercem. W pewnych momentach można wyobrazić sobie, że jesteśmy u niego na kawie i kieruje do nas dość długi monolog. Pan Carrière urządza nam prawdziwą wycieczkę po Meksyku!
Podoba mi się fakt, że w książce jest zawartych wiele informacji o historii tego kraju. O jego początkach, które przez wielu historyków są pomijane. Możemy zapoznać się z tradycjami indiańskich ludy Azteków, Majów, bądź Olmeków. Mamy do czynienia z hiszpańskimi konkwistami oraz ich przeciwnikami - ludźmi, którzy bronią praw Indian. Poznajemy również fakty z dość współczesnych czasów i zastanawiając się chwilę, to wcale nie jest nam tak daleko do Meksykanów.
Cytat umieszczony na samym początku mówi o Trzech Kulturach. Właśnie one tworzą urok tego kraju i całej książki. Przeplatają się nawzajem, tworząc przepiękny warkocz.

Książka jest fenomenalna. Opowiedziana z sercem, przystępnym językiem zrozumiałym dla każdego. Polecam, szczególnie na wakacje. Jeżeli nie macie gdzie pojechać, udajcie się w tę przepiękną podróż do Meksyku!
/ Szczur
"Carpe diem" Diane Rose ver.2

"Carpe diem" Diane Rose ver.2

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 461

Ocena: 4/10

"Wszystko, co było związane staje się wspomnieniem, które z całych sił starasz się utrzymać, bo zapomnieć byłoby zdradą. Zdradą byłoby zapomnieć, jak pił kawę. Jak się śmiał. Jak spoglądał na ciebie. A mimo to zapominasz. Życie tego wymaga. Zapominasz krok po kroku i bywa to tak bolesne, że rozdziera ci serce."


Książka polecana nie tylko przez moją przyjaciółkę, która pochłonęła ją w jeden dzień, ale ogrom ludzi i blogerów. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona ze względu na fakt, że to polska autorka. Kto nie cieszy się, kiedy jego rodak osiąga sukcesy sprzyjające rozwojowi kultury wśród młodzieży? Książka celuje właśnie w ten typ odbiorców.
Z wielką radością zabrałam się do czytania i przeżyłam zawód.
Rosalie Heart jest dziewczyną, która ma chore serce. Cóż za ironia losu. Potrzebuje przeszczepu, jednak nie ma nadziei na to, że pokona wyścig ze śmiercią. Kiedy spotyka lekarze Daniela w końcu czuje, że ma dla kogo żyć.

Już wyjaśniam, dlaczego oceniam tę książkę tak źle. Pomysł jest dość oryginalny, ze względu na sytuację (nie na chorobę), jednak wykonanie nie spodobało mi się. Uwielbiam historie miłosne, a jednak nie mogłam przy tej pozycji się przemóc.
Po pierwsze dobił mnie fakt, iż główna bohaterka jest dość zadufana w sobie. Nie chodzi mi tu o pewność siebie, jednak uważanie się za najładniejszą dziewczynę w okolicy jest trochę irytujące zwłaszcza, że sytuacja powtarza się kilka razy. Głowna bohaterka ma mocno przerośnięte ego, uważa się za lepszą od wszystkich.
Do tego dochodzi jej odliczanie. Większość rozdziałów zaczyna się liczeniem dni, które pozostały jej do śmierci. Po pewnym czasie jest to naprawdę irytujące. Rozumiem, że czas dany naszej bohaterce jest ograniczony, ale według tytułu opowieści, w której "występuje" ("Carpe diem") powinna ona chwytać dzień. Tymczasem co rusz można było dostrzec jej życie przyszłości. Nazywaniem swoich przyjaciół "znajomymi", aby nie czuć do nich przywiązania, czy psucie spotkań z bliskimi słowami w stylu: "Ale mnie już wtedy nie będzie. Za tyle i tyle dni umrę". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tej sytuacji, próbowali pocieszyć dziewczynę, tymczasem ona udaremniała im próby pozostania normalną. Zbyt dużo pesymizmu, zdecydowanie.
Do tego kwestia sztuczności. Większość czytając umie wyczuć naturalność czynności lub słów i odróżnić je od sztucznych zachowań. Tak samo dzieje się podczas oglądania filmu/serialu, widząc, że aktor nie umie wczuć się w rolę, tylko chce ją "odpękać". Zdecydowanie nie czułam tutaj tej naturalności. Może gdzieś zdarzały się wyjątki, jednak na pewno nie było ich tyle, żeby je zapamiętać. Na przykład: brak talentu Rose do gotowania jest zrozumiały, ale sytuacje, w których wrzucała jajka ze skorupkami do miski to lekka przesada, nawet dla tragicznego kucharza.
Tę czwórkę książka dostała za oryginalność i ciekawą fabułę, a także za dość wzruszające momenty i historię miłości, która w pewnym stopniu urzekło w swej prostocie. /Fokeuek


Zdjęcie wykonano przez Szalonego Chomika
"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

Tytuł: Szukam Cię, Zoë
Autor: Alyson Noël
Liczba stron: 278
Ocena: Zdecydowane 10/10


"Bo jeśli zmuszasz drugiego człowieka do dokonania wyboru, to się potem nie dziw, że nie wybrał ciebie.”

Mimo ciężkiego początku z jakim zaczęłam czytać tę pozycję, ze względu na utratę bliskiej osoby, to kolejne strony coraz bardziej wciągały mnie w tę historię.
Alyson Noël jest autorką wielu bestsellerów. W Polsce jej twórczość jest znana i powszechnie lubiana. Pisanie z lekkością o uczuciach jest w jej książkach ogromnym plusem, dzięki którym każda pozycja jest wyjątkowa.
Główną bohaterką naszej opowieści jest Echo. Rok temu straciła siostrę. Jej życie trochę się zmieniło, ponieważ ludzie wytykają ją palcami, a rodzice są nadopiekuńczy. Pewnego dnia były chłopak Zoë (zmarłej siostry bohaterki) daje pamiętnik jej, aby mogła dowiedzieć się, co jakie wydarzenia miały miejsca za życia dziewczyny. Od tego czasu życie Echo się zmienia...

Książka jest o poszukiwaniu własnej osobowości, której Echo nie miała (według niej samej). Uważała się za nieciekawą i podziwiała siostrę, która była lubiana, przebojowa i oryginalna. Żyła w jej cieniu.
Mimo tego, że Zoë zmarła, jest obecna przez całą. Echo stworzyła w samej sobie siostrę i stała się nią, a przynajmniej próbowała. Zaczęła zlewać się z nią w jedność i tworzyć swoją osobowość. Żyła nie swoim życiem, którego tak pragnęła.
Dochodzą też wątki miłosne. Nasza główna bohaterka była w nieszczęśliwym związku. Gdyby chciała być z tym, kogo kocha, zraniłaby zbyt wiele osób. To naprawdę skomplikowane, ale bardzo wciągające. W sumie może nie skomplikowane, a po prostu złe, ze względu na sytuację.
No i uczucia, które były bardzo... zwykłe. Nie jest to negatywna cecha powieści, a wręcz przeciwnie! Ta zwykłość, to, co czujemy wszyscy.  Nie chodzi o jakąś ogromną rozpacz. Główna bohaterka jest taka jak my. Czasami jest to po prostu zmęczenie albo złość, pustka. Rozmowy z rówieśnikami, które były trudne, ze względu na fakt, że dziewczyna była "napiętnowana" śmiercią siostry i w tym okresie swojego życia nie mogła się tego pozbyć. W pewnym momencie zaczęła walczyć o swoje szczęście, a nie o to, co jest właściwe.
Książka mimo prostego przekazu jest głębsza, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka. Dlatego tak ją polecam! No i jeszcze wątki poboczne, które były bardzo ciekawe. Mimo faktu, iż zalicza się ona do serii Uwaga młodość uważam, że nadaje się ona dla każdego. /Fokeuek


"Jakie to przyjemne uczucie - nie mieć nic do ukrycia. Nie martwić się tym, co pomyślą inni. Bo kiedy zna się prawdę, nic innego się nie liczy..."

Kiedy otrzymałam tę książkę miałam "długi ogon", żeby ją zacząć czytać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak niechętnie mi to szło.
Echo to piętnastolatka, która w tragiczny sposób straciła starszą siostrę. Przejście okresu żałoby oraz powrót do normalnego trybu życia, było nie lada wyzwaniem. Po śmierci Zoë, dziewczyna zaczyna żyć w jej cieniu. Czy pamiętnik siostry, który Echo dostała od jej dawnego chłopaka, pozwoli na ujawnienie swojego prawdziwego "ja"?

Myślę, że śmierć brata/siostry jest ogromnym przeżyciem. Jest to w pewnym sensie, utrata jakiejś cząstki siebie. Uważam, że dla naszej bohaterki było to dosłowne stwierdzenie. Gdy Zoë odeszła na wieki, jej młodsza siostra nie umiała być sobą. Ojciec i matka tego nie ułatwiali, gdyż byli zatraceni we własnej rozpaczy. Nie wspierali córki w tych trudnych chwilach, a zakazy i nakazy nie były dobrym rozwiązaniem. Porównywanie zachowań żyjącej i zmarłej córki było ogromnym błędem. Rodzice muszą pamiętać, że każde z ich dzieci jest indywidualną osobowością i nie mogą tworzyć między nimi rywalizacji. Zawsze któreś będzie czuło się odepchnięte i niechciane, ponieważ będzie uważało, iż nie jest na tyle wartościowe jak rodzeństwo. Takie uchybienia w wychowaniu mogą doprowadzić nawet do tragedii.
Moja mama zawsze mówiła, że nie mam próbować być jak swoja starsza siostra. Wpajała, że nie muszę wszystkiego umieć co jej pierworodna, ponieważ na pewno znajdzie się coś, czym ja będę mogła się pochwalić. Traktowała nas równo w wielu kwestiach i nie dała mi nigdy odczuć, że jestem gorsza. Dziękuję jej za to, gdyż z siostrą mam dobre relacje i wiem, że jakbym potrzebowała pomocy ona wyciągnie rękę jako pierwsza.
Uważam, że ta powieść jest dobra dla każdej kategorii wiekowej. Nastolatkowie ją czytający będą wiedzieli, że nie warto upodabniać się do kogoś, ponieważ bycie sobą jest naturalne. Nie trzeba czegoś udawać, wymyślać. W każdej sytuacji można zachować się jak chce. Natomiast rodzice, którzy zaznajomią się z tą lekturą, będą bardziej ostrożniejsi na niedociągnięcia w wychowywaniu swoich pociech. Zrozumieją, że wyjątkowość jest najlepsza.
/Szalony  Chomik

Wartości literatury. Czy bestseller naprawdę jest "best"?

Można powiedzieć, że historia literatury jest tak długa, jak historia ludzkości. Od kiedy człowiek stał się na tyle rozumny, aby wymyślić pismo, to spotykamy się z jej różnymi odmianami. Do roku 1450, czyli aż do wynalezienia druku, książki oraz inne tego typu dzieła były spisywane ręcznie. Zajmowali się tym najczęściej mnisi w klasztorach, bądź kronikarze. Niestety, w tym czasie większość społeczeństwa była analfabetami.
Po odkryciu druku przez Gutenberga literatura stała się bardziej dostępna (w większości przypadków tylko dla szlachciców). Posiadanie takiej rzeczy, jak książka, było wyznacznikiem bogactwa oraz klasy. Analfabetyzm może i w pewnym sensie zanikał, lecz cały czas był obecny wśród wszystkich klas społecznych.
Przez wieki pojawiały się coraz to nowsze dzieła, rodzaje literatury, gatunki i formy przekazu. Dostęp do nich stawał się ze stulecia na stulecie coraz prostszy. My, społeczeństwo XXI wieku, korzystamy z klasycznych papierowych książek lub elektronicznych czytników. Zależy od gustu. (Osobiście "trzymam się" papieru.)

Jednakże nasuwa się pewne pytanie. Czy wszystko, do czego mamy dostęp, jest dobre? Czy ten ostatni bestseller naprawdę jest "best"?

Moim zdaniem, aby utwierdzić się w przekonaniu, że coś jest dobre, trzeba poczekać. Tak samo jak z winem. Ludzie bardzo często oceniają wiele książek pochopnie. "Bo ładna okładka", "bo tytuł chwytliwy", "a ten opis z tyłu taki ciekawy". Można się na tym zawieść. Okładka nie jest wszystkim, ona ma tylko przyciągnąć wzrok, tak samo tytuł. (Zresztą wszyscy znamy to powiedzenie.) Jeżeli przepada się za romansami, to wiadome jest, że nasz wzrok przyciągnie para kochanków obejmujących się nad rzeką, a nie mężczyzna ubrany w strój rzymskiego centuriona umazany juchą. Co do opisu. Ma on uwzględnić tylko pozytywne cechy powieści, powierzchownie zapoznać nas z jej treścią. Jeżeli nie jesteśmy pewni zakupu poczekajmy pewien czas i później zadecydujmy. To wszystko jest tylko grą psychologiczną.

"PATRZCIE, TO JEST TO, CZEGO WASZA CZYTELNICZA DUSZA PRAGNIE! POTRZEBUJECIE TEGO! NAPRAWDĘ! SERIO! NIE KŁAMIEMY!" ~ Typowe promowanie gówna w XXI wieku.
(To tak pokrótce.)

Więc jak to jest? Książki są pisane dla... PIENIĘDZY?! "A gdzie radość z czytania?! Gdzie szanowanie czytelnika?! Co Ty sobie, Szczurze jeden, wyobrażasz?!"

No cóż. Niby tak, ale nie do końca. Ostatnio coraz częściej spotykam się z "pisażami z talentem wykraczajoncym poza norme". Precyzując. Zjawisko ludzi, nie umiejących pisać, a robiących to, jest coraz mocniej napotykane, a co gorsza - promowane.

To, co spotkam ostatnie mi czasy na rynku książek, łamie mnie. Oklepane historie, które kręcą się ciągle wokoło jednego tematu. Język, który jest zbyt kolokwialny, nawet na swobodnie opowiadaną historię. Błędy w informacjach zawartych w książce. Szkoda słów.
"Literatura traci poziom..? Niemożliwe. Przecież to zawsze była rozrywka na wysokim poziomie!"

I tutaj jest pies pogrzebany.
Osoby czytające książki zawsze były uważane za inteligentne. Czynność ta przynosiła i nadal przynosi wiele korzyści, jak na przykład zdobywanie nowych informacji, poszerzanie światopoglądu i tym podobne. Ludzie unikający literatury najczęściej byli uważani za "mniej inteligentnych". Co za tym idzie, zaczęto pisać książki bardziej przystępne.
Kto by się spodziewał, że takich ludzi będzie więcej i zapotrzebowanie na tą literaturę wzrośnie?
Kto by się spodziewał, że wyprze to książki, które powinny dostać więcej uwagi...?

Tak więc nasza codzienność jest oblegana najczęściej przez książki o zerowym przekazie, słabej prozie i ogólnym dnie. Rzadko kiedy da się trafić na coś dobrego. Smuci mnie to. Obudźmy się i zacznijmy stawiać na coś, co ma drugie dno, nie jest powierzchowne. Coś, dzięki czemu będziemy mogli pogłębiać naszą empatię. Czekajmy na ocenę "tej nowej fajnej książki" przez krytyków, ponieważ może być dokładnie taka jak gra "No Man's Sky". Bądź też próbujmy się wydostać z tej "oślej łączki literatury". Stawiajmy sobie poprzeczkę coraz wyżej.

A co Wy sądzicie o poruszonym tutaj temacie? Wyraźcie swoje zdanie w komentarzach, nie bójmy się integracji! :D
"Chata" William Paul Young

"Chata" William Paul Young

Tytuł: "Chata"
Autor: William Paul Young 
Ilość stron: 294
Moja ocena: 8/10 

Przebywanie z dziećmi leczy duszę. ~ Fiodor Dostojewski


Po obejrzeniu krótkiego fragmentu filmu (o tym samym tytule), postanowiłam przeczytać w całości książkę, by później dokończyć adaptację. Szczęście mi sprzyjało i znalazłam szybko pożądaną pozycję.
Los nie był łaskawy dla Mackenziego Phillipsa. Jednak okropne dzieciństwo nie wypleniło w nim miłości do własnej rodziny. Został mężem wspaniałomyślnej Nan i ojcem pięciorga urwisów. Całą harmonię zaburzył wyjazd, na którym tragicznie zginęła najmłodsza pociecha rodziny Phillipsów. Jak po takiej stracie poradzi sobie Mack i co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Bóg?

Nasz żywot to lepianka pozytywnych oraz negatywnych zdarzeń, emocji, uczuć i innych tego typu rzeczy. Przeważnie w tych złych chwilach przypomina się nam, kto nad tym wszystkim pełni kontrolę. Jest to BÓG. Zaczynamy mieć do Niego pretensje, że nie zapobiegł naszemu cierpieniu. Odwracamy się od wiary, po czym śmiemy twierdzić, że nas opuścił lub, co gorsze, że Stwórca nie istnieje. Ważne jest w tym, by w porę odpędzić te myśli i porozmawiać szczerze z TATĄ. Nie dziwię się, że z tym samym problemem borykał się nasz bohater.
Dlaczego polecam przeczytać powieść "Chata"? Ponieważ jak to zostało zapisane na jej stronach, jest to Biblia w innym wydaniu. Pozwala zagłębić się w relacje człowieka z Panem. Umożliwia zrozumienie pewnych myśli, które na pewno chociaż raz w życiu przewinęły się nam po głowie. Poza tym myślę, że jest to dobra lektura dla tych, którzy pogubili się na rozstaju dróg życiowych.
Na końcu chcę pozdrowić panią Ewę, która pożyczyła mi tę świetną książkę.
/Szalony Chomik
"Rana" Aleksandra Berkowska

"Rana" Aleksandra Berkowska

Tytuł: Rana
Autor: Aleksandra Berkowska
Liczba stron: 92
Ocena: 7/10


Życie to nie bajka, a ja nie księżniczka. Może to i dobrze, że nie pochodzę z rodu królewskiego. Nie mogłabym robić tego, co bym chciała. W ogóle byłoby chyba nudno.

Po "Ranę" sięgnęłam ze względu na opis, który mnie zainteresował. Historia okazała się nie być długa, ale za to ciekawa i lekka w czytaniu z przesłaniem, którego nie da się nie zauważyć.
Baśka jest w trzeciej klasie gimnazjum. Przygotowuje się wraz z przyjaciółkami do egzaminu i ukończenia szkoły. Nie wszystko w życiu dziewczyny jest takie, jakie sobie wymarzyła. Cierpi na atopowe zapalenie skóry, dręczy ją Dominika z klasy, a do tego chłopak, który jej się podoba nie zwraca na nią uwagi. Jak poradzi sobie nastolatka ze swoimi problemami? Koniecznie przeczytajcie, aby dowiedzieć się więcej.

Osobiście myślę, że przesłanie historii jest dobre. Jak wiadomo lata młodzieńcze to burzliwy okres i szalejące hormony, a do tego problemy z wieloma aspektami życia, które z biegiem lat przestają mieć znaczenie. Jedną z takich rzeczy jest wygląd. Nie chodzi tutaj o to, że ktoś kogoś obraża. Tu chodzi o emocjonalną krzywdę, której nie da się tak łatwo zapomnieć. W czasach, gdzie masowe media narzucają nam kanony piękna i to, jak powinniśmy wyglądać, bardzo łatwo jest o kompleksy i wiele nieprzyjemności w późniejszych latach. Ludzie przyjmują, że skoro telewizja powie nam, że mamy wyglądać, tak jak oni chcą, to tak musi być. Przez co wiele dziewczyn klasyfikuje się do grona brzydkich lub po prostu przeciętnych. A potem następuje wielkie zdziwienie skąd bierze się anoreksja, bulimia, depresja, a nawet okaleczanie, czy samobójstwa. Mimo że tego w książce nie było, bo bohaterka okazała się mieć wsparcie rodziny i przyjaciół, a także własny rozum, to jednak na świecie dzieją się takie rzeczy i ta historia opowiada o tym problemie, który w tym wypadku kończy się happy end'em.
Poza lekkością z jaką się czyta można poczuć taką naturalność wydarzeń, gdzie bohaterka nie jest żadną supergwiazdą, a zwyczajną nastolatką, która ma wady, kompleksy i myśli, które w jej przypadkach pewnie też byśmy mieli.
Ciepła i pełna młodzieńczej siły, aby mierzyć się z problemami oraz z zawirowaniami miłosnymi, nad którymi autorka nie rozwijała się aż tak, bo nie były one głównym wątkiem.
Chyba najbardziej spodobało mi się rozwiązanie sprawy z wrogo nastawioną dziewczyną wobec Basi. Zwalczanie dobrem nienawiści okazało się najskuteczniejszą bronią.
Jeśli chcecie zgłębić perypetie dziewczyny i jej przyjaciółek zapraszam do zapoznania się z tą książką.
/Fokeuek
"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

Tytuł: Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem.
Autor: Christopher Macht
Liczba stron: 421


Zdecydowanie łatwiejsi w zarządzaniu są tępi, niewykształceni robotnicy. Oni zrobią to, co będzie się im kazało. Nie będą rozmyślać. Nie będą ambitni. W moim państwie ambicja nie jest wskazana.

Jako iż recenzja książki Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem. jest jedną z najbardziej popularnych, to stwierdziłyśmy, że historia, która dotyczy nas i naszych rodzin pozostaje w dużym kręgu zainteresowania. Stalin jako jedna z osób, która miała tak duży wpływ na dzieje ludzi, nie może pozostać zapomniana, a przynajmniej nie teraz, kiedy blizny naszych dziadków i rodziców są wciąż niezagojone.
Autor Christopher Macht polecił również swoje dzieło "Spowiedź Stalina". i gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam je przeczytać.

Całość jest zrobiona w formie wywiadu. O tyle, ile poprzednim razem miałam jakąś minimalną chociaż wiedzę o Hitlerze i jego działaniach, czy to ze szkoły, czy to z różnych książek, to teraz zderzenie z życiem Stalina było zupełnym zaskoczeniem. W szkole przedstawiane są suche i podstawowe fakty na temat ZSRR, a o samym Stalinie? Kilka zdań i cisza. Więcej pewnie można się dowiedzieć od naszych rodziców i dziadków. Najpowszechniejsze fakty to: miłość do dzieci, brutalność z jaką pozbywał się swoich przeciwników i propaganda, którą szerzył i wpajał masom ludzi.
Mimo całości, która jest fikcją literacką, bo rozmowa taka rzecz jasna nie miała miejsca, to wszystkie fakty i dokumenty, które zostały tam użyte są prawdziwe. Przywódca przedstawiany jest jako osoba trzymający wszystko żelazną ręką, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Taką, która stawia dobro swojego kraju nad wszystko. Nie znosi, gdy ktoś się z nim nie zgadza.
Osobiście mimo braku wiedzy na temat Stalina, czytając książkę miałam negatywne uczucia do tzw. Towarzysza, który opowiadał wiele historii ze swojego życia, uważając, że robił coś dobrego. Tak naprawdę ranił miliony ludzi, których nie znał i jednocześnie kilka osób, którzy powinni być mu najbliżsi. I to w imię czego? W imię idei bolszewizmu.

Zadajcie sobie teraz pytanie: "Kto był gorszy? Stalin czy Hitler?"
Na pewno dla każdego to indywidualna kwestia, która zależy od tego, przez kogo i ile się cierpiało.
Są rozmaite argumenty, które mogą skłonić czytelnika do przeważania szal i oceniania. Na pewno czytając oba dzieła i rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli i komunizm i II wojnę światową byłoby łatwiej.
Osobiście uważam, że obie te osoby to potwory. Tam, gdzie Adolf atakował nas i mordował w imię chorej idei, tak Dżugaszwilli wbił nam nóż w plecy udając przyjaciela. Gwałcąc nasze kobiety i mordując ludzi, wprowadzając komunę...
Na pewno obie te postacie są kontrowersyjne i miały ogromny wpływ na Polskę. Możliwość zapoznania się z życiorysem tych postaci było niesamowitą przygodą.
Największym zaskoczeniem w życiu Stalina okazało się życie rodzinne. Bolesne dla jego żon relacje z innymi kobietami, relacje ze swoimi dziećmi, które stawiał niżej, niż państwo i wiele innych sytuacji, które miały miejsce.
A co jest najbardziej przerażające? Że propaganda trwała ogrom czasu. Od mamy dowiedziałam się, że gdy Stalin umarł, obyła się ogromna żałoba narodowa, ponieważ ludzie nie wiedzieli w tamtejszym czasie, co zrobił milionom ludzi. Płakano za łotrem, a może po prostu za jego wizerunkiem, który kreował.
Polecam nie tylko osobom zainteresowanym historią, ale też takim, które być może przeżyły czasy stalinizmu lub ustrój komunistyczny. Zapewne będzie to ciekawe uzupełnienie do ich myśli i życia.
/Fokeuek
"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

Tytuł: Wiedźmin. Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 330
Ocena: 10/10


- Ludzie - Geralt odwrócił głowę - lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca, lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.

Cóż mogę powiedzieć? Kilka lat temu nie miałam okazji spotkać się z polską literaturą, którą czytałabym z taką namiętnością, a co dopiero myślałabym nad jej zakupem. Jak widać - mało wiedziałam w tamtym czasie.
Dość przypadkiem Szczur, która tak uwielbia fantastykę, poleciła mi Wiedźmina. Jako że słyszałam już wcześniej o twórczości Andrzeja Sapkowskiego,  pogłębiłam tylko swoją ciekawość i zabrałam się za pierwszą część, która okazała się zbiorem opowiadań.

Jest to początek, w którym dopiero poznajemy postać tytułowego wiedźmian i odkrywamy kawałki jego przeszłego życia, które są przeplatane z teraźniejszością.
Geralt, bo takie imię ma nasz główny bohater, wraz z jego kompanem Jaskrem znajdują zapieczętowany dzban, z którego uwalniają D'jinna. Wydawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo w końcu te magiczne istoty spełniają trzy życzenia. Niestety, po entuzjastycznym wykorzystywaniu życzeń przez barda i chciwości okiełznania D'jinna przez Yennefer doprowadza do katastrofy, a jakiej... Tego nie zdradzę. ;)
Polecam tę książkę mimo, a może zwłaszcza dlatego, że aby ją zrozumieć musiałam przeczytać ją dwa razy. Słownictwo nie jest łatwe, pełne archaizmów. Mamy ogrom starych słów, które skłaniają do szukania ich znaczenia i nawet używania ich w życiu codziennym, a także nazwy i opisy miejsc, postaci i potworów, których niestety (a może w przypadku potworów stety), nie spotkamy. Zależy też o jakie nam potwory chodzi, bo w końcu powiadają, że wiedźmini mają dwa miecze na dwa rodzaje bestii. Lektura jest, nie ukrywam, wymagająca, jednak warta tego, aby dać jej szansę, wejść do tego świata i poczuć się jak Geralt.
Książka ta zachęciła mnie do zgłębiania fantastyki i docenienia tego, że polskie dzieła również dają radę, ale to ludzie nie chcą im dać szansy. Ten wyimaginowany świat, pełen tak barwnych postaci i opisów jest niczym balsam na serce i trybiki dla mózgu.
Potwierdzeniem tego, iż Wiedźmin jest naszą wizytówką jeśli chodzi o literaturę fantasy jest fakt, że nie ma możliwości uzyskania książek do recenzji, ponieważ tak dobrze się sprzedają. Przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Nie mogę stwierdzić na ile ponieważ różne źródła podają różne informacje. Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po Wiedźmina, czyli po coś bardziej wymagającego. To nieważne, że są wakacje, bo nad naszym najważniejszym organem należy pracować cały czas. Pozdrawiam.
/Fokeuek
"Dallas '63" Stephen King

"Dallas '63" Stephen King

Tytuł: Dallas '63
Autor: Stephen King
Liczba stron: 857
Ocena: 10/10

Samo słowo tajemnica jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie. Jako ludzie jesteśmy tak z natury jak i historycznie przeciwnikami tajemnych stowarzyszeń, tajnych przysiąg oraz ukrytych biegów wydarzeń. Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący przede wszystkim na ukrytych środkach, by rozszerzać swą strefę wpływów poprzez infiltrację (szpiegostwo), zamiast inwazji, poprzez działalność wywrotową zamiast wyborów, poprzez zastraszanie zamiast wolnego wyboru. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby, dla zbudowania zjednoczonej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki są grzebane, a nie publikowane, jej przeciwnicy są uciszani, a nie pochwalani. Żaden wydatek nie jest kwestionowany, żaden sekret nie jest ujawniany. Oto dlaczego ateński twórca prawa Solon określił przestępcą, każdego kto unika polemiki. [...] ~ John Fitzgerald Kennedy

Jako osoba, która interesuje się "nie do końca jasnymi rzeczami" (a jedną z takich rzeczy jest właśnie śmierć prezydenta Kennedy'ego), pożyczyłam od Szczura książkę Dallas '63. Sporo czasu się za nią zabierałam ze względu na wakacje i rozmaite formy spędzania czasu, jednak w końcu nastąpił ten dzień, gdy skończyłam kolejne dzieło Stephena Kinga.
Jake Epping jest nauczycielem angielskiego, który wiedzie przeciętne życie. Dzieje się tak do czasu, gdy właściciel lokalnego baru - Al, przekazuje mu wiedzę o tym, że w jego spiżarni znajduje się portal, czy też raczej wehikuł czasu, który przenosi tego kto go użyje do 1958 roku. W tym wypadku prośba właściciela jest jedna - powstrzymanie zamachu na ówczesnego prezydenta Ameryki, które miało miejsce 22 listopada 1963 roku. Mężczyzna postanawia podjąć się zadania i wyrusza do przeszłości.
Osobiście spodziewałam się bardziej jakichś faktów i wielu informacji, które pozwolą zgłębić się w całość, jednak okazało się, że był to typ historii "co by było gdyby...". Niby jest to dość oklepane, a jednak całość wyszła jak najbardziej pozytywnie. Nie było to proste zadanie, a przynajmniej tak myślę. Zrobienie z domysłów i faktów historycznych książki, kiedy wszystkie informacje są dość chybotliwe, bo prawdy w najbliższym czasie (o ile w ogóle) nie poznamy, to naprawdę wyczyn. Książka zasługuje na dziesiątkę już za samo zbudowanie świata historycznego zgodnie z tym co naprawdę się działo. Trud autora w poszukiwaniu informacji na pewno był niemały.
Czytanie wymagało ruszenia głową i minimalną chociażby wiedzą na temat wydarzeń związanych z zamachem na Kennedy'ego, co odbieram pozytywnie. Ruszenie głową nie szkodzi nikomu! Tak samo było z fabułą. Była ona interesująca. Nie było ani za mało opisów, ani za dużo. Dialogi dotyczyły konkretnych rzeczy i nie było w nich miejsca na zajmowanie się niepotrzebnymi pierdołami.
Czytając natkniemy się na Efekt motyla, który odgrywa bardzo ważną rolę, bo jak wiadomo nawet najmniejszy gest, słowo czy wydarzenie ma ogromny wpływ na przyszłość.
Jest to dopiero mój drugi kontakt z twórczością Stephena Kinga. Wcześniej twierdziłam, że taki gatunek, w którym przoduje autor nie jest dla mnie, ale myślę, że nie na darmo jest uważany on za tak niesamowitego pisarza i że twórczość mistrza horroru jest dla wszystkich. Tym razem odchodząc od dawki grozy wyruszamy w podróż historii i fantastyki, która mimo dwóch odrębnych realności znajdujących się w różnych czasach jest przeciętna, a jednocześnie tak niesamowita, że nie sposób się od niej oderwać. Gorąco polecam, bo czas, który jej poświęciłam nie uważam nawet w najmniejszym stopniu jako zmarnowany.
/Fokeuek
To - Stephen King

To - Stephen King

Tytuł: To
Autor: Stephen King
Ilość stron: 1102
Moja ocena: 10/10

Mimo to przyjemnie jest myśleć o tym choć przez chwilę, w milczącej nieskalanej ciszy poranka, myśleć, że dzieciństwo również ma swoje słodkie sekrety i stanowi potwierdzenie ludzkiej śmiertelności – i że ta śmiertelność oznacza całą odwagę i miłość. Myśleć, że równie dobrze, jak patrzeć, jest oglądać się wstecz i że każde ludzkie życie kształtuje własną imitację nieśmiertelności – przybierając formę koła.


Według wielu opinii jest to najbardziej przerażająca powieść Kinga. Musiałam się przekonać. Teraz wiem jedno – już nigdy nie zejdę do piwnicy, pod most ani inny rynsztok. A w taką pogodę jak dzisiaj, będę wystrzegać się rwących potoczków tworzących się przy kratkach ściekowych.
„Mamo, nie sprzątaj dzisiaj, Stephen pozamiatał!” ~ Szczur po przeczytaniu Tego, 2k17


Książka była tworzona cztery lata, między wrześniem 1981 roku a grudniem 1985 roku. No ja się nie dziwię, bo tysiąc sto stron nie bierze się z tygodniowej pracy. Idealnie dopracowana. Każdy szczegół, każdy opis, postać... Jakie to jest piękne! Moim zdaniem To jest jedną z lepszych książek Kinga.

Opisy... To zawiera wiele opisów, długich opisów. Jednakże King nie tworzył drugiego Nad Niemnem. Zdania są barwne, pobudzają wyobraźnię czytelnika. Również jej złą część. Jeżeli chcecie nie spać w nocy nie tylko, dlatego że czytacie, to radzę zainwestować w tę książkę. Jak już wcześniej wspominałam jest pełna szczegółów. Niby nic takiego, niby prawie każda powieść tak ma, ale tutaj szczegóły dodają smaku całości historii. To one są jednymi z głównych elementów ”życia” tej opowieści. Szczegóły i dbałość o nie...

W prozie Kinga podoba mi się to w jaki sposób buduje on napięcie. Zostajemy w pewnym sensie postawieni przed historią, która już się dzieje. Nie poznajemy jej od dokładnego początku. Jednakże w miarę rozwoju opowieści i swego rodzaju retrospekcji zaczynamy rozumieć coraz więcej. Właśnie wtedy zaczyna się w nas budzić pierwotny lęk i spotykamy na swojej drodze TO.
Plusem – jak już wspominałam - jest również to, że opowieść dzieje się właśnie ”w dwóch czasach”. W przeszłości oraz teraźniejszości, więc spotykamy się z dwoma różnymi punktami widzenia.

Postacie i samo To. No cóż. Gdybym miała wymieniać wszystkie, które pojawiły się w książce, to recenzję również pisałabym ze cztery lata albo i dłużej. :D Jednakże skupmy się na tym, jakie są te postacie. Bo są zajebiste. Fantazja Kinga nie zna granic i każda z ”osób” przewijających się przez książkę jest wyjątkowa. Różni się od tej, o której czytaliśmy stronę temu.

TO. IT. ES. ЭТО. ELLE. ESSO. DER.
Polska. Anglia. Ameryka. Niemcy. Rosja. Francja. Włochy. Norwegia.
TO wszędzie jest tym samym. TO tworzymy MY. TO jest definicją pierwotnego ZŁA. Klaun, ptak, głos w rurach, chichot dziecka... TO zawsze nam towarzyszy.


Podsumowując. Perełka wśród perełek. Polecam cieplutko. King w swojej szczytowej formie. Wieje grozą. Odradzam jednak rozpoczynanie przygody z prozą Kinga od tejże książki. Na początek warto wybrać sobie coś lżejszego. Chociażby Carrie. Potem można ostro lecieć z tematem.

/Szczur
Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon 
Ilość stron: 324
Moja ocena: 10/10 

Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy, że nie żył.

Szczerze mówiąc o książce dowiedziałam się od przyjaciół, którzy polecali i wychwalali ją. Gdy sięgnęłam po ten tytuł po raz pierwszy sugerując się opisem innych, to stwierdziłam, że zakończenie będzie pewnie smutne, bez happy'endu. Zabrałam się do tego pod wieczór i siedziałam do nocy, bo nie mogłam się od niej oderwać. Naprawdę niesamowita historia.
Madeline jest nastolatką, która nie wychodzi z domu. Nie może. Jest chora na SCID - ciężkie złożone niedobory odporności; potocznie grupa chorób o podłożu genetycznym układu odpornościowego objawiających się upośledzeniem odporności komórkowej i humoralnej.
W swoim sterylnym domu widuje tylko mamę, pielęgniarkę i od czasu do czasu jej nauczyciela. Aby porozumiewać się ze światem używa Internetu. Wszystko się zmienia, gdy do domu obok wprowadza się nowa rodzina, a dziewczyna poznaje ich syna Olivera.

Historia miłosna jest tu na pewno głównym wątkiem. Nie da się zaprzeczyć, że to dość oryginalny pomysł, gdzie nie tylko choroba dzieli człowieka, ale też ściany.
Życie jakie wiedzie Maddy wydaje się być rutyną, która jej nie przeszkadza, ale czy to dlatego, że pogodziła się ze światem, czy go po prostu nie widziała? Z książki wiemy, że chodzi o to drugie.
Kiedy postanawia wyjść z domu, aby móc choć przez chwilę cieszyć się światem, jest ona gotowa na śmierć. Czy zdziwiłam się jej postawą? Raczej nie. Wolała żyć choć przez chwilę, niż zostać w domu i nigdy nie żyć naprawdę.
Zakończenia się nie spodziewałam... Nie było ani negatywne, ani pozytywne. Stracone lata na wielu kłamstwach i brak możliwości normalnego życia. Ciężko stwierdzić czy to miłość, czy egoizm. Czasami ciężko odróżnić jedno od drugiego, kiedy kogoś kochamy, jednak działamy egoistycznie byle nam samym było dobrze, nie zdając sobie sprawy, że ranimy bliskich nam ludzi. I nie trzeba tej książki, aby to wiedzieć.
Całość jest urozmaicona rysunkami, które umilają czas, bo w moim przypadku takie drobne rysunki zachęcają do dalszego czytania. Co ciekawe ich autorem jest mąż Nicoli Yoon, autorki.
Z całą pewnością polecam i zachęcam do przeczytania, ponieważ na pewno jest to w jakiś sposób oryginalna historia, ale też należy do tych, dzięki którym można się zrelaksować.
/Fokeuek

Obietnica- kłamstwo, którego ma się zamiar dotrzymać.

Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu "Ponad wszystko", powiedziałam sobie, że muszę go obejrzeć. Lecz, gdy dowiedziałam się, że powstał on na podstawie książki o tym samym tytule, postanowiłam najpierw ją przeczytać. Rada na przyszłość- najpierw czytamy, później oglądamy. ;)
Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Madeline, dla której świat jednak nie stoi otworem. Jest ona chora na bardzo rzadką chorobę, która atakuje jej układ odpornościowy, co jest powodem alergii na wiele czynników. Dziewczyna jest więźniem we własnym domu. Jedynymi osobami z którymi ma kontakt to jej matka, pielęgniarka Carla oraz czasem nauczyciel. Całą jej monotonie zaburza ujrzenie ze swojego okna Olly'ego - syna nowych sąsiadów. Ciągłe spotykanie się spojrzeń oraz wymienianie się wiadomościami, zbliży nastolatków do siebie. Czy nowa znajomość będzie dla Maddy bezpieczna?

Sięgając po tę książkę wiedziałam, że nie będzie to byle jaka historia. Pierwsza miłość chyba zawsze w powieściach jest fascynująca. Na początku wszystko jest takie idealne, gdyż jest to początek nowej przygody. Dopiero później pojawiają się schody, które są w pewnym sensie sprawdzianem. Wszystko jest w rękach zakochanych. To oni powinni decydować o swoim szczęściu. Nie mogą pozwolić, by osoby trzecie wtrącały się do ich związku. Bo jaki to ma cel? Musimy sami podejmować decyzje, ponieważ całe życie to jeden wielki wybór. Nie możemy być sterowani przez innych, gdyż będzie oznaczało to, że jesteśmy słabi. A w całej egzystencji należy być silnym, ponieważ na każdej drodze stoi smutek, ból i cierpienie. Niestety trzeba przez to przechodzić, ponieważ jest to nauka, która da nam szansę, by w przyszłości można było unikać pewnych sytuacji.
Jak się pewnie domyśliliście w powieści "Ponad wszystko", została zastosowana w pewien sposób manipulacja, kontrola nad czyimś życiem.
Polecam zapoznanie się z tą lekturą, gdyż jest to kolejne dzieło, które pokazuje, że pozory mogą zmylić. Nie należy chwycić się argumentów, które są widoczne gołym okiem. W ten sposób można uniknąć wiele sytuacji, a może nawet tragedii. Pozdrawiam!
/Szalony Chomik
Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak wiadomo jesteśmy trójką recenzentek, które mają własne historie, które zapoczątkowały nasze czytanie książek. Mamy nadzieję, że doczytacie do końca. :)

Historia Szczura:

Jak się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Człowiekiem, który ”nauczył mnie czytać” był nauczyciel matematyki pan Hubert Spandowski. Tak, ten Hubert Spandowski. Otworzył przede mną drzwi związane z prozą Stephena Kinga, polską fantastyką i komiksami (to ostatnie jest odrębną historią).
Gdy miałam już odpowiednią wiedzę, chciałam sprawdzić ją w praktyce, więc.. Stop. Dobra. Tak naprawdę to kupiłam sobie Joyland w Biedronce. Niby nic takiego, ludzie robią to od kiedy w tej sieci sklepów zaczęto sprzedawać książki. Sęk tkwi w tym, że miałam jedenaście lat. Przeczytałam ją w tydzień. Widziałam kiedyś pewien artykuł, o tym że ludzie najczęściej zaczynają swoją przygodę z czytaniem od ciekawych lektur szkolnych, Harry'ego Pottera bądź Opowieści z Narnii. Ja zaczęłam w sposób dosyć niestandardowy jak na mój wiek. Po Joylandzi przybył do mnie Uciekinier, Lśnienie i cała seria Mroczna Wieża. Dopiero później zajęłam się z podstawą literatury dla ludzi w moim wieku, czyli właśnie z Harrym Potterem, Opowieściami z Narnii i tym podobnymi. Ogólnie byłam uważana za freaka.
Potem popadłam w książkoholizm. Ciężki książkoholizm, nie ma już dla mnie nadziei, przepadłam wraz z zapoznaniem twórczości Jakuba Ćwieka.

Dlaczego czytam?
Moje życie w podstawówce nie było kolorowe. Rówieśnicy nie traktowali mnie w sposób, w który chciałam być traktowana. Wydaje mi się, że są na tym blogu ludzie, którzy również przechodzili przez podobne sytuacje i mnie rozumieją. Książki traktowałam jako swego rodzaju ucieczkę. Nie jestem w stanie określić, w którym momencie ta ”ucieczka” stała się pasją. Pasją, która koloruje moje życie, bo jak wiadomo „kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jestem szczęśliwą posiadaczką około czterystu książek wszelkiej maści, rozmiaru i treści oraz wieku. Wolę je kupować niż wypożyczać z biblioteki.
Mogę stwierdzić, iż sytuacja, z jaką zmagałam się przez całą podstawówkę nie istnieje już. Jestem osobą dość towarzyską, mam grono wspaniałych przyjaciół. Pasja pozostaje ze mną przez cały czas, próbuję również zarażać nią osoby z mojego otoczenia.

Co czytam?
Czytam głównie literaturę fantastyczną, lubuję się w urban fantasy. Lubię to, gdy klasyka łączy się z nowoczesnością. To jest mój faworyt. Jednak klasykę, taką jak proza Terry'ego Pratchetta, traktuję z wielkim szacunkiem. Z tekstu, który już przeczytaliście można wywnioskować, że jestem fanką horroru. Tak, to prawda. Ostatnio zaczęłam czytać Lovecrafta. Idealnie trafia w moje gusta. Lubię również klimaty przepełnione turpizmem oraz groteską. Przepadam także za kryminałami, ale muszą spełniać dwa kryteria: albo są napisane przez Agatę Christie, albo są w stylu noir. No i na koniec. Jestem fanką postapo oraz S.T.A.L.K.E.R.a. Lubię też biografie, ale tylko osób, które wydają mi się być interesujące lub kiedyś mi zaimponowały. Od pewnego czasu zajmuję się też zgłębianiem historii broni białej.
Nie lubię przesłodzonych historii miłosnych i opowieści, gdzie główny bohater bądź bohaterka to wyidealizowane postacie. Odpycha mnie również ”łatwa literatura”, ale o tym kiedy indziej.


Historia Szalonego Chomika:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem jest w sumie podzielona na kilka etapów. Można rzec, że na wzloty i upadki. Od najmłodszych lat lubiłam, kiedy ktoś mi czytał. Przez to kształtowała się moja wyobraźnia. Kochałam to modulowanie głosem, gdy zapoznawano mnie z jakąś ckliwą historią. Kiedy w końcu nauczyłam się odczytywać te "skomplikowane" znaki, garnęłam się do tego, by poznawać nowe historyjki. Później jakoś się to osłabiło. Znajomość z lekturami szkolnymi ułatwiały mi streszczenia lub moja mama, bądź siostra, które to robiły mi za darmowy audiobook. Pierwszą moją przeczytaną książką był "Ten obcy" autorstwa Ireny Jurgielewiczowej. Zakochałam się w tej książce. Byłam wtedy w piątej klasie podstawówki i cieszyłam się ogromnie, że sama dałam radę oddać się lekturze. Potem sięgnęłam po "Za minutę pierwsza miłość", której autorką była Hanna Ożogowska. Kolejna powieść, która zafascynowała, że "pożerałam" ją kilkakrotnie. Nastał zastój i trwał on aż do gimnazjum. Wtedy poznałam tam moje przyjaciółki oraz współpracownice. Odrodziły we mnie miłość do książek, która została zatarta różnymi bajerami co raczej nie uczyły, a doprowadzały do zastoju w rozwoju intelektualnym.

Dlaczego czytam?
Polubiłam to od nowa. Sprawia mi to radość, że mogę się zatracić w jakąś pięknie opisaną historię, która pozwoli mi żyć marzeniami. A przecież warto marzyć, co nie? Uważam, że również daje mi to możliwość w układaniu wypowiedzi i kształtowaniu swoich myśli, poglądów. Mój zasób słownictwa będzie wzbogacał się, co na pewno doprowadzi do tego, iż mój punkt widzenia na pewne sprawy stanie się głębszy. Poza tym wiążę nadzieje, że poprawność mojej pisowni będzie szła ku doskonałości.

Co czytam?
Czytam co mi wpadnie w rękę, a zazwyczaj są to romansidła. Uczucia odgrywają istotną rolę w naszym życiu i lubię się wdrążać w te tematy. Jak już wcześniej wspomniałam, pochłanianie takich treści przenosi mnie w krainę pragnienia, pożądania. Można tak to ująć, że do każdego dzieła literackiego podchodzę z dużą wrażliwością. Jego odbiór często doprowadza mnie do łez i wtedy rozmyślam nad pytaniem "co dana książka wnosi do mojego życia?".

Historia Fokeuka:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w dość młodym wieku. Mój dziadek, czyli tata mojej mamy, był jednym z cudowniejszych ludzi jakich kiedykolwiek poznałam. A do tego miałam ten zaszczyt, że był moim dziadkiem i kochał mnie. Jako matematyk zawsze ciągnął do wiedzy i mnie też nią zarażał od najmłodszych lat. W wieku przedszkolnym uczył mnie czytania, grania w szachy, nauki godzin i wielu innych rzeczy. Kiedyś chodził ze mną do biblioteki i pamiętam, że pierwsze moje wizyty tam były jeszcze z elementem wstydu, bo nowe miejsce i pani bibliotekarka patrzy i czeka aż coś wybierzesz.. Wybrałam pierwsze lepsze książki. Jako kilkulatka nie były to jakieś ambitne dzieła. Były to zwykłe opowieści o zwierzątkach, jednak polubiłam czytanie i robiłam to coraz częściej. Wraz z moim dorastaniem sięgałam po coraz grubsze i troszkę bardziej wymagające lektury. Niestety nadszedł taki czas, że dziadek zmarł na zawał i w sumie to był jeden z gorszych okresów mojego życia. Właśnie kończyłam pierwszą klasę podstawówki i mój świat trochę popadł w ruinę, gdy zmarł ktoś tak dla mnie ważny. Dziadkowie mieszkali w kamienicy obok i musiałam tylko przelecieć przez podwórko, więc od 7 rano (kiedyś jeszcze chciało mi się wstawać o takiej godzinie) do 22, a czasem i nawet zostając przez kolejny dzień nie bacząc, że nie było mnie przez dwa dni w domu. Dzisiaj minęło od tego czasu dziewięć lat, jednak nadal za nim ogromnie tęsknię jak również za babcią, która nieuleczalnie zachorowała po tym jak pożegnała dziadka. Czytam do dziś i przez to w jakiś sposób czuję, że mam jakąś nić z dziadkiem, że jest blisko.

Dlaczego czytam?
Czytam, bo lubię. Tak najprościej, ale uwielbiam poznawać różne historie. Podobnie jak w historii Szczura, moje ostatnie dwa lata podstawówki nie były zbyt radosne. Czekałam na to, aż z niej wyjdę. Podczas tych dwóch lat przestałam wychodzić z domu i polubiłam samotność. A tak serio to bycie samym nie jest miłym uczuciem po prostu wtedy to sobie wmawiałam, żeby czuć się lepiej :')
Ale za to miałam ogromne pokłady wolnego czasu , aby móc czytać i przy okazji znalazłam coś, co chciałabym robić w przyszłości. Chcę powiedzieć, że książki dają mi motywację i różne możliwości jak np. prowadzenie tego bloga. Czytam też dlatego, że czytając poszerzam swoje słownictwo, daje mi nowe pomysły pisarskie i uczy gramatyki co jest tak ważne dla tego pokolenia.

Co czytam?
Czytam prawie wszystko. Uwielbiam historie miłosne, fantastykę, a także książki naukowe- i wszystko to, co nie jest biografią i kryminałem. Ostatnio przemogłam się do książek na faktach dzięki książce "O chłopcu, który ujarzmił wiatr." W najbliższej przyszłości planuję przeczytać kilka erotyków, aby zobaczyć czy ten gatunek jest wart uwagi, czy ma jakiś głębszy sens niż sprawy łóżkowe.
"Papierowe miasta" John Green

"Papierowe miasta" John Green


Tytuł:  Papierowe miasta

Autor:John Green
Liczba stron: 393
Ocena: 9/10

Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.

Mój kolega polecał mi Papierowe miasta, a że nie należy on do osób, które czytają, to wiedziałam, że chodzi mu o film. Postanowiłam jednak najpierw zapoznać się z tytułem na papierze, aby wiedzieć więcej i nie rozczarować. Miałam tak samo z innym tytułem tego autora - Gwiazd naszych wina. Mimo że był on cudowny, to przez niego, gdy czytałam, książka straciła cały swój urok. Widziałam sceny z filmu i stwierdziłam, że nigdy więcej tak nie zrobię.
Quentin Jacobsen, a dla przyjaciół Q kończy szkołę średnią. Czekają go studia. Pewnego dnia do jego domu wkrada się koleżanka z młodości Margo Roth Spiegelman, w której od dawna jest zakochany. Prosi go ona o wyruszenie z nim w przygodę trwającą jedną noc, podczas której chciałaby dokonać zemsty na ludziach, którzy ją zdradzili. Chłopak zgadza się niechętnie, jednak po pewnym czasie zaczyna czuć się wspaniale. Następnego dnia Margo nie pojawia się w szkole, a kilka dni później okazuje się, że uciekła. Zostawiła wskazówki, ale czy Quentin zechce ją poszukać i czy da radę rozwikłać zagadki?

Jeśli chodzi o postacie, to były niesamowite i oryginalne, a jednocześnie bardzo realistyczne. Jak już kiedyś wspominałam, rzadko jakie książki potrafią mnie rozśmieszyć, ale w tej teksty bohaterów po prostu wbijały w ziemię.
Postać Margo ma dość trudny charakter, ale nie w negatywnym sensie. Jest ona buntowniczką. Nie chce żyć rytmem, który jest monotonny. Szkoła, praca, rodzina itd. Pragnąc innego życia i chcąc uciec z klatki, porzuca wszystko. Zastanawiam się jednak gdzie chciała uciec, skoro cała Ziemia ma taki sam system. A może po prostu chciała się odizolować?
Wszystko to, co robiła tej nocy z Quentinem było niesamowite. Nie ukrywała swoich emocji i pokazała, co o kim myśli. Osobiście nie zdobyłabym się na taki wyczyn, bo nie lubię łamać przepisów. Ale zazdroszczę jej postawy! Traktowała wszystko dookoła jak coś, co jest jej. Jakby było grą. Wszystko zostało stworzone przez nią i dla niej. Przynajmniej tak to odebrałam.
Zostawiając zagadki - szczerze mówiąc - nie wpadłabym na żaden trop. To po prostu było zbyt trudne i myślę, że pewnie poddałabym się szybko po braku rezultatów. Kto wie, czy nie byłoby inaczej szukać kogoś w Polsce, gdzie tak wiele rzeczy jest nam znanych i nie mamy niedokończonych osiedli? :)
Podczas naszej "podróży" zmieniamy postrzegania na ludzi, którzy wyglądają i zachowują się jak jedna osoba, ale naprawdę są kim innym.
Pióro Greena jest znane głównie przez Gwiazd Naszych Wina. Tym razem zaskakuje w zupełnie nowej odsłonie. A Ty należysz do papierowych ludzi?
/Fokeuek
"Efekt motyla" film

"Efekt motyla" film

Tytuł: Efekt motyla (The Butterfly Effect)
Reżyseria: Eric Bress, J. Mackye Gruber

Ocena: 10/10

Ponoć taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli. ~ Teoria Chaosu


Zacznę od tego, że jestem świeżo po obejrzeniu filmu Efekt motyla. Raczej nigdy nie spotkałam się z tym, żeby kiedykolwiek leciał on w telewizji. Trafiłam na niego na kanale Michała Sikorskiego w odcinku pt. 10 filmów, które zmienią twój sposób myślenia.
Tytuły wzbudziły we mnie ciekawość, zwłaszcza, że o większości nawet nie słyszałam. Należę do osób, które mają w planie coś robić, ale same nie wiedzą kiedy to nastąpi, więc nie byłam pewna, czy którykolwiek kiedyś obejrzę. Tytułu o "zmianie sposobu myślenia" nie wzięłam zbyt poważnie, bo nie sądziłam, że jakiekolwiek filmy mają aż taki wpływ. Trafiłam na odcinek po raz kolejny i podjęłam wybór z czystej ciekawości.

Historia zaczyna się od dzieciństwa Evana Treborna (Ashton Kutcher). Różne okoliczności doprowadzają do niezbyt dobrych sytuacji, które mają wpływ na całe późniejsze życie chłopaka. W późniejszych latach studiuje on psychologię i bada pamięć, która jest kluczowa dla jego życia. Miał za młodu wiele zaników pamięci, co doprowadziło do pustki w wspomnieniach. Odkrywa jednak, że może zmienić przeszłość i tym samym przyszłość.

Jeśli chodzi o samą treść, to można ją przełknąć bezboleśnie i bezmyślnie jak leci, żeby po prostu obejrzeć. Możemy również zgłębić  się w historię i zrozumieć jej głębszy sens.
Efekt motyla był piorunujący. Pokazuje, a może nawet uczy, że mamy większy wpływ na życie nie tylko nasze, ale i całego otoczenia i powinniśmy mądrze to wykorzystywać, ponieważ - w przeciwieństwie do Evana - nie możemy zmieniać biegu wydarzeń. Chociaż bardzo by się chciało, to jednak nie ma czegoś za darmo. Aby jedno było dobrze, to zwykle coś innego musi pójść inaczej i gorzej, niż mogłoby się wydawać.
Przedstawienie tej treści w formie historii miłosnej na pewno przemówi i zachęci do zapoznania się z treścią. Można stwierdzić, że bohater podczas tej... podróży(?) nauczył się kilku życiowych lekcji. Jedną (i chyba tą z bardziej ważnych) był moment zaprzestania egoistycznego działania. W momencie kiedy chciał coś odkręcić, to zwykle na swoją korzyść, jednak w końcu podjął wybór, który możliwe nie był szczęśliwym, jednak na pewno bezpiecznym dla wszystkich.
Naprawdę zachęcam do obejrzenia i wyrażenia własnego zdania na ten temat nawet jeśli dopiero zamierzacie go obejrzeć. Chciałabym poznać Wasze przemyślenia, bo może odebraliście treść inaczej? Pozdrawiam.
/Fokeuek
Diane Rose "Carpe diem"

Diane Rose "Carpe diem"

Tytuł: "Carpe diem"
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 464
Moja ocena: 10/10

"Słowo <<kocha>>  jest pewnego rodzaju deklaracją, czego ludzie zdecydowanie nie rozumieją i za często go nadużywają"

Kiedy zobaczyłam post na fanpage'u "Niesamowitego świata książek", od razu zakochałam się w krótkim przedpremierowym opisie utworu "Carpe diem". Obiecałam sobie, że muszę mieć tę książkę. Nie musiałam długo czekać, by dowiedzieć się, że ten sam blog organizuje konkurs, którego główną wygraną było właśnie to dzieło. Oczywiście wzięłam udział i... WYGRAŁAM.
Diane Rose to młoda kobieta, która studiuje prawo, czyta książki, prowadzi bloga "Recenzje z pazurem" oraz została autorką tej cudownej książki. 
Rosalie Heart to dwudziestodwuletnia dziewczyna, której do szczęścia brakuje tylko znalezienia drugiej połówki. Całą jej dotychczasową egzystencje rujnuje fakt, że serce Rose ma pewne wady. Jedynym ratunkiem jest jego przeszczep. Nasza bohaterka godzi się z wyrokiem, który został na nią zesłany. Próbuje żyć według myśli "carpe diem"- chwytaj dzień, która kieruje nią by nie marnować żadnej chwili. Stara oswajać swoich bliskich z tym, że jej kres się zbliża. Co zrobi, gdy "miłość zapuka do jej drzwi"?
Według mnie "Carpe diem" jest arcydziełem literackim. Przepięknie przedstawiona historia, która chwyta za serce. W książce przekazywane jest wiele wartości, które na ogół są zauważalne, lecz przyćmiewa je ludzka głupota.
Większość z nas traci czas na zbędne mankamenty, które nie są istotne. Szukamy problemu tam, gdzie go nie ma. Przejmujemy się opinią innych, która głównie ma na celu przyciąć nam skrzydła. Po co to wszystko? Skupmy się na tym co jest naprawdę ważne. Dążmy do tego, by szczęście było naszym częstszym gościem. Realizujmy obrane przez siebie cele, żeby radość nas nie opuszczała. Czerpmy z życia jak najwięcej, aby w obliczu śmierci nie martwić się tym czego nie zrobiliśmy. Myślimy, że czeka na nas wiele lat. Niestety nikt nie wie, jak długo palić się będzie jego świeczka.
Bardzo polecam zagłębić się w historię przedstawioną w książce "Carpe diem". W wielu momentach sprawiła, że powstawał potok łez. Myślę, że jest to idealny utwór dla tych, którym brakuje motywacji do czegokolwiek. Pokazuje, że nie można stać w miejscu, gdyż nie ma na to czasu.
/Szalony Chomik
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger