"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

"Tajemnica diabelskiego kręgu" - Anna Kańtoch

Tytuł: Tajemnica diabelskiego kręgu
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 510
Ocena: 10/10

Gdy wyeliminuje się wszystko co niemożliwe, reszta musi być prawdą, choćby nawet wydawała się niewiarygodna.  ~ Sherlock Holmes

Może zacznę od tego, że Tajemnica diabelskiego kręgu stała na mojej półce kilka dobrych lat. Do zakupu zachęciła mnie okładka i tytuł. Ruszyłam ją jednak dopiero parę dni temu.
Akcja powieści rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. W Polsce spadły z nieba anioły. Ludzie ukrywają je w swoich domach i żyją w strachu przed UB, czyli tajnymi służbami komunistów. Kiedy pewnego dnia Nina zostaje zaproszona przez skrzydlate istoty do klasztoru w Markotach zaczyna się przygoda jej życia, pełna niebezpieczeństw i zagadek.

Kto powiedział, że książki o nastolatkach są przewidywalne? Nieraz można spotkać się z typowym wątkiem i zakończeniem, którego się spodziewaliśmy. Tym razem jest inaczej. Wchodzimy w świat tak dobrze nam znany, a jednocześnie zupełnie obcy. Polska w zupełnie nowym wydaniu otoczona magią i wiarą.
Już od pierwszych stron spotykamy się z zasłoną niewiedzy, która nie pozwala nam odkryć dość istotnych faktów z wcześniejszych wydarzeń. To wzbudza ciekawość, przez co trudno się oderwać choćby na kilka chwil.
Opisy są na tyle szczegółowe i jednocześnie nie zanudzają, że można wczuć się w atmosferę i poczuć ten mroczny klimat otaczający miejsca i postacie, które poznajemy. Do zapamiętania jest wiele postaci, jednak każda jest na swój sposób wyjątkowa, przez co jest to bardzo łatwe.
Fabuła nie jest oklepana, ciężko zrozumieć kto jest kim i co z czego wynika. Wszystko jest zagmatwane. Odkrywanie tajemnic doprowadza do większej ilości pytań i nijak nie pomaga w zrozumieniu skutków wydarzeń dziejących się w klasztorze i jego okolicach. Lekki język, którym autorka prowadzi nas w jej świat zachwyca.

Jako osoba, która stara się szukać głębiej, znalazłam przesłanie, że nie wszyscy wyglądają na zewnątrz i wewnątrz tak samo. Możemy przywdziewać rozmaite stroje, jednak to nie odzwierciedla tego, kim jesteśmy naprawdę. Niby znane słowa, jednak przedstawione z zupełnie innej perspektywy.
Zachowania, przemyślenia i odczucia towarzyszące naszej bohaterce są według mnie realistyczne.
Szczerze to pochłonęłam to dzieło w trzy dni i myślę, że jest genialne. Nie mogę doczekać się drugiej części, ponieważ pierwsza zostawiła spory niedosyt. Mam nadzieję, że zdecydujecie się po nią sięgnąć. Naprawdę warto!/Fokeuek
"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

"Alfabet zakochanego w Meksyku" - Jean-Claude Carrière

Tytuł: Alfabet zakochanego w Meksyku
Autor: Jean-Claude Carrière
Liczba stron: 376
Ocena: 10/10, fenomenalne

Istnieje w stolicy plac Trzech Kultur: prekolumbijskiej, hiszpańskiej i nowoczesnej. Urok Meksyku stąd się z pewnością bierze, z tej - nawet jeśli nieraz trzeba było użyć siły - mieszanki, z tego świata zmąconego, zawikłanego, niekiedy miażdżonego i sklejanego na nowo, z którego wyłoni się może nowy wiek.

Uwielbiam podróżować. Gdy trafia mi się jakaś okazja na dłuższy wyjazd, od razu z niej korzystam. Do książek pałam ogromną miłością. Tym razem zdecydowałam się na połączenie tych dwóch zajęć. Tak trafiłam na Alfabet zakochanego w Meksyku.

Jak najczęściej wyobrażamy sobie Meksyk, ludzi tam żyjących, ich kulturę? Weseli Latynosi. Mężczyźni z lekką nadwagą, wąsem, w białym podkoszulku, z piwem. Kobiety ubrane w kolorową spódnicę, bądź sukienkę, mające przepięknie spięte włosy. Ich Dzień Zmarłych jest kolorowy, obchodzony z radością. Meksykanie są wiecznie uśmiechnięci. Tak wyglądają stereotypy.
Jak jest naprawdę? Przemyt narkotyków w słonecznym Acapulco, krwawa historia budowana przez konkwistadorów, życie pełne melancholii i niebezpieczeństw. Meksyk jest pełen kontrastów, nie da się go wtłoczyć w żaden schemat.

Jean-Claude Carrière bardzo mnie zaskoczył.
Byłam nastawiona na przeciętną książkę podróżniczą. Opis paru miejsc, tradycji... Czyli w sumie klasyka. Natrafiłam na encyklopedie. Otwierając książę po raz pierwszy byłam zdziwiona tym, że jest to spis haseł. No tak, mogłam spodziewać się tego po pierwszym słowie z tytułu.
Taki leksykon może kojarzyć się z nudą, ze zwykłymi definicjami. Nic z tych rzeczy! Autor opowiada wszystko z sercem. W pewnych momentach można wyobrazić sobie, że jesteśmy u niego na kawie i kieruje do nas dość długi monolog. Pan Carrière urządza nam prawdziwą wycieczkę po Meksyku!
Podoba mi się fakt, że w książce jest zawartych wiele informacji o historii tego kraju. O jego początkach, które przez wielu historyków są pomijane. Możemy zapoznać się z tradycjami indiańskich ludy Azteków, Majów, bądź Olmeków. Mamy do czynienia z hiszpańskimi konkwistami oraz ich przeciwnikami - ludźmi, którzy bronią praw Indian. Poznajemy również fakty z dość współczesnych czasów i zastanawiając się chwilę, to wcale nie jest nam tak daleko do Meksykanów.
Cytat umieszczony na samym początku mówi o Trzech Kulturach. Właśnie one tworzą urok tego kraju i całej książki. Przeplatają się nawzajem, tworząc przepiękny warkocz.

Książka jest fenomenalna. Opowiedziana z sercem, przystępnym językiem zrozumiałym dla każdego. Polecam, szczególnie na wakacje. Jeżeli nie macie gdzie pojechać, udajcie się w tę przepiękną podróż do Meksyku!
/ Szczur
"Carpe diem" Diane Rose ver.2

"Carpe diem" Diane Rose ver.2

Tytuł: Carpe diem
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 461

Ocena: 4/10

"Wszystko, co było związane staje się wspomnieniem, które z całych sił starasz się utrzymać, bo zapomnieć byłoby zdradą. Zdradą byłoby zapomnieć, jak pił kawę. Jak się śmiał. Jak spoglądał na ciebie. A mimo to zapominasz. Życie tego wymaga. Zapominasz krok po kroku i bywa to tak bolesne, że rozdziera ci serce."


Książka polecana nie tylko przez moją przyjaciółkę, która pochłonęła ją w jeden dzień, ale ogrom ludzi i blogerów. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona ze względu na fakt, że to polska autorka. Kto nie cieszy się, kiedy jego rodak osiąga sukcesy sprzyjające rozwojowi kultury wśród młodzieży? Książka celuje właśnie w ten typ odbiorców.
Z wielką radością zabrałam się do czytania i przeżyłam zawód.
Rosalie Heart jest dziewczyną, która ma chore serce. Cóż za ironia losu. Potrzebuje przeszczepu, jednak nie ma nadziei na to, że pokona wyścig ze śmiercią. Kiedy spotyka lekarze Daniela w końcu czuje, że ma dla kogo żyć.

Już wyjaśniam, dlaczego oceniam tę książkę tak źle. Pomysł jest dość oryginalny, ze względu na sytuację (nie na chorobę), jednak wykonanie nie spodobało mi się. Uwielbiam historie miłosne, a jednak nie mogłam przy tej pozycji się przemóc.
Po pierwsze dobił mnie fakt, iż główna bohaterka jest dość zadufana w sobie. Nie chodzi mi tu o pewność siebie, jednak uważanie się za najładniejszą dziewczynę w okolicy jest trochę irytujące zwłaszcza, że sytuacja powtarza się kilka razy. Głowna bohaterka ma mocno przerośnięte ego, uważa się za lepszą od wszystkich.
Do tego dochodzi jej odliczanie. Większość rozdziałów zaczyna się liczeniem dni, które pozostały jej do śmierci. Po pewnym czasie jest to naprawdę irytujące. Rozumiem, że czas dany naszej bohaterce jest ograniczony, ale według tytułu opowieści, w której "występuje" ("Carpe diem") powinna ona chwytać dzień. Tymczasem co rusz można było dostrzec jej życie przyszłości. Nazywaniem swoich przyjaciół "znajomymi", aby nie czuć do nich przywiązania, czy psucie spotkań z bliskimi słowami w stylu: "Ale mnie już wtedy nie będzie. Za tyle i tyle dni umrę". Wszyscy zdawali sobie sprawę z tej sytuacji, próbowali pocieszyć dziewczynę, tymczasem ona udaremniała im próby pozostania normalną. Zbyt dużo pesymizmu, zdecydowanie.
Do tego kwestia sztuczności. Większość czytając umie wyczuć naturalność czynności lub słów i odróżnić je od sztucznych zachowań. Tak samo dzieje się podczas oglądania filmu/serialu, widząc, że aktor nie umie wczuć się w rolę, tylko chce ją "odpękać". Zdecydowanie nie czułam tutaj tej naturalności. Może gdzieś zdarzały się wyjątki, jednak na pewno nie było ich tyle, żeby je zapamiętać. Na przykład: brak talentu Rose do gotowania jest zrozumiały, ale sytuacje, w których wrzucała jajka ze skorupkami do miski to lekka przesada, nawet dla tragicznego kucharza.
Tę czwórkę książka dostała za oryginalność i ciekawą fabułę, a także za dość wzruszające momenty i historię miłości, która w pewnym stopniu urzekło w swej prostocie. /Fokeuek


Zdjęcie wykonano przez Szalonego Chomika
"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

"Szukam Cię, Zoë" Allyson Noël

Tytuł: Szukam Cię, Zoë
Autor: Alyson Noël
Liczba stron: 278
Ocena: Zdecydowane 10/10


"Bo jeśli zmuszasz drugiego człowieka do dokonania wyboru, to się potem nie dziw, że nie wybrał ciebie.”

Mimo ciężkiego początku z jakim zaczęłam czytać tę pozycję, ze względu na utratę bliskiej osoby, to kolejne strony coraz bardziej wciągały mnie w tę historię.
Alyson Noël jest autorką wielu bestsellerów. W Polsce jej twórczość jest znana i powszechnie lubiana. Pisanie z lekkością o uczuciach jest w jej książkach ogromnym plusem, dzięki którym każda pozycja jest wyjątkowa.
Główną bohaterką naszej opowieści jest Echo. Rok temu straciła siostrę. Jej życie trochę się zmieniło, ponieważ ludzie wytykają ją palcami, a rodzice są nadopiekuńczy. Pewnego dnia były chłopak Zoë (zmarłej siostry bohaterki) daje pamiętnik jej, aby mogła dowiedzieć się, co jakie wydarzenia miały miejsca za życia dziewczyny. Od tego czasu życie Echo się zmienia...

Książka jest o poszukiwaniu własnej osobowości, której Echo nie miała (według niej samej). Uważała się za nieciekawą i podziwiała siostrę, która była lubiana, przebojowa i oryginalna. Żyła w jej cieniu.
Mimo tego, że Zoë zmarła, jest obecna przez całą. Echo stworzyła w samej sobie siostrę i stała się nią, a przynajmniej próbowała. Zaczęła zlewać się z nią w jedność i tworzyć swoją osobowość. Żyła nie swoim życiem, którego tak pragnęła.
Dochodzą też wątki miłosne. Nasza główna bohaterka była w nieszczęśliwym związku. Gdyby chciała być z tym, kogo kocha, zraniłaby zbyt wiele osób. To naprawdę skomplikowane, ale bardzo wciągające. W sumie może nie skomplikowane, a po prostu złe, ze względu na sytuację.
No i uczucia, które były bardzo... zwykłe. Nie jest to negatywna cecha powieści, a wręcz przeciwnie! Ta zwykłość, to, co czujemy wszyscy.  Nie chodzi o jakąś ogromną rozpacz. Główna bohaterka jest taka jak my. Czasami jest to po prostu zmęczenie albo złość, pustka. Rozmowy z rówieśnikami, które były trudne, ze względu na fakt, że dziewczyna była "napiętnowana" śmiercią siostry i w tym okresie swojego życia nie mogła się tego pozbyć. W pewnym momencie zaczęła walczyć o swoje szczęście, a nie o to, co jest właściwe.
Książka mimo prostego przekazu jest głębsza, niż można dostrzec na pierwszy rzut oka. Dlatego tak ją polecam! No i jeszcze wątki poboczne, które były bardzo ciekawe. Mimo faktu, iż zalicza się ona do serii Uwaga młodość uważam, że nadaje się ona dla każdego. /Fokeuek


"Jakie to przyjemne uczucie - nie mieć nic do ukrycia. Nie martwić się tym, co pomyślą inni. Bo kiedy zna się prawdę, nic innego się nie liczy..."

Kiedy otrzymałam tę książkę miałam "długi ogon", żeby ją zacząć czytać. Nie mam pojęcia, dlaczego tak niechętnie mi to szło.
Echo to piętnastolatka, która w tragiczny sposób straciła starszą siostrę. Przejście okresu żałoby oraz powrót do normalnego trybu życia, było nie lada wyzwaniem. Po śmierci Zoë, dziewczyna zaczyna żyć w jej cieniu. Czy pamiętnik siostry, który Echo dostała od jej dawnego chłopaka, pozwoli na ujawnienie swojego prawdziwego "ja"?

Myślę, że śmierć brata/siostry jest ogromnym przeżyciem. Jest to w pewnym sensie, utrata jakiejś cząstki siebie. Uważam, że dla naszej bohaterki było to dosłowne stwierdzenie. Gdy Zoë odeszła na wieki, jej młodsza siostra nie umiała być sobą. Ojciec i matka tego nie ułatwiali, gdyż byli zatraceni we własnej rozpaczy. Nie wspierali córki w tych trudnych chwilach, a zakazy i nakazy nie były dobrym rozwiązaniem. Porównywanie zachowań żyjącej i zmarłej córki było ogromnym błędem. Rodzice muszą pamiętać, że każde z ich dzieci jest indywidualną osobowością i nie mogą tworzyć między nimi rywalizacji. Zawsze któreś będzie czuło się odepchnięte i niechciane, ponieważ będzie uważało, iż nie jest na tyle wartościowe jak rodzeństwo. Takie uchybienia w wychowaniu mogą doprowadzić nawet do tragedii.
Moja mama zawsze mówiła, że nie mam próbować być jak swoja starsza siostra. Wpajała, że nie muszę wszystkiego umieć co jej pierworodna, ponieważ na pewno znajdzie się coś, czym ja będę mogła się pochwalić. Traktowała nas równo w wielu kwestiach i nie dała mi nigdy odczuć, że jestem gorsza. Dziękuję jej za to, gdyż z siostrą mam dobre relacje i wiem, że jakbym potrzebowała pomocy ona wyciągnie rękę jako pierwsza.
Uważam, że ta powieść jest dobra dla każdej kategorii wiekowej. Nastolatkowie ją czytający będą wiedzieli, że nie warto upodabniać się do kogoś, ponieważ bycie sobą jest naturalne. Nie trzeba czegoś udawać, wymyślać. W każdej sytuacji można zachować się jak chce. Natomiast rodzice, którzy zaznajomią się z tą lekturą, będą bardziej ostrożniejsi na niedociągnięcia w wychowywaniu swoich pociech. Zrozumieją, że wyjątkowość jest najlepsza.
/Szalony  Chomik

Wartości literatury. Czy bestseller naprawdę jest "best"?

Można powiedzieć, że historia literatury jest tak długa, jak historia ludzkości. Od kiedy człowiek stał się na tyle rozumny, aby wymyślić pismo, to spotykamy się z jej różnymi odmianami. Do roku 1450, czyli aż do wynalezienia druku, książki oraz inne tego typu dzieła były spisywane ręcznie. Zajmowali się tym najczęściej mnisi w klasztorach, bądź kronikarze. Niestety, w tym czasie większość społeczeństwa była analfabetami.
Po odkryciu druku przez Gutenberga literatura stała się bardziej dostępna (w większości przypadków tylko dla szlachciców). Posiadanie takiej rzeczy, jak książka, było wyznacznikiem bogactwa oraz klasy. Analfabetyzm może i w pewnym sensie zanikał, lecz cały czas był obecny wśród wszystkich klas społecznych.
Przez wieki pojawiały się coraz to nowsze dzieła, rodzaje literatury, gatunki i formy przekazu. Dostęp do nich stawał się ze stulecia na stulecie coraz prostszy. My, społeczeństwo XXI wieku, korzystamy z klasycznych papierowych książek lub elektronicznych czytników. Zależy od gustu. (Osobiście "trzymam się" papieru.)

Jednakże nasuwa się pewne pytanie. Czy wszystko, do czego mamy dostęp, jest dobre? Czy ten ostatni bestseller naprawdę jest "best"?

Moim zdaniem, aby utwierdzić się w przekonaniu, że coś jest dobre, trzeba poczekać. Tak samo jak z winem. Ludzie bardzo często oceniają wiele książek pochopnie. "Bo ładna okładka", "bo tytuł chwytliwy", "a ten opis z tyłu taki ciekawy". Można się na tym zawieść. Okładka nie jest wszystkim, ona ma tylko przyciągnąć wzrok, tak samo tytuł. (Zresztą wszyscy znamy to powiedzenie.) Jeżeli przepada się za romansami, to wiadome jest, że nasz wzrok przyciągnie para kochanków obejmujących się nad rzeką, a nie mężczyzna ubrany w strój rzymskiego centuriona umazany juchą. Co do opisu. Ma on uwzględnić tylko pozytywne cechy powieści, powierzchownie zapoznać nas z jej treścią. Jeżeli nie jesteśmy pewni zakupu poczekajmy pewien czas i później zadecydujmy. To wszystko jest tylko grą psychologiczną.

"PATRZCIE, TO JEST TO, CZEGO WASZA CZYTELNICZA DUSZA PRAGNIE! POTRZEBUJECIE TEGO! NAPRAWDĘ! SERIO! NIE KŁAMIEMY!" ~ Typowe promowanie gówna w XXI wieku.
(To tak pokrótce.)

Więc jak to jest? Książki są pisane dla... PIENIĘDZY?! "A gdzie radość z czytania?! Gdzie szanowanie czytelnika?! Co Ty sobie, Szczurze jeden, wyobrażasz?!"

No cóż. Niby tak, ale nie do końca. Ostatnio coraz częściej spotykam się z "pisażami z talentem wykraczajoncym poza norme". Precyzując. Zjawisko ludzi, nie umiejących pisać, a robiących to, jest coraz mocniej napotykane, a co gorsza - promowane.

To, co spotkam ostatnie mi czasy na rynku książek, łamie mnie. Oklepane historie, które kręcą się ciągle wokoło jednego tematu. Język, który jest zbyt kolokwialny, nawet na swobodnie opowiadaną historię. Błędy w informacjach zawartych w książce. Szkoda słów.
"Literatura traci poziom..? Niemożliwe. Przecież to zawsze była rozrywka na wysokim poziomie!"

I tutaj jest pies pogrzebany.
Osoby czytające książki zawsze były uważane za inteligentne. Czynność ta przynosiła i nadal przynosi wiele korzyści, jak na przykład zdobywanie nowych informacji, poszerzanie światopoglądu i tym podobne. Ludzie unikający literatury najczęściej byli uważani za "mniej inteligentnych". Co za tym idzie, zaczęto pisać książki bardziej przystępne.
Kto by się spodziewał, że takich ludzi będzie więcej i zapotrzebowanie na tą literaturę wzrośnie?
Kto by się spodziewał, że wyprze to książki, które powinny dostać więcej uwagi...?

Tak więc nasza codzienność jest oblegana najczęściej przez książki o zerowym przekazie, słabej prozie i ogólnym dnie. Rzadko kiedy da się trafić na coś dobrego. Smuci mnie to. Obudźmy się i zacznijmy stawiać na coś, co ma drugie dno, nie jest powierzchowne. Coś, dzięki czemu będziemy mogli pogłębiać naszą empatię. Czekajmy na ocenę "tej nowej fajnej książki" przez krytyków, ponieważ może być dokładnie taka jak gra "No Man's Sky". Bądź też próbujmy się wydostać z tej "oślej łączki literatury". Stawiajmy sobie poprzeczkę coraz wyżej.

A co Wy sądzicie o poruszonym tutaj temacie? Wyraźcie swoje zdanie w komentarzach, nie bójmy się integracji! :D
"Chata" William Paul Young

"Chata" William Paul Young

Tytuł: "Chata"
Autor: William Paul Young 
Ilość stron: 294
Moja ocena: 8/10 

Przebywanie z dziećmi leczy duszę. ~ Fiodor Dostojewski


Po obejrzeniu krótkiego fragmentu filmu (o tym samym tytule), postanowiłam przeczytać w całości książkę, by później dokończyć adaptację. Szczęście mi sprzyjało i znalazłam szybko pożądaną pozycję.
Los nie był łaskawy dla Mackenziego Phillipsa. Jednak okropne dzieciństwo nie wypleniło w nim miłości do własnej rodziny. Został mężem wspaniałomyślnej Nan i ojcem pięciorga urwisów. Całą harmonię zaburzył wyjazd, na którym tragicznie zginęła najmłodsza pociecha rodziny Phillipsów. Jak po takiej stracie poradzi sobie Mack i co z tym wszystkim wspólnego będzie miał Bóg?

Nasz żywot to lepianka pozytywnych oraz negatywnych zdarzeń, emocji, uczuć i innych tego typu rzeczy. Przeważnie w tych złych chwilach przypomina się nam, kto nad tym wszystkim pełni kontrolę. Jest to BÓG. Zaczynamy mieć do Niego pretensje, że nie zapobiegł naszemu cierpieniu. Odwracamy się od wiary, po czym śmiemy twierdzić, że nas opuścił lub, co gorsze, że Stwórca nie istnieje. Ważne jest w tym, by w porę odpędzić te myśli i porozmawiać szczerze z TATĄ. Nie dziwię się, że z tym samym problemem borykał się nasz bohater.
Dlaczego polecam przeczytać powieść "Chata"? Ponieważ jak to zostało zapisane na jej stronach, jest to Biblia w innym wydaniu. Pozwala zagłębić się w relacje człowieka z Panem. Umożliwia zrozumienie pewnych myśli, które na pewno chociaż raz w życiu przewinęły się nam po głowie. Poza tym myślę, że jest to dobra lektura dla tych, którzy pogubili się na rozstaju dróg życiowych.
Na końcu chcę pozdrowić panią Ewę, która pożyczyła mi tę świetną książkę.
/Szalony Chomik
"Rana" Aleksandra Berkowska

"Rana" Aleksandra Berkowska

Tytuł: Rana
Autor: Aleksandra Berkowska
Liczba stron: 92
Ocena: 7/10


Życie to nie bajka, a ja nie księżniczka. Może to i dobrze, że nie pochodzę z rodu królewskiego. Nie mogłabym robić tego, co bym chciała. W ogóle byłoby chyba nudno.

Po "Ranę" sięgnęłam ze względu na opis, który mnie zainteresował. Historia okazała się nie być długa, ale za to ciekawa i lekka w czytaniu z przesłaniem, którego nie da się nie zauważyć.
Baśka jest w trzeciej klasie gimnazjum. Przygotowuje się wraz z przyjaciółkami do egzaminu i ukończenia szkoły. Nie wszystko w życiu dziewczyny jest takie, jakie sobie wymarzyła. Cierpi na atopowe zapalenie skóry, dręczy ją Dominika z klasy, a do tego chłopak, który jej się podoba nie zwraca na nią uwagi. Jak poradzi sobie nastolatka ze swoimi problemami? Koniecznie przeczytajcie, aby dowiedzieć się więcej.

Osobiście myślę, że przesłanie historii jest dobre. Jak wiadomo lata młodzieńcze to burzliwy okres i szalejące hormony, a do tego problemy z wieloma aspektami życia, które z biegiem lat przestają mieć znaczenie. Jedną z takich rzeczy jest wygląd. Nie chodzi tutaj o to, że ktoś kogoś obraża. Tu chodzi o emocjonalną krzywdę, której nie da się tak łatwo zapomnieć. W czasach, gdzie masowe media narzucają nam kanony piękna i to, jak powinniśmy wyglądać, bardzo łatwo jest o kompleksy i wiele nieprzyjemności w późniejszych latach. Ludzie przyjmują, że skoro telewizja powie nam, że mamy wyglądać, tak jak oni chcą, to tak musi być. Przez co wiele dziewczyn klasyfikuje się do grona brzydkich lub po prostu przeciętnych. A potem następuje wielkie zdziwienie skąd bierze się anoreksja, bulimia, depresja, a nawet okaleczanie, czy samobójstwa. Mimo że tego w książce nie było, bo bohaterka okazała się mieć wsparcie rodziny i przyjaciół, a także własny rozum, to jednak na świecie dzieją się takie rzeczy i ta historia opowiada o tym problemie, który w tym wypadku kończy się happy end'em.
Poza lekkością z jaką się czyta można poczuć taką naturalność wydarzeń, gdzie bohaterka nie jest żadną supergwiazdą, a zwyczajną nastolatką, która ma wady, kompleksy i myśli, które w jej przypadkach pewnie też byśmy mieli.
Ciepła i pełna młodzieńczej siły, aby mierzyć się z problemami oraz z zawirowaniami miłosnymi, nad którymi autorka nie rozwijała się aż tak, bo nie były one głównym wątkiem.
Chyba najbardziej spodobało mi się rozwiązanie sprawy z wrogo nastawioną dziewczyną wobec Basi. Zwalczanie dobrem nienawiści okazało się najskuteczniejszą bronią.
Jeśli chcecie zgłębić perypetie dziewczyny i jej przyjaciółek zapraszam do zapoznania się z tą książką.
/Fokeuek
"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

"Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem" Christopher Macht

Tytuł: Spowiedź Stalina. Szczera rozmowa ze starym bolszewikiem.
Autor: Christopher Macht
Liczba stron: 421


Zdecydowanie łatwiejsi w zarządzaniu są tępi, niewykształceni robotnicy. Oni zrobią to, co będzie się im kazało. Nie będą rozmyślać. Nie będą ambitni. W moim państwie ambicja nie jest wskazana.

Jako iż recenzja książki Spowiedź Hitlera. Szczera rozmowa z Żydem. jest jedną z najbardziej popularnych, to stwierdziłyśmy, że historia, która dotyczy nas i naszych rodzin pozostaje w dużym kręgu zainteresowania. Stalin jako jedna z osób, która miała tak duży wpływ na dzieje ludzi, nie może pozostać zapomniana, a przynajmniej nie teraz, kiedy blizny naszych dziadków i rodziców są wciąż niezagojone.
Autor Christopher Macht polecił również swoje dzieło "Spowiedź Stalina". i gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam je przeczytać.

Całość jest zrobiona w formie wywiadu. O tyle, ile poprzednim razem miałam jakąś minimalną chociaż wiedzę o Hitlerze i jego działaniach, czy to ze szkoły, czy to z różnych książek, to teraz zderzenie z życiem Stalina było zupełnym zaskoczeniem. W szkole przedstawiane są suche i podstawowe fakty na temat ZSRR, a o samym Stalinie? Kilka zdań i cisza. Więcej pewnie można się dowiedzieć od naszych rodziców i dziadków. Najpowszechniejsze fakty to: miłość do dzieci, brutalność z jaką pozbywał się swoich przeciwników i propaganda, którą szerzył i wpajał masom ludzi.
Mimo całości, która jest fikcją literacką, bo rozmowa taka rzecz jasna nie miała miejsca, to wszystkie fakty i dokumenty, które zostały tam użyte są prawdziwe. Przywódca przedstawiany jest jako osoba trzymający wszystko żelazną ręką, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Taką, która stawia dobro swojego kraju nad wszystko. Nie znosi, gdy ktoś się z nim nie zgadza.
Osobiście mimo braku wiedzy na temat Stalina, czytając książkę miałam negatywne uczucia do tzw. Towarzysza, który opowiadał wiele historii ze swojego życia, uważając, że robił coś dobrego. Tak naprawdę ranił miliony ludzi, których nie znał i jednocześnie kilka osób, którzy powinni być mu najbliżsi. I to w imię czego? W imię idei bolszewizmu.

Zadajcie sobie teraz pytanie: "Kto był gorszy? Stalin czy Hitler?"
Na pewno dla każdego to indywidualna kwestia, która zależy od tego, przez kogo i ile się cierpiało.
Są rozmaite argumenty, które mogą skłonić czytelnika do przeważania szal i oceniania. Na pewno czytając oba dzieła i rozmawiając z ludźmi, którzy przeżyli i komunizm i II wojnę światową byłoby łatwiej.
Osobiście uważam, że obie te osoby to potwory. Tam, gdzie Adolf atakował nas i mordował w imię chorej idei, tak Dżugaszwilli wbił nam nóż w plecy udając przyjaciela. Gwałcąc nasze kobiety i mordując ludzi, wprowadzając komunę...
Na pewno obie te postacie są kontrowersyjne i miały ogromny wpływ na Polskę. Możliwość zapoznania się z życiorysem tych postaci było niesamowitą przygodą.
Największym zaskoczeniem w życiu Stalina okazało się życie rodzinne. Bolesne dla jego żon relacje z innymi kobietami, relacje ze swoimi dziećmi, które stawiał niżej, niż państwo i wiele innych sytuacji, które miały miejsce.
A co jest najbardziej przerażające? Że propaganda trwała ogrom czasu. Od mamy dowiedziałam się, że gdy Stalin umarł, obyła się ogromna żałoba narodowa, ponieważ ludzie nie wiedzieli w tamtejszym czasie, co zrobił milionom ludzi. Płakano za łotrem, a może po prostu za jego wizerunkiem, który kreował.
Polecam nie tylko osobom zainteresowanym historią, ale też takim, które być może przeżyły czasy stalinizmu lub ustrój komunistyczny. Zapewne będzie to ciekawe uzupełnienie do ich myśli i życia.
/Fokeuek
"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

"Wiedźmin: Ostatnie życzenie" Andrzej Sapkowski

Tytuł: Wiedźmin. Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Liczba stron: 330
Ocena: 10/10


- Ludzie - Geralt odwrócił głowę - lubią wymyślać potwory i potworności. Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Gdy piją na umór, oszukują, kradną, leją żonę lejcami, morzą głodem babkę staruszkę, tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca, lubią myśleć, że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. I łatwiej im żyć.

Cóż mogę powiedzieć? Kilka lat temu nie miałam okazji spotkać się z polską literaturą, którą czytałabym z taką namiętnością, a co dopiero myślałabym nad jej zakupem. Jak widać - mało wiedziałam w tamtym czasie.
Dość przypadkiem Szczur, która tak uwielbia fantastykę, poleciła mi Wiedźmina. Jako że słyszałam już wcześniej o twórczości Andrzeja Sapkowskiego,  pogłębiłam tylko swoją ciekawość i zabrałam się za pierwszą część, która okazała się zbiorem opowiadań.

Jest to początek, w którym dopiero poznajemy postać tytułowego wiedźmian i odkrywamy kawałki jego przeszłego życia, które są przeplatane z teraźniejszością.
Geralt, bo takie imię ma nasz główny bohater