"Medytacje o 6:38" Ewa Woźniak Ostrowski

"Medytacje o 6:38" Ewa Woźniak Ostrowski

Tytuł:Medytacje o 6:38
Autor:Ewa Woźniak Ostrowski
Ilość stron:77


Kto z nas nigdy nie oddawał się myślom oddalonym od nas samych o wiele kilometrów, a nawet światów? Nie marzył, gdy leżał czekając aż sen otuli go tak, jak kołdra pod którą szukał ciepła? Podczas kąpieli czy słuchania muzyki? Jak wiele niespełnionych myśli przewinęło się przez nasze głowy?
Jakże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Medytacje o 6:38 to zbiór wierszy. Myślałam, że to przemyślenia złączone w jedno, a tutaj wszystko jest oddzielne, a jednak łączy je dusza z którego ta poezja pochodzi.
Teraz nadszedł okres skłębionych myśli z którymi nie wiemy co robić. Najczęściej marzymy, a także bawimy się w poetów, którzy nadają kolory swojemu życiu, dlatego cieszę się, że w tym czasie mogłam oddać się zadumie nie tylko nad swoim jestestwem, ale też nad otaczającym światem. Człowiek może popaść w melancholię :)
Nigdy nie przepadałam za czytaniem wierszy, jednak większość z tych, które przeczytałam bardzo mi się spodobało. Wydaję mi się, że to przez to, że każdy człowiek tak naprawdę dąży do tego samego, czyli do miłości, szczęścia, bezpieczeństwa czy bycia potrzebnym.
Oczywiście nie mamy tutaj tylko utworów poetyckich o charakterze uczuciowym, ale też o otaczającej nas rzeczywistości i to niekoniecznie w pozytywnym wydźwięku. Mojego faworyta umieszczam poniżej.

WSPÓŁCZEŚNI

Otoczeni cyberprzestrzenią
Zapomnieliśmy kochać.
Głębokie spojrzenia w oczy
Zamieniliśmy na ekrany monitorów.
Nasze młodzieńcze marzenia
Zagubiły się na drogach sukcesu.
Pogoń za szczęściem
Zamieniliśmy na monety.
I tylko czasem,
Gdy nie możemy już złapać oddechu,
Ścielą się przed nami dzikie plaże
 I gwiazdy.
I słyszymy czyjeś słowa,
Zagrzebane na dnie pamięci 

Cieszę się, że coraz więcej ludzi podejmuje się problematyki jak to technologia odbiera nam człowieczeństwo, ponieważ więcej uczuć okazujemy do ekranów laptopów, niż do drugiego człowieka. Coraz mniej rozmawiamy, bo wszyscy siedzimy z nosem w telefonach i izolujemy się, a warto przecież poczuć bliskość drugiej osoby, ciepło i troskę jaką nas ktoś otacza.
Język jest prosty, więc nie zniechęcają nas jakieś trudne metafory. Mamy wiele sytuacji, które odnoszą się do naszego życia, dlatego miło jest czytać o problemach, które są wszędzie. Tak, jakby się czuwało w oczekiwaniu na lepsze z drugą osobą.
Żałuję tylko, że przeminęła już ta piękna polska złota jesień, ponieważ możliwość doświadczenia jakichś uczuć z wierszem jest o niebo lepsza i daje większy odbiór emocji jak i własnych przemyśleń, niż suche czytanie.

Przez park jesienny idę, Zanurzam stopy w liściach I słucham ich protestu. [...]  
Wdycham powiew wiatru,Który grał na nich, Póki nie opadły. Wtapiam się w szelest Ich przemijania [...]




Polecam najgoręcej i zachęcam do przeczytania, ponieważ potrafią pochłonąć bez rezsty. Wszystkie nasze myśli jednocześnie się porządkują i są chaotyczne i to się chyba nigdy nie zmieni. Najważniejsze to nie dać się zwariować przed nadejściem wiosny./Fokeuek
"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

Tytuł: "Początek wszystkiego"
Autor: Robyn Schneider
Ilość stron: 318
Moja ocena: 10/10 

Pomyślałem o tym, czym stają się różne rzeczy, kiedy już ich nie potrzebujemy, i co czeka na nas w przyszłości, kiedy już poradzimy sobie z naszymi osobistymi tragediami i  udowodnimy, że ostatecznie można je przetrwać. 

Po Początek wszystkiego sięgnęłam zupełnie przypadkowo, ponieważ kiedy szłam do biblioteki szkolnej, zamierzałam wybrać inną pozycję. Do przeczytania właśnie tej powieści nakłoniła mnie pani nauczycielka, która powiedziała, że zapoznanie się z nią będzie dla mnie wielką przyjemnością.
Po opisie znajdującym się na rewersie lektury pomyślałam, że będzie to kolejne romansidło, którego historia będzie się toczyć typowym schematem dla tego gatunku literackiego. Może trochę tak było, jednakże po głębszym wniknięciu i zatraceniu się w dzieje bohaterów stwierdziłam, iż nie jest to zwykła oklepana powiastka.
Ezra Faulkner to szkolna gwiazda sportu, która na pewno nie narzeka na brak popularności. Jednakże sielskie życie oraz kariera sportowa legła w gruzach, kiedy chłopak doświadczył poważnego wypadku. Powrót do szkoły nie sprawia mu radości, ponieważ wie, że nic nie będzie tak jak dawniej. Kiedy przypadkowo spotyka Cassidy Thorpe nie ma świadomości, że to ona zmieni jego życie.
Jak już wspomniałam, łatwo idzie się domyślić, że tą dwójkę coś połączy. Tylko, czy to chciała przekazać autorka? Czy miała na uwadze to, by odbiorca tak szybko zdał sobie sprawę co kryję się pod stronami utworu?
Książka jest napisana prostym językiem, który wywołuje u czytelnika mieszankę różnych uczuć. Osobiście lubię zapoznawać się z takimi lekturami, które pokazują jakie życie jest naprawdę. Przecież każdy dobrze wie, że nie ma się przez cały czas "łoża usłanego różami". Wiele razy doprowadzała do śmiechu, ale również do wyciszenia i zastanowienia się, o co tu tak naprawdę chodzi.
Polecam ją osobom, które myślą, że ich początek wszystkiego zaczął się już dawno. Nie zapominajcie kochani, że los nam płata różne figle, które raz będą coś wnosić, a raz zabierać. Ważne jest, by mimo wszystko nie poddawać się i dążyć do czegokolwiek, by później nie żałować, że nic się nie zrobiło. Gorąco zapraszam do jej przeczytania!
/Szalony Chomik

"Koralina" Neil Gaiman vs. "Koralina i tajemnicze drzwi"

"Koralina" Neil Gaiman vs. "Koralina i tajemnicze drzwi"



Tytuł: Koralina
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 103

Imiona tracimy jako pierwsze, tuż po utracie oddechu i bicia serca. Trochę dłużej zostają nam wspomnienia.


Koralina i tajemnicze drzwi
 to dość nietypowa pozycja, która jest odradzana młodszym widzom, liczącym na miłe spędzenie czasu w sielankowym świecie. Mimo iż wyszła ona w 2009 r. to nadal budzi we mnie fascynację i czuję, że wielu rzeczy jeszcze nie odkryłam. Oglądałam to jakieś pięćdziesiąt razy i nadal nie jest mi mało.

Do czego jednak się odnosi tytuł? Otóż niedawno szukając jakichś głębszych teorii na temat świata Koraliny, znalazłam książkę, która zainspirowała do powstania tej animacji.
Nie wahając się długo zakupiłam ją i zaczęłam tę przygodę od drugiej strony. Tej oryginalnej.
Tak właśnie przedstawiam Wam moją osobistą opinię i jednocześnie porównanie książki i bajki.


.
Powieść Neila Gaimana opowiada o jedenastoletniej dziewczynce, która wraz z rodzicami wprowadza się do tajemniczego "Różowego pałacu". Rozczarowana jest zdziwaczałymi sąsiadami, brakiem zainteresowania ze strony ojca i matki oraz jakichkolwiek rozrywek. Aż tu nagle znajduje drzwi! Liczy na niesamowitą przygodę. Jej marzenia spełniają się, ale chyba nie w takiej formie w jakiej by chciała...

Ta część w sumie nie różni się wiele od ekranizacji aczkolwiek uważam, że Koralina w filmie, mimo iż ma jedenaście lat, jest dojrzała jak na swój wiek. Natomiast w książce dziewczynka jest przesadnie dziecinna, mam takie wrażenie.
Dalsza część obu produkcji jest kompletnie inna, a p przynajmniej chronologia tego, co się działo. Usunięto również niektóre mniej ważne wydarzenia.

Nie wiem czy to przez to, że jako pierwsze obejrzałam bajkę, ale uważam, że ekranizacja jest o wiele lepsza. Wszystko jest ciekawie ułożone i takie płynne. Tymczasem opowieść Neila Gaimana odbiera wiedźmie to okrucieństwo, które jest w niej tak niepokojące.

Pamiętacie może Waybi'ego? W pierwowzorze go nie znajdziecie. Nasza bohaterka nie dostaje więc od niego lalki, a historia jego babci jest wymyślona przez twórców filmowej adaptacji. To nie jedyne różnice. Jedna wizyta zamiast trzech i wypuszczenie dziewczynki dobrowolnie to kolejne rażące kontrasty. Rozłożenie tego w wersji ekranowej jest o niebo lepsze i wydłuża coś, co jest naprawdę ciekawe.

Jedną z irytujących rzeczy, które troszkę zepsuły radość, to wiele sytuacji, gdzie dziewczynka poprawiała innych, gdy źle wymawiali jej imię. Kiedy czyta się cały czas jeden wyraz, to może się już robić nudne.

 -Nazywam się Koralina, nie Karolina, Koralina -poprawiła Koralina.

Podsumowując uważam, że film jest lepszy, a książkę można byłoby rozwinąć w taki sposób, żeby czytelnicy mogli odkrywać kolejne tajemnice obu światów.
Od czasu wyjścia na ekrany bajka nie schodzi u mnie z pierwszego miejsca uwielbianych pełnometrażowych produkcji, dlatego też dziękuję za trud włożony w pracę nad całością Koraliny na ekranach, a jeszcze większe podziękowania dla autora książki, bo bez niej nie byłoby tej cudownej i (sami przyznajcie) oryginalnej historii.

Dajcie znać czy czytaliście/oglądaliście Koralinę i jak Wam się spodobała. Pozdrawiam
/Fokeuek

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Dzisiaj jest 15 listopada. Zapewne każdy z Was myśli, że to kolejny zwykły szary, i deszczowy dzień naszej kochanej polskiej jesieni. A co powiecie na kilka promyków (dziecięcego) szczęścia? Otóż nasi drodzy czytelnicy, dzisiaj jest Światowy Dzień Pluszowego Misia.

Najlepszy przyjaciel, idealny słuchacz i największy powiernik naszych sekretów oraz wspaniały obrońca, kiedy miewaliśmy koszmary. Na pewno w każdym domu znajduje się ta wspaniała maskotka, która w dzieciństwie pełniła właśnie takie role.

Warto wiedzieć, że pluszowy miś był najpopularniejszą zabawką w Europie już w XIX wieku. To właśnie na tym kontynencie powstawały jego masowe produkcje, które później były eksportowane do Stanów Zjednoczonych.

Nazwa Teddy Bear, która określa naszą ukochaną przytulankę wzięła się od imienia dwudziestego szóstego prezydenta USA - Teodora Roosvelta. Dlaczego akurat od niego?
Jego wielką pasją były polowania. Podczas jednego z nich postrzelono małego niedźwiadka. Kiedy głowa państwa zobaczył strach w oczach niewinnego zwierzątka, kazał go wypuścić. Cała historia została przedstawiona w formie komiksu, który stał się sławny wśród producentów zabawek, a ci już wiedzieli jak to wykorzystać.










Dzisiaj w każdym sklepie z zabawkami znajdziemy tego (nie)zwykłego pluszaka. Często również możemy ujrzeć go w znanych powieściach lub produkcjach filmowych. Któż nie zna takich bajek jak Kubuś Puchatek, Miś Yogi, Miś Uszatek, Gumisie, Troskliwe misie, Miś Paddington, Mój brat niedźwiedź.

Stał się również symbolem pomocy, dzięki akcji charytatywnej Podaruj Misia organizowanej co roku przez stację telewizyjną TVN, Akcji Miś czy Fundacji Burego Misia na rzecz osób niepełnosprawnych.


Widzicie ile dobrego robi ta zwyczajna maskotka. Czy nasz świat byłby taki sam bez tego mięciutkiego zwierzaka?

Jeśli macie ochotę, to w komentarzach wysyłajcie zdjęcia z własnymi przytulankami. Niech Dzień Misia idzie pełną parą. A oto Wasze blogerki ze swoimi przytulankami. 💖





                                 
Szalony Chomik                                                       Fokeuek


                                                    Szczur
W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku. -  Krystyna Chiger, Daniel Paisner

W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku. - Krystyna Chiger, Daniel Paisner


Tytuł:W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku
Autor:Krystyna Chiger, Daniel Paisner
Liczba stron:288


"
Strzelał do człowieka bez powodu, zmieniał zdanie bez powodu. Zabijał nawet dzieci. Jakże on nienawidził żydowskich kobiet i dzieci, a zwłaszcza <<brudnych żydowskich dzieci>>. Ojciec mawiał, że Josef Grzimek wolał martwe dziecko od brudnego. Taki był nasz pogromca zwyciężonych"
Jak może pamiętają nasi dziadkowie i krewni czasy II wojny światowej były dla wielu z nich niczym walka o przetrwanie. Nie był to okres splamienia krwią tak wielu ludzi tylko u nas, jednak chciałabym skupić się dzisiaj właśnie na części Polskiej historii. Na książkę trafiłam krótko po obejrzeniu zwiastuna i postanowiłam ją kupić. Wtedy nie mogłam obejrzeć tego w kinie ze względu na ograniczenia wiekowe, jednak mając wszystko w postaci pisemnej wiedziałam, że jedynie na tym zyskam. Stała kilka dobrych lat na półce i wreszcie doczekała się uwagi.

Wydarzenia zaczynają się w Lwowie gdzie poznajemy szczęśliwe życie naszych bohaterów aż do
roku 1939, kiedy to wybucha wojna. Ośmioletnia Krysia Chiger wraz z rodziną żyją nie wiedząc, co czeka na nich jutro i dbają o to, żeby wszyscy mogli być bezpieczni. Ich dni pełne są strachu, bólu, ucieczek i przede wszystkim trwania. Utrzymywania własnego jestestwa i czekanie aż koszmar się skończy.
To tylko mały zarys. Nie mam słów, żeby opisać taki ogrom wydarzeń, postaci i miejsc w kilku krótkich zdaniach.
Pierwszy raz spotykam się z historią opowiedzianą... inaczej. Nie podręcznikowo. Nie nudno i nie sucho. Tutaj mamy przedstawionych ludzi z krwi i kości, którzy nie robią za statystyki w podręczniku. Kochają, cierpią, walczą i umierają. Prawdziwe emocje buchają z kart tej powieści. Nie mogę powiedzieć, że od początku mnie urzekła, ponieważ wiele emocji przyszło wtedy, kiedy nadeszła wojna, a wraz z nią strach, że niedługo nie będzie czuło się nic. Ludzi poznajemy osobiście i patrzymy na ich losy. Widzimy co działo się naprawdę, kiedy człowiek zmieniał się w bestię, a czasami nawet gdy potwór otwierał serce na krzywdę ludzką.
Historia o życiu w gettcie i o tym jak Żydzi byli traktowani przez nazistowskie Niemcy.
Przede wszystkim należy sobie powiedzieć jedno. Nie była to wojna polityków, nie była to wojna królów. Była to nasza walka, nasza ojczyzna, nasza krew i dzisiaj chodzimy po splamionej krwią ziemi, ale za to nadal naszej ziemi-Polski.
Przede wszystkim jest to wojna, jednak kluczowa jest tu miłość. Wojny bez miłości nie da się wygrać, czyż nie?
Po raz kolejny jest tu też pokazany spryt Polaków, który wiele razy był wspominany podczas omawiania działań naszych rodaków. Tylko czy wykorzystaliśmy nasz spryt aby czuć się bezpiecznie, czy może aby czuć się bezpiecznie uruchomił się w Polakach instynkt, który kazał przetrwać? Duża część książki dzieje się pod ziemią- w kanałach, jednak co tam się działo musicie dowiedzieć się sami.
Zachęcam z całą stanowczością do sięgnięcia po Dziewczynkę w zielonym sweterku. W ciemności. 
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM! :) /Fokeuek

"Hera moja miłość" - Anna Onichimowska

"Hera moja miłość" - Anna Onichimowska

Tytuł: "Hera moja miłość"
Autor: Anna Onichimowska 
Ilość stron: 159
Moja ocena: 6/10

Niektóre uparciuchy, nie zważając na wszystko, decydują się pomóc tej nieznajomej osobie wydostać się na powierzchnię, są to zwykle ludzie opętani miłością i nadzieją. 

Narkotyki to jedne z najbardziej uzależniających substancji. Ciekawi mnie to, jak ludzie zaczynają wpadać w swoje nałogi. Co jest tego powodem, z czym muszą się borykać? Dlatego postanowiłam przeczytać tę książkę. Kiedyś miałam okazję zapoznać się z utworem My, dzieci z dworca ZOO, który bardzo mnie poruszył i zmusił do refleksji. Chciałam zobaczyć, czy ta książka będzie równie dobra jak biografia Christiane Vera Felscherinow.
Jacek to młody chłopak, który nie powinien narzekać na swoje życie. Rodzice, których większość czasu nie ma w domu, dają mu luz i pieniądze. Jak długo potrwa taka sielanka? Czy bohaterowie przejrzą na oczy po tragedii, która ich spotka?

Historia przedstawiona w tak krótki sposób była świetna. Kiedy się zapoznawało z treścią, czuło się jakby to działo się tuż obok. Jednakże, wielkim jej minusem jest to, że często nie wiadomo, kto jest narratorem. Powoduje to mętlik w głowie, przez co czytanie przedłuża się.
Myślę jednak, że warto sięgnąć po tę pozycję i zobaczyć, jakich relacji należy unikać. Jak należałoby postępować, kiedy zauważymy, że ktoś ma problemy. Pokazuje, że rozmowa jest potrzebna i nie należy trzymać się od tego z daleka. Czasem może być trudno wypowiedzieć jakieś słowa, lecz nie powinno się ich ukrywać. Może zapobiec to wielu nieszczęściom, które los ma przygotowane w zanadrzu.
Co uważam o braniu narkotyków? Z jednej strony każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny. Podąża według tego, co mu się podoba, co uważa za słuszne. Tylko jak wiadomo jesteśmy istotami, które nie są nieomylne. Możemy zabłądzić, pogubić się, gdyż problemy codzienności sprawią, że będziemy potrzebować jakiegoś odstresowania. Niestety bywa tak, że takim ukojeniem są właśnie środki odurzające, bądź alkohol. Owszem, taka osoba sama wpada w nałóg, oczywiście mówiąc, że nie ma problemu. Myślę, że wtedy należy pomóc takiemu człowiekowi. Oskarżanie nic nie da, ale silna wola i chęć bycia oparciem może zdziałać cuda. Warto wierzyć i myśleć z optymizmem o tym, co będzie dalej.
Pozdrawiam cieplutko.
/Szalony Chomik.


Chłopcy z Placu Broni ~ Ferenc Molnár

Chłopcy z Placu Broni ~ Ferenc Molnár

Tytuł: Chłopcy z Placu Broni
Autor: Ferenc Molnár
Liczba stron: 200


Tak zwykle jednak bywa z tymi, którzy nadużyli zaufania. Kontroluje się ich potem nawet wtedy, gdy mówią prawdę.

W szkole podstawowej nie miałam okazji przerobić jej jako lektury, jednak posiadam jeden egzemplarz w prywatnej biblioteczce. Książka stała na półce długi czas i wołała o uwagę. Niedawno doczekała się uwagi i mam nadzieję, że Was też zachęci do sięgnięcia po nią.
Chłopcy z Placu Broni to dzieło węgierskiego autora z 1906 roku. W Polsce ukazało się tłumaczenie Janiny Mortjkowicz w 1913 roku. Czytam nowszą wersję i bardziej wiarygodne tłumaczenie Tadeusza Olszańskiego. Oryginalny tytuł brzmiał: A Pál utcai fiúk (Chłopcy z ulicy Pawła)

Bohaterami powieści są chłopcy mający własną paczkę, która niczym w prawdziwym wojsku ma stopnie, zadania, zasady, a nawet flagę. Ich małym miejscem na świecie jest Plac Broni. Wrogie ugrupowanie Czerwonych Koszul chce jednak odebrać im małą Ojczyznę. Przywódca Boka wie, że wraz z resztą chłopców, będą musieli stanąć do walki.
Czymże jest przyjaźń, honor i ojczyzna? Czym jest wierność, męstwo i odwaga? Czym jest prawdziwy patriotyzm?

Niepozorna historia o dzieciach, które walczą o miejsce do zabawy i traktują je jak swoje "państwo".
Pomimo tak młodego wieku, gotowi są cierpieć za Ojczyznę, płakać, a także walczyć. Miłość chłopców do tego miejsca porusza do szpiku kości.
Wierność względem przyjaciół i swojego "kraju", a także bezpieczeństwa obu wymaga wiele męstwa. Chłopcy zdawali sobie z tego sprawę, ale nie poddawali się i walczyli o wszystko do końca. Mam wrażenie, że bohaterowie poważniej traktowali swój skrawek ziemi, niż niektórzy dzisiaj swoje państwo, a wręcz jestem o tym przekonana.
Rozmaite postacie, a każda inna. W pewien sposób przedstawiają każdego z nas. Czasami tchórzymy, nie jesteśmy lojalni, wątpimy, a czasem pełni determinacji chcemy walczyć o swoje, kochać i żyć, a jedyne co może nas pokonać i zdusić chęć do walki, to śmierć.
Nie wczułam się w bohaterów, jednak poczułam ich ogromną potęgę wyobraźni. Choć bańka iluzji czasami pęka, to nikt nie odbierze nam tego, co mamy w sercu. I myślę, że jest to piękne przesłanie w prostej formie.

Lepszą rzeczą jest umrzeć, niż patrzeć jak tracimy coś, co tak kochamy?

Słyszałam kiedyś, że patrioci są romantykami, którzy walczą o idee i kochają to, co dostali rodząc się w danym miejscu. Nieważne gdzie by się urodzili i nieważne jak źle by tam było. Największą odwagą jest walka mimo beznadziei, a więc bądźmy tacy. Bądźmy romantykami, którzy walczą i kochają.
/Fokeuek

         

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Tytuł: Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Liczba stron: 592
Ocena: 8/10

Znasz przypowieść o żabie w śmietanie? Jak dwie żaby wpadły do dzbanka ze śmietaną? Jedna, myśląc racjonalnie, szybko zrozumiała, że opór jest bezcelowy i że losu nie da się oszukać. A może jest jakieś życie pozagrobowe, więc po co się niepotrzebnie wysilać i na próżno pocieszać płonnymi nadziejami? Złożyła łapki i poszła na dno. A druga była na pewno durna albo niewierząca. I zaczęła się szamotać. Wydawałoby się: po co się szarpać, jeśli wszystko przesądzone. Szamotała się i szamotała... Aż ubiła śmietanę na masło. I wylazła ze dzbanka. Uczcijmy pamięć jej towarzyszki, przedwcześnie poległej w imię postępu filozofii i racjonalnego myślenia.


~ Myśliwy (Hunter)


W końcu czas sięgnąć po klasyki literatury postapokaliptycznej!
Metro 2033 zostało wydane w 2005 roku, w Rosji. W Polsce pojawiło się pięć lat później. Fani serii są obecni na całym świecie, co możemy zobaczyć dzięki projektowi autora (Uniwersum Metro 2033).

Akcja książki rozgrywa się w moskiewskim metrze. Ziemia została zniszczona przez wojnę nuklearną, więc ludzie, aby przetrwać, przenieśli się pod nią. Stworzyli swego rodzaju społeczność. Każda ze stacji należy do - tak zwanych - frakcji. Henza, Linia Czerwona, Stowarzyszenie WOGN, Imperium Sewastopolskie i wiele innych. W metrze jest również sporo niebezpieczeństw. Mutanci, niewytłumaczalne zjawiska, pierwotność ludzkiej natury... W skrócie - takie państewko, miejscami obsiane komunizmem, demokracją, anarchizmem, faszyzmem. Jest z czego wybierać.
W tej części trylogii poznajemy historię Artema, młodego chłopaka, od którego zależy ocalenie WOGN-u, ale być może i całej ludzkości w metrze.



Metro 2033 to bardzo lekka pozycja literatury post-apo. (Jeżeli cokolwiek z tego gatunku można nazywać "lekkim".) Nie jest typową wysuszoną, walczącą o ostatnie krople wody opowieścią. Ma jednak specyficzny klimat, który celuje w całkiem inny rodzaj doznań. Ciężkie, niepokojące. Za każdym razem, gdy przewracałam kolejną stronę, czułam, jakbym naprawdę przemierzała korytarze metra. Ciemne, pachnące stęchlizną. Wywoływało to ciarki na plecach.
Postacie są zróżnicowane. Mimo tego, że każdego z mieszkańców podziemia łączy prawie wszystko (styl życia, sposób zarabiania pieniędzy, itp.), to każdy jest inny. Postrzeganie rzeczywistości po apokalipsie zostało przedstawione z każdej perspektywy. Od najbardziej pesymistycznych do granic optymizmu. W pewnym sensie możemy potraktować Metro jako zbiór filozoficznych przemyśleń na temat końca świata. Czy nasz gatunek jest tylko jednym ze schodków ewolucji? Czy aby na pewno jesteśmy na końcu łańcucha pokarmowego? A może to nowy początek?
Wątek Czarnych jeszcze bardziej pogłębia ten wątek. Opisy koszmarów, jakie miewają mieszkańcu WOGN-u mrozi krew w żyłach i w pewnym sensie skłania do jeszcze większych refleksji.
Opisy.. No właśnie. Glukhovsky (czy Głuchowski, jak kto woli) nie szczędził opisów. Nie zrobił jednak z Metra "encyklopedii przyrody". W czytanie angażowane są wszystkie zmysły, nie można się nudzić.
Zakończenie doprowadziło mnie do wzruszenia. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy... To trzeba przeżyć, przeczytać! Polecam cieplutko każdemu fanowi post-apo, jak i również początkującym. Warto zejść te siedemdziesiąt metrów pod ziemię.
/Szczur
Królowa zbrodni - Andrew Wison

Królowa zbrodni - Andrew Wison

Tytuł: Królowa zbrodni
Autor: Andrew Wilson
Liczba stron: 301
Ocena: 6/10

Odłamki przynoszą szczęście, ale tylko archeologom.



Moja pierwsza próba przełamania się do czytania kryminałów zakończyła się średnio. W miarę spodobała mi się Królowa zbrodni aczkolwiek nie było to ani wielkie wow. Nadal nie mam zamiaru zacząć czytać tego gatunku bez potrzeby.
Agatha Christie zaginęła na dziesięć dni. Do dziś nie wiadomo co działo się z nią przez ten czas. Nawet w swojej autobiografii zupełnie pominęła ten fragment. W ciągu kilkudziesięciu lat pojawiło się wiele teorii. Andrew Wilson łączy prawdziwe fakty z wyobraźnią i tworzy niesamowitą historię w którą uwikłana jest nasza pisarka.

Kobieta, która traci rodzica, a także w pewnym stopniu męża, może być zdolna do ryzykownych czynów. Ogarnięta jest cierpieniem i brakiem siły, ale wie, że ma dla kogo walczyć. Ten spokój próbuje zburzyć szalony lekarz, który, aby dopiąć swego, jest w stanie posunąć się bardzo daleko. Jak odnajdzie się w sytuacji Agatha?
Przedstawione z perspektywy kilku osób działania, które miały miejsce przez te kilkanaście dni było ciekawsze, niż obserwowanie cały czas jednej postaci. Dodawało nam to wiele informacji, co działo się w danym czasie. Na końcu wszystkie elementy łączą się w jeną spójną całość.
Braku realizmu i sztuczności relacji nie odczułam, przez co książka była bardziej wiarygodna. Czytało się ją lekko. Nie mogłam wczuć się w bohaterkę, co jakoś nie związało mnie z nią.
Książka szczędziła opisów. Jednakże potrafiłam wyobrazić sobie te stroje, w jakie były ubrane postacie, wygląd pomieszczeń oraz miejsc, jak i również zachowania i emocje postaci. Właśnie wtedy nachodziła mnie myśl, że czas znaleźć powieści, których akcja dzieje się dawno temu.
Jeśli chodzi o wątki poboczne, to mimo że były one ciekawe, to jednak mam mieszane uczucia, co do nich. Z jednej strony nie ma takiego słodzenia i sztucznych happy end'ów, a z drugiej strony kobiety uwielbiają dobre zakończenia. Ubolewam nad niespełnioną miłością i nad tym, jak bardzo można kogoś skrzywdzić.
Nigdy nie czytałam żadnego dzieła Agathy Christie. Nie wiem czy brało się to z faktu zachwalania książek, co mnie odpycha w pewien sposób, czy może po prostu na fakt, że są to kryminały. Obowiązkowa lektura jest to na pewno dla fanów twórczości tej kobiety. Zachęcam do zapoznania.
Książka uzyskała prawa do ekranizacji, więc może zdecyduję się na obejrzenie./Fokeuek

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

Tytuł: Calder. Narodziny odwagi
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 369
Seria: Sign of Love (tom pierwszy)


"Piękna jak kwiat. Silna jak chwast."

Dostałam tę książkę na urodziny w zeszłym roku. Zapewne wielu z Was ma tak, że dostając książkę - której wcale się nie pragnęło - odstawia ją na półkę. Stoi tam do momentu, w którym apogeum znudzenia nie osiąga szczytu. Wtedy nagle wpada w nasze ręce. Nie jestem w tej kwestii wyjątkiem. Czytając Narodziny odwagi już po pierwszych stronach wprost nie mogłam się oderwać.
Miejsce w jakim żyje nasz bohater jest odłączone od reszty cywilizacji. Ludzie przebywają tam albo od urodzenia, albo przybywają z zewnątrz, aby móc zacząć żyć od nowa oddając się modlitwie ku bogom. Bez technologii i innych przedmiotów codziennego użytku. Nad całą społecznością czuwa Hector. Jednym z członków społeczności jest Calder, który zakochuje się w przyszłej żonie naszego guru.

Na początku myślałam, że może autorka przeniosła nas do epoki, gdzie faktycznie się tak żyło. Jednak, kiedy padło słowo "Coca-Cola", zdałam sobie sprawę, że to czasy teraźniejsze, a ludzie żyją w izolacji. Po zachowaniach mieszkańców i tego "przywódcy", pierwsze co wpadło mi na myśl, to sekta. Społeczność, która ma przeprane mózgi, nie zdaje sobie sprawy dokąd to wszystko zmierza.
Mamy oczywiście naszego bohatera, który zaczyna się wyłamywać i myśleć samodzielnie. Zaczyna łamać reguły, a największą z nich jest zakazana miłość do młodej dziewczyny, która obiecana jest przywódcy.
Mogłabym powiedzieć, że książka jest oryginalna, ale akcji umieszczonej w sektach było wiele. Różnicą pomiędzy innymi jest to, że ludzie nie są za bardzo świadomi tego, co dzieje się na zewnątrz, a przynajmniej ich większa część.
Wątek miłosny dość przewidywalny, aczkolwiek ciekawie opisany. Kilka razy zdarzyło mi się parsknąć śmiechem ze względu na dobór słów, które nie wiem czy miały takie znaczenie w oryginale, czy może po prostu tłumacze chcieli urozmaicić język. Było to w pewnym sensie zabawne, ale z drugiej strony trochę psuło wczuwanie się w sytuację.

Główne postacie polubiłam, jednak się z nimi nie utożsamiałam. Poboczne osoby i ich zachowana były irytujące. Przez taka różnorodność, która brała się z poziomu przepranego mózgu, cały czas następował zwrot akcji. Bardzo często nie wiedziałam jak zakończy coś się zakończy, a to sprawiło, że z większym zaciekawieniem śledziłam wątki poboczne.
Okładka nasuwała mi myśl,  że jest to jakiś słaby harleqin, ale nie ma tu tylko miłostek.
Przynależność do sekt jest częstym problemem ludzi, którzy do nich trafiają, a często i gęsto bezwiednie.
Do tego można odszukać odwagi. Odwagi do życia według własnych zasad, chęci poznawania wszystkiego, możliwość wyrażania swych uczuć i bezpieczeństwa. To wszystko czego człowiek chce, a tu tego brakowało. Niektórzy chcieli o to zawalczyć, bo wiedzieli, że człowiek jest stworzony do szczęścia.
Jest druga część i nie mogę się jej doczekać. Mam nadzieję, że okaże się równie dobra jak pierwsza.
Tymczasem zapraszam do zapoznania się z tą pozycją. Chętnie dowiem się co Was napędza do działania tak, a nie inaczej. Co daje Wam odwagę? :)/Fokeuek

"Niebo istnieje naprawdę" Todd Burpo oraz Lynn Vincent

"Niebo istnieje naprawdę" Todd Burpo oraz Lynn Vincent

Tytuł: "Niebo istnieje naprawdę"
Autor: Todd Burpo oraz Lynn Vincent
Ilość stron: 189
Moja ocena: 8/10 

- Colton, pamiętasz szpital?- zapytała Sonja
- Tak, pamiętam. To tam śpiewały mi anioły. 


Zanim dowiedziałam się o książce obejrzałam film, który został pokazany mi na lekcji religii. Spodobała mi się jego fabuła, tym bardziej, że był on oparty na faktach. Wiadomo jak to bywa z adaptacjami powieści na ekranie. Czasami coś może być przerysowane, przekoloryzowane. Dlatego postanowiłam zapoznać się z oryginalną wersją Niebo istnieje naprawdę.
Państwo Burpo to prosta chrześcijańska rodzina. Mimo że życie płatało im "figle", potrafili czerpać z niego jak najwięcej. Wszystko znowu wywraca się do góry nogami, gdy niespełna czteroletni Colton - syn Sonji i Todd'a - wyjawia, że podczas operacji wyszedł ze swojego ciała i znalazł się w... NIEBIE. Przed rodzicami stoi nie lada wyzwanie, by dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów z tej "przygody" i dowieść czy przypadkiem nie jest to wytwór dziecięcej wyobraźni.
Jak już pisałam książka jest na podstawie prawdziwych wydarzeń. Autorem jest ojciec chłopca, który pragnął spisać niezwykłą historię swego małego synka. Zrealizował ten cel przy pomocy znanej autorki bestsellerów Lynn Vincent, która już kilkakrotnie miała okazję współpracować nad pisaniem powieści.
Utwór wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie nudziłam się przy jego czytaniu. Mimo tego, że nie jest to obszerna lektura, było zawarte w niej wiele informacji, co wpływało na szybkie pochłanianie stron. Uczucia towarzyszące w tamtych wydarzeniach były pięknie odzwierciedlone. Pozwalało to na wczucie się w rolę bohaterów.
Polecam tą książkę osobom, które mają problem z wiarą. Tu nawet nie chodzi o wiarę w Boga, ale nawet w wiarę  w drugiego człowieka. Czasem wydaję się nam, że gdy ktoś nie jest w dojrzałym wieku, to nie ma nic istotnego do powiedzenia. Uważam, że bez względu na wiek należy słuchać innych, gdyż pokazuje to jakimi ideami się kieruje i jakie ma stanowisko na dany temat. Często osobom starszym wydaje się, że nie należy słuchać tego co mówią dzieci, ponieważ "Co oni mogą wiedzieć?". Są to głupie stereotypy, które chyba powoli się żegnają. Nie zapominajmy, że maluchy, które potrafią już mówić, są bardziej szczere od niejednego "seniora". Może nie zawsze w pozytywnym znaczeniu, ale ich niewinność wynagradza wszystko. One nie muszą się zastanawiać nad doborem słów, by coś przekazać  i żeby wszystko brzmiało jak należy.
Jest to świetna książka, która łamie słynne powiedzenie "dzieci i ryby głosu nie mają"
/Szalony Chomik
Winni. Holokaust i fałszowanie historii. - Dariusz Walusiak

Winni. Holokaust i fałszowanie historii. - Dariusz Walusiak

Tytuł: Winni. Holokaust i fałszowanie historii.
Autor: Dariusz Walusiak
Liczba stron: 448
Ocena: 8,5/10

Holocaust/Holokaust (gr. holokaustos - "całopalenie, ofiara całopalna") - ludobójstwo około 6 milionów europejskich Żydów oraz innych prześladowanych grup, dokonane w czasie II wojny światowej przez III Rzeszę i wspierane w różnych stopniu przez uzależnione od niej państwa sojusznicze.
Równocześnie z Zagładą Żydów, Niemcy dokonywali też ludobójstwa Romów oraz masowych mordów na etnicznych Polakach i radzieckich jeńcach wojennych. Morderstw i prześladowań dokonywano też na niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, homoseksualistach, duchownych katolikach, protestanckich, Świadkach Jehowy, działaczach lewicy, komunistach oraz na członach wolnomularstwa. Łącznie w wyniku nazistowskich ludobójstw śmierć poniosło około 11 milionów osób.
~ Wikipedia


Pomimo tego, iż wydarzenia II wojny miały miejsce 72 lata temu wiele tajemnic nie zostało jeszcze odkrytych. Istnieje wiele wersji jednej historii. Jednak biorąc do ręki Winnych możemy być pewni rzeczowych i logicznych wyjaśnień.

Wielu z nas patrzy na historię tylko w białych i czarnych kolorach. Niestety, ale "to, co było" maluje się w odcieniach szarości. Ta książka udowadnia to w idealny sposób.
Ostatnio zbyt wielu ludzi skupia się na tej czarnej sferze. Naszemu narodowi zarzuca się, iż szliśmy ramię w ramię z nazistami. "Polskie obozy koncentracyjne" i tym podobne. Walusiak przy pomocy porządnej bibliografii obala te wszystkie pomówienia (bardzo mocno szanuję książki historyczne mające odpowiednie źródła). Pokazuje, jakie konsekwencje groziły Polakom za pomoc Żydom. Jednak nasi niezłomni rodacy nie czuli strachu, okazywali serce. Ciekawostką jest to, że najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata stanowią Polacy. Autor porusza również inną tematykę związaną z fałszowaniem historii, jak na przykład AK-owców mających być antysemitami.
Autor zapoznaje nas również z genezą dojścia do władzy Adolfa Hitlera. Naprawdę, nie spodziewałam się, że był to tak skomplikowany proces.

Podsumowując. Książka jest warta przeczytania. Rzeczowa bibliografia, logiczne wyjaśnienia. Idealna pozycja, aby spojrzeć na historię z innej strony. Jestem zadowolona z lektury. Jedynym minusem jest swego rodzaju zbyt duży napływ informacji. Ilość stron zdecydowanie powinna zostac powiększona.

/Szczur
"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young

"Popiół i czerwień" Pyun Hye-Young

Tytuł: Popiół i czerwień
Autor: Pyun Hye-Young
Ilość stron: 207
Ocena: 8/10


Jeśli wygadasz sekret, to on wróci i trzeba będzie ponieść tego konsekwencje.

Jako osoba interesująca się kulturą azjatycką bardzo chętnie wzięłam do ręki egzemplarz książki koreańskiej autorki. Jest to chyba pierwszy raz, gdy spotykam prozę pisarza z Dalekiego Wschodu. Pozytywnie nastawiona ze względu odznaczeń literackich i wielu pochlebnych opinii, zaczęłam czytać.

Głównym bohaterem jest mężczyzna. Zostaje wyznaczony do wyjazdu i przeszkolenia w obcym kraju. Bez znajomości języka i innych ludzi wyrusza ku - jak mu się wydaje - wielkiej przygodzie.
Zostaje przetransportowany nie wiadomo gdzie, samotny.
Na początku gubiłam się w historii. Nie byłam pewna miejsca, ani nie miałam żadnych odczuć wobec głównego bohatera, który był nijaki i nie dawał czegoś osobistego, co mają inne książki, przez co możemy wczuć się "w niego", kibicować mu, czy zwyczajnie go nie lubić.
Po kilkunastu stronach zrozumiałam, że nie jest to typowa proza. Całość nie posiada konkretniejszego punktu zaczepienia niż fakt, że jest teraz i było kiedyś. Czytelnik do końca nie wie, gdzie się znajduje, ani jakimi prawami rządzi się otaczający książkowego bohatera harmider. Słowem - oryginalna pozycja bez typowego schematu.

Świat przedstawiony jest jednocześnie znany i obcy. Mamy tutaj mężczyznę, który dostał szansę wykazania się. Ciesząc się z losu na loterii został wyrzutkiem pośród kolegów z pracy.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to Japonia, bo powszechnie jest uznawane, że ludzie tam są pracoholikami i często nie mają czasu na inne rzeczy. Reakcje społeczeństwa są raczej typowe dzisiaj i pewnie kiedyś też były. Każdy przecież chce godnie żyć i mimo iż wielu z nas się nie przyznaje, to jednak zawsze chcielibyśmy mieć więcej, niż na przykład współpracownik. To jest ta część znana, a ta obca, to miejsce do którego bohater wyruszył kojarzy się z bliżej nieokreśloną przyszłością... Choroby, smród, góry śmieci na ulicach, kombinezony ochronne, przestępczość i wyludnienie. Walka o przetrwanie. Bardzo łatwo było to sobie wyobrazić. Może, dlatego że jest wiele programów, które ukazują nam różne miejsca i niedaleką przyszłość, jeśli nie zadbamy o Matkę Ziemię.
Spojrzenie oczami Azjaty na różne sprawy może wydawać się banalne, jako coś niezbyt interesującego, jednak wiele razy dziwimy się widząc co robią na sąsiednim kontynencie. Patrząc na świat oczami bohatera możemy nabrać inny pogląd na niektóre sprawy.

Sens napisania tej książki każdy powinien zinterpretować na swój sposób. Czy to może zwykła historia, a może ma drugie dno? Okładka daje do myślenia, jednak wiele może się okazać podczas zapoznania z lekturą. :)
Zachęcam do czytania chociażby dlatego, że pochodzi z miejsca innego, niż Anglia czy Stany Zjednoczone. Jest to powiew świeżości na półki książkowe. :) Pozdrawiam.
/Foeuek

Pamiętnik nastolatki ~ Beata Andrzejczuk [seria Pamiętnik nastolatki]

Pamiętnik nastolatki ~ Beata Andrzejczuk [seria Pamiętnik nastolatki]

Tytuł: Pamiętnik nastolatki
Autor: Beata Andrzejczuk
Liczba stron: 279
(Nie zamierzam oceniać każdej części z osobna. Zrobię po prostu podsumowanie całej serii.)


Dlaczego nic nie jest takie proste jak kiedyś, gdy byłam dzieckiem? Wówczas czarne to było czarne, białe było białe. Nagle pojawia się cała paleta barw i na dodatek mieszają się ze sobą. Wielu odcieni nie potrafię nawet nazwać, choć je widzę. Niektóre podobają mi się bardziej, inne mniej, ale nie potrafię dokonać wyboru. Gubię się w tym...



Pamiętnik kojarzy się z czymś bardzo osobistym. To miejsce, gdzie zapisujemy  nasze tajemnice, problemy i żale, którymi nie chcemy dzielić się z nikim. Można powiedzieć, że jest to odzwierciedlenie nas samych, które ukrywamy przed światem. Książka o życiu Natalii z każdą stroną wciągała mnie coraz bardziej. Było warto!
Niewątpliwie wiek nastoletni to jednocześnie piękny, a z drugiej strony okropny okres pełen burzy hormonów. Ciężko przez niego przejść bez kłopotów czy jakichkolwiek wątpliwości. W tym czasie zaczynamy zawierać przyjaźnie, czuć motyle w brzuchu i doświadczać wielu rozczarowań jak i sukcesów.
Dziewczyna rozpoczęła gimnazjum. Od początku ma wiele wątpliwości dotyczących swojej przyszłości, a także nie jest pewna na kogo widok jej serce przyspiesza...

Pomimo moich wątpliwości co do wieku Natalii w odniesieniu do problemów z chłopakami, to zostały one rozwiane, ponieważ dojrzałość dziewczyny budzi do niej sympatię, przez co można już wybrać swojego męskiego faworyta. Niestety nie wybrałam żadnego i na pewno będę wyczekiwała ich dalszych postępowań. :)

Mimo że na początkowych kartach jest napisane, że nie jest to poradnik, to znalazłam w wielu słowach i sytuacjach sugestie, które myślę, że warto stosować w życiu codziennym. Biorąc pod uwagę, że wiele zachowań jest idealnie odwzorowanych z naszego życia, to myślę, że warto się zapoznać z tą pozycją. Nawet nie chodzi tutaj o porady, ale o pozytywne przesłanie. Nie mamy krzywdzić i odwzajemniać negatywnych uczuć. Mamy się jednoczyć. Nie jest to bezpośrednio powiedziane. Całość jest bardzo ciekawa i opisuje życie nastolatki, a jednak wszelkie moralności można wyczytać z opisu zachowań i przekazywania porad bliskich osób Natalii.
Książkę polecam przede wszystkim dziewczynom. Nawet jeśli nie lubicie czytać, to zapewniam, że na jesienne i zimowe dni, które się do nas zbliżają, będzie idealna. Dostała w końcu nagrody, a m.in od internautów. Bo kto rozumie nastolatkę lepiej niż inna nastolatka?
/Fokeuek
"Za wszelką cenę" Rafał Gierchatowski

"Za wszelką cenę" Rafał Gierchatowski

Tytuł: Za wszelką cenę
Autor: Rafał Gierchatowski
Ilość stron: 262
Moja ocena: 9/10

Życie jest jak surfing: w jednej chwili wskakujemy na pędzącą falę i, unosząc się na niej, mamy wrażenie, że cały świat leży u naszych stóp.

Wybierając tę pozycję kierowałam się głównie tytułem. Chciałam zrozumieć, co autor miał na myśli wybierając taką nazwę.
Rafałowi już los nie sprzyjał, kiedy przyszedł na świat. Zaatakował go gronkowiec złocisty, który narobił spustoszenia w organizmie. Udało się go pokonać, lecz bakteria zostawiła po sobie ślad, mianowicie dosyć mocne skrzywienie kręgosłupa. Co będzie czekało na kolejnych etapach życia naszego bohatera?

Lektura spodobała mi się z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że opisana w książce historia opiera się na faktach. Lubię, jeśli dzieło literackie jest oparte na prawdziwych wydarzeniach. Pozwala mi to zagłębić się bardziej w treść i spojrzeć na nią z innej perspektywy.
Drugim czynnikiem budzącym sympatię jest postawa głównego bohatera. Jego światopogląd na dane sprawy dawał wiele razy do myślenia. Otworzył oczy na pewne aspekty, które na pozór wydawałyby się łatwym kawałkiem chleba do zgryzienia.
Jest to krótka powieść napisana łatwym językiem, co pozwoliło na to, że czytało się ją lekko i ze smakiem. Co jakiś czas pojawiała się fotografia, która również umilała zaznajomienie się z utworem.
Polecam przeczytać tę książkę osobom, którym brak motywacji do czegokolwiek. A dlaczego? Uważam, że historia skłoni do wielu refleksji. Czytelnik będzie mógł spojrzeć na świat ze swojej strony, a także ze strony bohatera. Porównać własne możliwości, by zrozumieć kto może łatwiej osiągnąć cel. Zdać sobie sprawę, że los wiele razy jest niesprawiedliwy, ale nie można na to patrzeć i mieć pretensje do całego świata, ponieważ nie tędy droga. Należy gonić za obranymi przez siebie celami, ponieważ jeśli nie spróbujemy, to nie dowiemy się jakie będą efekty. Nie wolno się poddawać w żadnej sytuacji, ponieważ z każdej jest jakieś wyjście, które raz odnajdziemy szybciej, a inne wolniej.
Gorąco zachęcam. Pozdrawiam!
/Szalony Chomik
"Chłopcy" - Jakub Ćwiek

"Chłopcy" - Jakub Ćwiek

Tytuł: Chłopcy
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Ale ksiądz Jan przyłożył palec do ust, uśmiechnął się smutno i powiedział:
- To nieprawda, że Bóg nie lubi Pottera, Małgosiu. W Kościele są jednak ludzie, jak biskupi, jak papież, których zadaniem jest wskazywanie właściwej drogi. W przypadku tak popularnych książek dla młodzieży powinni wyrazić swoje zdanie i to zrobili. Osobiście ubolewam, że ulegli mocy słowa "magia" i nie dostrzegli, że to tylko przebranie dla opowiastki o przyjaźni i walce dobra ze złem. Ale to dla nas lekcja, żebyśmy nie oceniali po pozorach, prawda?
- Czy tak samo jest ze "Zmierzchem"? - zapytała Weronika siedząca z Małgosią w jednej ławce.
- Nie - odparł ksiądz. - Akurat dla miłośników "Zmierzchu" Bóg planuje obecnie drugi potop, więc nie mów potem, że nie przestrzegałem.

Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz.

(Musiałam dać te dwa cytaty, są wprost fenomenalne! :D)

O mojej przygodzie z prozą Jakuba Ćwieka wspominałam przy okazji recenzji "Kłamcy". Nie ma się co rozpisywać.

Czy znacie historię o Piotrusiu Panie? Wyprawa Wandy, Janka i Michasia do Nibylandii. Wróżka Dzwoneczek, zaginieni chłopcy. Groźny kapitan Hak. Zapewne każdy z Was zetknął się z tą historią w młodości. Czas pędzie nieubłaganie, jesteśmy coraz starsi. Czasami życie w Nibylandii wydaje się być najlepszym pomysłem.
A co, jeżeli powiem Wam, że zaginieni chłopacy i Dzwoneczek uciekli z tego "raju"? Że żyją w takiej rzeczywistości, w jakiej my egzystujemy na co dzień. Że Nibylandia tak naprawdę nie jest krainą pełną szczęścia...
Jeżeli już przetrawiliście pewne informacje - zapraszam do świata Chłopców, który rządzi się własnymi brutalnymi zasadami!


Jakub Ćwiek nie przestaje mnie zadziwiać. Fantazja, jaką dysponuje, nie ma granic. Oklepana i znana wszystkim opowieść? Nie w wydaniu tego człowieka. Tym razem zmiksował świat Synów Anarchii i Piotrusia Pana. Wyszła z tego fenomenalna opowieść, czy też raczej zbiór opowiadań (jak to najczęściej u Ćwieka bywa). Od zawsze podobał mi się język, jakim się posługuje. Opowieść w ćwiekowej wersji jest opowiadana w barze, przy dobrym piwie.
Język... Jak to na gang motocyklowy przystało - tytułowi "chłopacy" przeklinają. Zatrzymam się na chwile przy tym. W Polsce, niestety, zwykło się używać niektórych bluzg jako przecinków. Ćwiek wszystko wyważył. Każde wulgarne słowo na "k", "ch", "p" jest użyte w idealnym momencie.
Opowieść jest pisana z punktu typowo męskocentrycznego widzenia. Męscy mężczyźni w męskim świecie robią męskie rzeczy. Wychodzi na to, że Chłopcy nie są pozycją przeznaczoną dla kobiet. Otóż nie. Postać Dzwoneczka idealnie obrazuje kobiecy świat. Drogie Panie, nie będziecie samotne między taką ilością samców! :D Moim zdaniem była wróżka w przyjemny dla oka sposób ukazuje obraz matki. Dba o swoje pociechy... Stado pociech, że tak powiem.
Postacie są barwne, każda z innym charakterem. Postacie tytułowe są indywidualnościami, posiadająca zróżnicowane charaktery. Jednakże nie dotyczy to tylko ich, bo również bohaterowie są zbudowani na unikalnym schemacie. Nie wiem czemu, ale brakuje mi zwrócenia uwagi na Stalówkę. Polubiłam gościa.
Czy jest coś, do czego mogę się przyczepić? Tak, jest. Z jednej strony rozumiem, że autorowi chodziło właśnie o ukazanie nieśmiertelnego ducha młodości, ale w niektórych momentach książka jest zbyt dziecinna. Czasami wątpiłam, czy ten gang na pewno jest gangiem. Zdarzało się to rzadko, ale jednak dało się to odczuć.
Jeszcze częściej spotykałam się z odniesieniami do popkultury. Aby czytać tę książkę wypadałoby mieć chociaż minimalną wiedzę na ten temat. No i oczywiście używanie muzyki rockowej w opowieściach! Na końcu książki są piękne ilustracje ukazujące tytułowe postacie. Pojawiają się one również w czasie czytania. To wszystko tworzy niepowtarzalny klimat.
Cieplutko polecam. BANGARANG!

(Seria Chłopców jest już zakończona.)
https://www.youtube.com/watch?v=nCsnoBWywE8
/ Szczur
Naznaczona ~ P.C. Cast + Kristin Cast  [DOM NOCY]

Naznaczona ~ P.C. Cast + Kristin Cast [DOM NOCY]


Tytuł: Naznaczona
Autor: P. C. Cast + Kristin Cast
Liczba stron: 325
(ocena będzie podsumowaniem całej serii)


Zobaczyłam odbicie kogoś znajomego, a jednocześnie nieznajomego. To tak jak czasem zobaczy się w tłumie na ulicy kogoś, kogo na pewno się zna, można by przysiąc, że tak jest, ale nie sposób sobie przypomnieć, kto to jest. Teraz ja stałam się tym kimś - wyglądającą znajomo nieznajomą.


Ciekawa okładka i tytuł zachęciły mnie do zakupu tej książki. Była to jedna z niewielu pozycji, które przeczytałam od razu po zakupie. Liczyłam na coś magicznego, oryginalnego i pełnego ciekawych wydarzeń. Nie przeliczyłam się.
Zoey jest nastolatką, która w okresie pełnym burzy hormonów, presji rówieśników i problemów miłosnych, zostaje naznaczona. Dobrze wie, co to oznacza. Brak akceptacji ze strony rodziny skłania ją do ucieczki, aby zacząć uczęszczać do Domu Nocy. Tam, gdzie będzie mogła być sobą. Tam, gdzie inni ją zrozumieją. Tam, gdzie przejdzie przemianę. Czy tak faktycznie się stanie?
Przygody pełne magii i tajemniczości cieszą się ogromną popularnością. Jesteśmy bliżej Zoey, ponieważ jest człowiekiem. Jednak ani ona, ani my nie znamy drugiego świata. Poznajemy go razem.

Postacie są rozmaite. Bardzo pozytywne. Ćwiczyłam pamięć podczas czytania, aby zapamiętać kto jest kim. Mimo że na początku było ciężko, to na pewno w kolejnych częściach będzie to o wiele łatwiejsze.  Lekko nienaturalną rzeczą było szybkie zdobycie przyjaciół. Nasza bohaterka - można powiedzieć - zżyła się z ludźmi przez "kilkanaście kartek", jednak mogło wynikać to z innej mentalności uczniów.
Wątek miłosny składa się z trójkąta, jednak faworyta musicie wybrać sami, bo obaj są kompletnie różni. Śledzenie kolejnych spotkań stawało się czasami ważniejsze, niż wątek główny.
Magiczna historia z mrocznymi obrzędami znaczeniami dodawały klimatu. Jest to naprawdę ogromny plus.

Oczywiście nie obeszło się bez pakowania się w kłopoty przez naszą paczkę przyjaciół, ale to raczej było do przewidzenia. Podobnie jak fakt, że nasza bohaterka nie będzie tak zwykła jak pozostali. Pomimo tych dwóch faktów, to i tak polecam, bo zawsze warto dać szansę. Mam nadzieję, że dalej będziecie śledzić tę serię, ponieważ jest ona długa i sama chcę dowiedzieć się, czy warta jest przeczytania wszystkich części.

/ Fokeuek
"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 510
Ocena: 10/10

Gdy wyeliminuje się wszystko co niemożliwe, reszta musi być prawdą, choćby nawet wydawała się niewiarygodna.  ~ Sherlock Holmes

Może zacznę od tego, że Tajemnica diabelskiego kręgu stała na mojej półce kilka dobrych lat. Do zakupu zachęciła mnie okładka i tytuł. Ruszyłam ją jednak dopiero parę dni temu.
Akcja powieści rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. W Polsce spadły z nieba anioły. Ludzie ukrywają je w swoich domach i żyją w strachu przed UB, czyli tajnymi służbami komunistów. Kiedy pewnego dnia Nina zostaje zaproszona przez skrzydlate istoty do klasztoru w Markotach zaczyna się przygoda jej życia, pełna niebezpieczeństw i zagadek.

Kto powiedział, że książki o nastolatkach są przewidywalne? Nieraz można spotkać się z typowym wątkiem i zakończeniem, którego się spodziewaliśmy. Tym razem jest inaczej. Wchodzimy w świat tak dobrze nam znany, a jednocześnie zupełnie obcy. Polska w zupełnie nowym wydaniu otoczona magią i wiarą.
Już od pierwszych stron spotykamy się z zasłoną niewiedzy, która nie pozwala nam odkryć dość istotnych faktów z wcześniejszych wydarzeń. To wzbudza ciekawość, przez co trudno się oderwać choćby na kilka chwil.
Opisy są na tyle szczegółowe i jednocześnie nie zanudzają, że można wczuć się w atmosferę i poczuć ten mroczny klimat otaczający miejsca i postacie, które poznajemy. Do zapamiętania jest wiele postaci, jednak każda jest na swój sposób wyjątkowa, przez co jest to bardzo łatwe.
Fabuła nie jest oklepana, ciężko zrozumieć kto jest kim i co z czego wynika. Wszystko jest zagmatwane. Odkrywanie tajemnic doprowadza do większej ilości pytań i nijak nie pomaga w zrozumieniu skutków wydarzeń dziejących się w klasztorze i jego okolicach. Lekki język, którym autorka prowadzi nas w jej świat zachwyca.

Jako osoba, która stara się szukać głębiej, znalazłam przesłanie, że nie wszyscy wyglądają na zewnątrz i wewnątrz tak samo. Możemy przywdziewać rozmaite stroje, jednak to nie odzwierciedla tego, kim jesteśmy naprawdę. Niby znane słowa, jednak przedstawione z zupełnie innej perspektywy.
Zachowania, przemyślenia i odczucia towarzyszące naszej bohaterce są według mnie realistyczne.
Szczerze to pochłonęłam to dzieło w trzy dni i myślę, że jest genialne. Nie mogę doczekać się drugiej części, ponieważ pierwsza zostawiła spory niedosyt. Mam nadzieję, że zdecydujecie się po nią sięgnąć. Naprawdę warto!/Fokeuek
"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

Tytuł: Alfabet zakochanego w Meksyku
Autor: Jean-Claude Carrière
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10, fenomenalne

Istnieje w stolicy plac Trzech Kultur: prekolumbijskiej, hiszpańskiej i nowoczesnej. Urok Meksyku stąd się z pewnością bierze, z tej - nawet jeśli nieraz trzeba było użyć siły - mieszanki, z tego świata zmąconego, zawikłanego, niekiedy miażdżonego i sklejanego na nowo, z którego wyłoni się może nowy wiek.

Uwielbiam podróżować. Gdy trafia mi się jakaś okazja na dłuższy wyjazd, od razu z niej korzystam. Do książek pałam ogromną miłością. Tym razem zdecydowałam się na połączenie tych dwóch zajęć. Tak trafiłam na Alfabet zakochanego w Meksyku.

Jak najczęściej wyobrażamy sobie Meksyk, ludzi tam żyjących, ich kulturę? Weseli Latynosi. Mężczyźni z lekką nadwagą, wąsem, w białym podkoszulku, z piwem. Kobiety ubrane w kolorową spódnicę, bądź sukienkę, mające przepięknie spięte włosy. Ich Dzień Zmarłych jest kolorowy, obchodzony z radością. Meksykanie są wiecznie uśmiechnięci. Tak wyglądają stereotypy.
Jak jest naprawdę? Przemyt narkotyków w słonecznym Acapulco, krwawa historia budowana przez konkwistadorów, życie pełne melancholii i niebezpieczeństw. Meksyk jest pełen kontrastów, nie da się go wtłoczyć w żaden schemat.

Jean-Claude Carrière bardzo mnie zaskoczył.
Byłam nastawiona na przeciętną książkę podróżniczą. Opis paru miejsc, tradycji... Czyli w sumie klasyka. Natrafiłam na encyklopedie. Otwierając książę po raz pierwszy byłam zdziwiona tym, że jest to spis haseł. No tak, mogłam spodziewać się tego po pierwszym słowie z tytułu.
Taki leksykon może kojarzyć się z nudą, ze zwykłymi definicjami. Nic z tych rzeczy! Autor opowiada wszystko z sercem. W pewnych momentach można wyobrazić sobie, że jesteśmy u niego na kawie i kieruje do nas dość długi monolog. Pan Carrière urządza nam prawdziwą wycieczkę po Meksyku!
Podoba mi się fakt, że w książce jest zawartych wiele informacji o historii tego kraju. O jego początkach, które przez wielu historyków są pomijane. Możemy zapoznać się z tradycjami indiańskich ludy Azteków, Majów, bądź Olmeków. Mamy do czynienia z hiszpańskimi konkwistami oraz ich przeciwnikami - ludźmi, którzy bronią praw Indian. Poznajemy również fakty z dość współczesnych czasów i zastanawiając się chwilę, to wcale nie jest nam tak daleko do Meksykanów.
Cytat umieszczony na samym początku mówi o Trzech Kulturach. Właśnie one tworzą urok tego kraju i całej książki. Przeplatają się nawzajem, tworząc przepiękny warkocz.

Książka jest fenomenalna. Opowiedziana z sercem, przystępnym językiem zrozumiałym dla każdego. Polecam, szczególnie na wakacje. Jeżeli nie macie gdzie pojechać, udajcie się w tę przepiękną podróż do Meksyku!
/ Szczur
"Carpe diem" Diane Rose ver.2

"Carpe diem" Diane Rose ver.2

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 461

Ocena: 4/10

"Wszystko, co było związane staje się wspomnieniem, które z całych sił starasz się utrzymać, bo zapomnieć byłoby zdradą. Zdradą byłoby zapomnieć, jak pił kawę. Jak się śmiał. Jak spoglądał na ciebie. A mimo to zapominasz. Życie tego wymaga. Zapominasz krok po kroku i bywa to tak bolesne, że rozdziera ci serce."


Książka polecana nie tylko przez moją przyjaciółkę, która pochłonęła ją w jeden dzień, ale ogrom ludzi i blogerów. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona ze względu na fakt, że to polska autorka. Kto nie cieszy się, kiedy jego rodak osiąga sukcesy sprzyjające rozwojowi kultury wśród młodzieży? Książka celuje właśnie w ten typ odbiorców.
Z wielką radością zabrałam się do czytania i przeżyłam zawód.
Rosalie Heart jest dziewczyną, która ma chore serce. Cóż za ironia losu. Potrzebuje przeszczepu, jednak nie ma nadziei na to, że pokona wyścig ze śmiercią. Kiedy spotyka lekarze Daniela w końcu czuje, że ma dla kogo żyć.

Już wyjaśniam, dlaczego oceniam tę książkę tak źle. Pomysł jest dość oryginalny, ze względu na sytuację (nie na chorobę), jednak wykonanie nie spodobało mi się. Uwielbiam historie miłosne, a jednak nie mogłam przy tej pozycji się przemóc.
Po pierwsze dobił mnie fakt, iż główna bohaterka jest dość zadufana w sobie. Nie chodzi mi tu o pewność siebie, jednak uważanie się za najładniejszą dziewczynę w okolicy jest trochę irytujące zwłaszcza, że sytuacja powtarza się kilka razy. Głowna bohaterka ma mocno przerośnięte ego, uważa się za lepszą od wszystkich.
Do tego dochodzi jej odliczanie. Większość rozdziałów zaczyna się liczeniem dni, które pozostały jej do śmierci. Po pewnym czasie jest to naprawdę irytujące. Rozumiem, że czas dany naszej bohaterce jest ograniczony, ale według tytułu opowieści, w której "występuje" ("Carpe diem") powinna ona chwytać dzień. Tymczasem co rusz można było dostrzec jej życie przyszłości. Nazywaniem swoich przyjaciół "znajomymi", aby nie czuć do nich przywiązania, czy psucie spotkań z bliskimi słowami w stylu: "Ale mnie już wtedy nie będzie. Za tyle i tyle dni umrę". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tej sytuacji, próbowali pocieszyć dziewczynę, tymczasem ona udaremniała im próby pozostania normalną. Zbyt dużo pesymizmu, zdecydowanie.
Do tego kwestia sztuczności. Większość czytając umie wyczuć naturalność czynności lub słów i odróżnić je od sztucznych zachowań. Tak samo dzieje się podczas oglądania filmu/serialu, widząc, że aktor nie umie wczuć się w rolę, tylko chce ją "odpękać". Zdecydowanie nie czułam tutaj tej naturalności. Może gdzieś zdarzały się wyjątki, jednak na pewno nie było ich tyle, żeby je zapamiętać. Na przykład: brak talentu Rose do gotowania jest zrozumiały, ale sytuacje, w których wrzucała jajka ze skorupkami do miski to lekka przesada, nawet dla tragicznego kucharza.
Tę czwórkę książka dostała za oryginalność i ciekawą fabułę, a także za dość wzruszające momenty i historię miłości, która w pewnym stopniu urzekło w swej prostocie. /Fokeuek


Zdjęcie wykonano przez Szalonego Chomika
"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

Tytuł: Szukam Cię, Zoë
Autor: Alyson Noël
Liczba stron: 278
Ocena: Zdecydowane 10/10


"Bo jeśli zmuszasz drugiego człowieka do dokonania wyboru, to się potem nie dziw, że nie wybrał ciebie.”

Mimo ciężkiego początku z jakim zaczęłam czytać tę pozycję, ze względu na utratę bliskiej osoby, to kolejne strony coraz bardziej wciągały mnie w tę historię.
Alyson Noël jest autorką wielu bestsellerów. W Polsce jej twórczość jest znana i powszechnie lubiana. Pisanie z lekkością o uczuciach jest w jej książkach ogromnym plusem, dzięki którym każda pozycja jest wyjątkowa.
Główną bohaterką naszej opowieści jest Echo. Rok temu straciła siostrę. Jej życie trochę się zmieniło, ponieważ ludzie wytykają ją palcami, a rodzice są nadopiekuńczy. Pewnego dnia były chłopak Zoë (zmarłej siostry bohaterki) daje pamiętnik jej, aby mogła dowiedzieć się, co jakie wydarzenia miały miejsca za życia dziewczyny. Od tego czasu życie Echo się zmienia...

Książka jest o poszukiwaniu własnej osobowości, której Echo nie miała (według niej samej). Uważała się za nieciekawą i podziwiała siostrę, która była lubiana, przebojowa i oryginalna. Żyła w jej cieniu.
Mimo tego, że Zoë zmarła, jest obecna przez całą. Echo stworzyła w samej sobie siostrę i stała się nią, a przynajmniej próbowała. Zaczęła zlewać się z nią w jedność i tworzyć swoją osobowość. Żyła nie swoim życiem, którego tak pragnęła.
Dochodzą też wątki miłosne. Nasza główna bohaterka była w nieszczęśliwym związku. Gdyby chciała być z tym, kogo kocha, zraniłaby zbyt wiele osób. To naprawdę skomplikowane, ale bardzo wciągające. W sumie może nie skomplikowane, a po prostu złe, ze względu na sytuację.
No i uczucia, które były bardzo... zwykłe. Nie jest to negatywna cecha powieści, a wręcz przeciwnie! Ta zwykłość, to, co czujemy wszyscy.  Nie chodzi o jakąś ogromną rozpacz. Główna bohaterka jest taka jak my. Czasami jest to po prostu zmęczenie albo złość, pustka. Rozmowy z rówieśnikami, które były trudne, ze względu na fakt, że dziewczyna była "napiętnowana" śmiercią siostry i w tym okresie swojego życia nie mogła się tego pozbyć. W pewnym momencie zaczęła walczyć o swoje szczęście, a nie o to, co jest właściwe.
Książka mimo prostego przekazu jest głębsza, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka. Dlatego tak ją polecam! No i jeszcze wątki poboczne, które były bardzo ciekawe. Mimo faktu, iż zalicza się ona do serii Uwaga młodość uważam, że nadaje się ona dla każdego. /Fokeuek


"Jakie to przyjemne uczucie - nie mieć nic do ukrycia. Nie martwić się tym, co pomyślą inni. Bo kiedy zna się prawdę, nic innego się nie liczy..."

Kiedy otrzymałam tę książkę miałam "długi ogon", żeby ją zacząć czytać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak niechętnie mi to szło.
Echo to piętnastolatka, która w tragiczny sposób straciła starszą siostrę. Przejście okresu żałoby oraz powrót do normalnego trybu życia, było nie lada wyzwaniem. Po śmierci Zoë, dziewczyna zaczyna żyć w jej cieniu. Czy pamiętnik siostry, który Echo dostała od jej dawnego chłopaka, pozwoli na ujawnienie swojego prawdziwego "ja"?

Myślę, że śmierć brata/siostry jest ogromnym przeżyciem. Jest to w pewnym sensie, utrata jakiejś cząstki siebie. Uważam, że dla naszej bohaterki było to dosłowne stwierdzenie. Gdy Zoë odeszła na wieki, jej młodsza siostra nie umiała być sobą. Ojciec i matka tego nie ułatwiali, gdyż byli zatraceni we własnej rozpaczy. Nie wspierali córki w tych trudnych chwilach, a zakazy i nakazy nie były dobrym rozwiązaniem. Porównywanie zachowań żyjącej i zmarłej córki było ogromnym błędem. Rodzice muszą pamiętać, że każde z ich dzieci jest indywidualną osobowością i nie mogą tworzyć między nimi rywalizacji. Zawsze któreś będzie czuło się odepchnięte i niechciane, ponieważ będzie uważało, iż nie jest na tyle wartościowe jak rodzeństwo. Takie uchybienia w wychowaniu mogą doprowadzić nawet do tragedii.
Moja mama zawsze mówiła, że nie mam próbować być jak swoja starsza siostra. Wpajała, że nie muszę wszystkiego umieć co jej pierworodna, ponieważ na pewno znajdzie się coś, czym ja będę mogła się pochwalić. Traktowała nas równo w wielu kwestiach i nie dała mi nigdy odczuć, że jestem gorsza. Dziękuję jej za to, gdyż z siostrą mam dobre relacje i wiem, że jakbym potrzebowała pomocy ona wyciągnie rękę jako pierwsza.
Uważam, że ta powieść jest dobra dla każdej kategorii wiekowej. Nastolatkowie ją czytający będą wiedzieli, że nie warto upodabniać się do kogoś, ponieważ bycie sobą jest naturalne. Nie trzeba czegoś udawać, wymyślać. W każdej sytuacji można zachować się jak chce. Natomiast rodzice, którzy zaznajomią się z tą lekturą, będą bardziej ostrożniejsi na niedociągnięcia w wychowywaniu swoich pociech. Zrozumieją, że wyjątkowość jest najlepsza.
/Szalony  Chomik

Wartości literatury. Czy bestseller naprawdę jest "best"?

Można powiedzieć, że historia literatury jest tak długa, jak historia ludzkości. Od kiedy człowiek stał się na tyle rozumny, aby wymyślić pismo, to spotykamy się z jej różnymi odmianami. Do roku 1450, czyli aż do wynalezienia druku, książki oraz inne tego typu dzieła były spisywane ręcznie. Zajmowali się tym najczęściej mnisi w klasztorach, bądź kronikarze. Niestety, w tym czasie większość społeczeństwa była analfabetami.
Po odkryciu druku przez Gutenberga literatura stała się bardziej dostępna (w większości przypadków tylko dla szlachciców). Posiadanie takiej rzeczy, jak książka, było wyznacznikiem bogactwa oraz klasy. Analfabetyzm może i w pewnym sensie zanikał, lecz cały czas był obecny wśród wszystkich klas społecznych.
Przez wieki pojawiały się coraz to nowsze dzieła, rodzaje literatury, gatunki i formy przekazu. Dostęp do nich stawał się ze stulecia na stulecie coraz prostszy. My, społeczeństwo XXI wieku, korzystamy z klasycznych papierowych książek lub elektronicznych czytników. Zależy od gustu. (Osobiście "trzymam się" papieru.)

Jednakże nasuwa się pewne pytanie. Czy wszystko, do czego mamy dostęp, jest dobre? Czy ten ostatni bestseller naprawdę jest "best"?

Moim zdaniem, aby utwierdzić się w przekonaniu, że coś jest dobre, trzeba poczekać. Tak samo jak z winem. Ludzie bardzo często oceniają wiele książek pochopnie. "Bo ładna okładka", "bo tytuł chwytliwy", "a ten opis z tyłu taki ciekawy". Można się na tym zawieść. Okładka nie jest wszystkim, ona ma tylko przyciągnąć wzrok, tak samo tytuł. (Zresztą wszyscy znamy to powiedzenie.) Jeżeli przepada się za romansami, to wiadome jest, że nasz wzrok przyciągnie para kochanków obejmujących się nad rzeką, a nie mężczyzna ubrany w strój rzymskiego centuriona umazany juchą. Co do opisu. Ma on uwzględnić tylko pozytywne cechy powieści, powierzchownie zapoznać nas z jej treścią. Jeżeli nie jesteśmy pewni zakupu poczekajmy pewien czas i później zadecydujmy. To wszystko jest tylko grą psychologiczną.

"PATRZCIE, TO JEST TO, CZEGO WASZA CZYTELNICZA DUSZA PRAGNIE! POTRZEBUJECIE TEGO! NAPRAWDĘ! SERIO! NIE KŁAMIEMY!" ~ Typowe promowanie gówna w XXI wieku.
(To tak pokrótce.)

Więc jak to jest? Książki są pisane dla... PIENIĘDZY?! "A gdzie radość z czytania?! Gdzie szanowanie czytelnika?! Co Ty sobie, Szczurze jeden, wyobrażasz?!"

No cóż. Niby tak, ale nie do końca. Ostatnio coraz częściej spotykam się z "pisażami z talentem wykraczajoncym poza norme". Precyzując. Zjawisko ludzi, nie umiejących pisać, a robiących to, jest coraz mocniej napotykane, a co gorsza - promowane.

To, co spotkam ostatnie mi czasy na rynku książek, łamie mnie. Oklepane historie, które kręcą się ciągle wokoło jednego tematu. Język, który jest zbyt kolokwialny, nawet na swobodnie opowiadaną historię. Błędy w informacjach zawartych w książce. Szkoda słów.
"Literatura traci poziom..? Niemożliwe. Przecież to zawsze była rozrywka na wysokim poziomie!"

I tutaj jest pies pogrzebany.
Osoby czytające książki zawsze były uważane za inteligentne. Czynność ta przynosiła i nadal przynosi wiele korzyści, jak na przykład zdobywanie nowych informacji, poszerzanie światopoglądu i tym podobne. Ludzie unikający literatury najczęściej byli uważani za "mniej inteligentnych". Co za tym idzie, zaczęto pisać książki bardziej przystępne.
Kto by się spodziewał, że takich ludzi będzie więcej i zapotrzebowanie na tą literaturę wzrośnie?
Kto by się spodziewał, że wyprze to książki, które powinny dostać więcej uwagi...?

Tak więc nasza codzienność jest oblegana najczęściej przez książki o zerowym przekazie, słabej prozie i ogólnym dnie. Rzadko kiedy da się trafić na coś dobrego. Smuci mnie to. Obudźmy się i zacznijmy stawiać na coś, co ma drugie dno, nie jest powierzchowne. Coś, dzięki czemu będziemy mogli pogłębiać naszą empatię. Czekajmy na ocenę "tej nowej fajnej książki" przez krytyków, ponieważ może być dokładnie taka jak gra "No Man's Sky". Bądź też próbujmy się wydostać z tej "oślej łączki literatury". Stawiajmy sobie poprzeczkę coraz wyżej.

A co Wy sądzicie o poruszonym tutaj temacie? Wyraźcie swoje zdanie w komentarzach, nie bójmy się integracji! :D
"Chata" William Paul Young

"Chata" William Paul Young

Tytuł: "Chata"
Autor: William Paul Young 
Ilość stron: 294
Moja ocena: 8/10 

Przebywanie z dziećmi leczy duszę. ~ Fiodor Dostojewski


Po obejrzeniu krótkiego fragmentu filmu (o tym samym tytule), postanowiłam przeczytać w całości książkę, by później dokończyć adaptację. Szczęście mi sprzyjało i znalazłam szybko pożądaną pozycję.
Los nie był łaskawy dla Mackenziego Phillipsa. Jednak okropne dzieciństwo nie wypleniło w nim miłości do własnej rodziny. Został mężem wspaniałomyślnej Nan i ojcem pięciorga urwisów. Całą harmonię zaburzył wyjazd, na którym tragicznie zginęła najmłodsza pociecha rodziny Phillipsów. Jak po takiej stracie poradzi sobie Mack i co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Bóg?

Nasz żywot to lepianka pozytywnych oraz negatywnych zdarzeń, emocji, uczuć i innych tego typu rzeczy. Przeważnie w tych złych chwilach przypomina się nam, kto nad tym wszystkim pełni kontrolę. Jest to BÓG. Zaczynamy mieć do Niego pretensje, że nie zapobiegł naszemu cierpieniu. Odwracamy się od wiary, po czym śmiemy twierdzić, że nas opuścił lub, co gorsze, że Stwórca nie istnieje. Ważne jest w tym, by w porę odpędzić te myśli i porozmawiać szczerze z TATĄ. Nie dziwię się, że z tym samym problemem borykał się nasz bohater.
Dlaczego polecam przeczytać powieść "Chata"? Ponieważ jak to zostało zapisane na jej stronach, jest to Biblia w innym wydaniu. Pozwala zagłębić się w relacje człowieka z Panem. Umożliwia zrozumienie pewnych myśli, które na pewno chociaż raz w życiu przewinęły się nam po głowie. Poza tym myślę, że jest to dobra lektura dla tych, którzy pogubili się na rozstaju dróg życiowych.
Na końcu chcę pozdrowić panią Ewę, która pożyczyła mi tę świetną książkę.
/Szalony Chomik
"Rana" Aleksandra Berkowska

"Rana" Aleksandra Berkowska

Tytuł: Rana
Autor: Aleksandra Berkowska
Liczba stron: 92
Ocena: 7/10


Życie to nie bajka, a ja nie księżniczka. Może to i dobrze, że nie pochodzę z rodu królewskiego. Nie mogłabym robić tego, co bym chciała. W ogóle byłoby chyba nudno.

Po "Ranę" sięgnęłam ze względu na opis, który mnie zainteresował. Historia okazała się nie być długa, ale za to ciekawa i lekka w czytaniu z przesłaniem, którego nie da się nie zauważyć.
Baśka jest w trzeciej klasie gimnazjum. Przygotowuje się wraz z przyjaciółkami do egzaminu i ukończenia szkoły. Nie wszystko w życiu dziewczyny jest takie, jakie sobie wymarzyła. Cierpi na atopowe zapalenie skóry, dręczy ją Dominika z klasy, a do tego chłopak, który jej się podoba nie zwraca na nią uwagi. Jak poradzi sobie nastolatka ze swoimi problemami? Koniecznie przeczytajcie, aby dowiedzieć się więcej.

Osobiście myślę, że przesłanie historii jest dobre. Jak wiadomo lata młodzieńcze to burzliwy okres i szalejące hormony, a do tego problemy z wieloma aspektami życia, które z biegiem lat przestają mieć znaczenie. Jedną z takich rzeczy jest wygląd. Nie chodzi tutaj o to, że ktoś kogoś obraża. Tu chodzi o emocjonalną krzywdę, której nie da się tak łatwo zapomnieć. W czasach, gdzie masowe media narzucają nam kanony piękna i to, jak powinniśmy wyglądać, bardzo łatwo jest o kompleksy i wiele nieprzyjemności w późniejszych latach. Ludzie przyjmują, że skoro telewizja powie nam, że mamy wyglądać, tak jak oni chcą, to tak musi być. Przez co wiele dziewczyn klasyfikuje się do grona brzydkich lub po prostu przeciętnych. A potem następuje wielkie zdziwienie skąd bierze się anoreksja, bulimia, depresja, a nawet okaleczanie, czy samobójstwa. Mimo że tego w książce nie było, bo bohaterka okazała się mieć wsparcie rodziny i przyjaciół, a także własny rozum, to jednak na świecie dzieją się takie rzeczy i ta historia opowiada o tym problemie, który w tym wypadku kończy się happy end'em.
Poza lekkością z jaką się czyta można poczuć taką naturalność wydarzeń, gdzie bohaterka nie jest żadną supergwiazdą, a zwyczajną nastolatką, która ma wady, kompleksy i myśli, które w jej przypadkach pewnie też byśmy mieli.
Ciepła i pełna młodzieńczej siły, aby mierzyć się z problemami oraz z zawirowaniami miłosnymi, nad którymi autorka nie rozwijała się aż tak, bo nie były one głównym wątkiem.
Chyba najbardziej spodobało mi się rozwiązanie sprawy z wrogo nastawioną dziewczyną wobec Basi. Zwalczanie dobrem nienawiści okazało się najskuteczniejszą bronią.
Jeśli chcecie zgłębić perypetie dziewczyny i jej przyjaciółek zapraszam do zapoznania się z tą książką.
/Fokeuek
"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

Tytuł: Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem.
Autor: Christopher Macht
Liczba stron: 421


Zdecydowanie łatwiejsi w zarządzaniu są tępi, niewykształceni robotnicy. Oni zrobią to, co będzie się im kazało. Nie będą rozmyślać. Nie będą ambitni. W moim państwie ambicja nie jest wskazana.

Jako iż recenzja książki Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem. jest jedną z najbardziej popularnych, to stwierdziłyśmy, że historia, która dotyczy nas i naszych rodzin pozostaje w dużym kręgu zainteresowania. Stalin jako jedna z osób, która miała tak duży wpływ na dzieje ludzi, nie może pozostać zapomniana, a przynajmniej nie teraz, kiedy blizny naszych dziadków i rodziców są wciąż niezagojone.
Autor Christopher Macht polecił również swoje dzieło "Spowiedź Stalina". i gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam je przeczytać.

Całość jest zrobiona w formie wywiadu. O tyle, ile poprzednim razem miałam jakąś minimalną chociaż wiedzę o Hitlerze i jego działaniach, czy to ze szkoły, czy to z różnych książek, to teraz zderzenie z życiem Stalina było zupełnym zaskoczeniem. W szkole przedstawiane są suche i podstawowe fakty na temat ZSRR, a o samym Stalinie? Kilka zdań i cisza. Więcej pewnie można się dowiedzieć od naszych rodziców i dziadków. Najpowszechniejsze fakty to: miłość do dzieci, brutalność z jaką pozbywał się swoich przeciwników i propaganda, którą szerzył i wpajał masom ludzi.
Mimo całości, która jest fikcją literacką, bo rozmowa taka rzecz jasna nie miała miejsca, to wszystkie fakty i dokumenty, które zostały tam użyte są prawdziwe. Przywódca przedstawiany jest jako osoba trzymający wszystko żelazną ręką, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Taką, która stawia dobro swojego kraju nad wszystko. Nie znosi, gdy ktoś się z nim nie zgadza.
Osobiście mimo braku wiedzy na temat Stalina, czytając książkę miałam negatywne uczucia do tzw. Towarzysza, który opowiadał wiele historii ze swojego życia, uważając, że robił coś dobrego. Tak naprawdę ranił miliony ludzi, których nie znał i jednocześnie kilka osób, którzy powinni być mu najbliżsi. I to w imię czego? W imię idei bolszewizmu.

Zadajcie sobie teraz pytanie: "Kto był gorszy? Stalin czy Hitler?"
Na pewno dla każdego to indywidualna kwestia, która zależy od tego, przez kogo i ile się cierpiało.
Są rozmaite argumenty, które mogą skłonić czytelnika do przeważania szal i oceniania. Na pewno czytając oba dzieła i rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli i komunizm i II wojnę światową byłoby łatwiej.
Osobiście uważam, że obie te osoby to potwory. Tam, gdzie Adolf atakował nas i mordował w imię chorej idei, tak Dżugaszwilli wbił nam nóż w plecy udając przyjaciela. Gwałcąc nasze kobiety i mordując ludzi, wprowadzając komunę...
Na pewno obie te postacie są kontrowersyjne i miały ogromny wpływ na Polskę. Możliwość zapoznania się z życiorysem tych postaci było niesamowitą przygodą.
Największym zaskoczeniem w życiu Stalina okazało się życie rodzinne. Bolesne dla jego żon relacje z innymi kobietami, relacje ze swoimi dziećmi, które stawiał niżej, niż państwo i wiele innych sytuacji, które miały miejsce.
A co jest najbardziej przerażające? Że propaganda trwała ogrom czasu. Od mamy dowiedziałam się, że gdy Stalin umarł, obyła się ogromna żałoba narodowa, ponieważ ludzie nie wiedzieli w tamtejszym czasie, co zrobił milionom ludzi. Płakano za łotrem, a może po prostu za jego wizerunkiem, który kreował.
Polecam nie tylko osobom zainteresowanym historią, ale też takim, które być może przeżyły czasy stalinizmu lub ustrój komunistyczny. Zapewne będzie to ciekawe uzupełnienie do ich myśli i życia.
/Fokeuek
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger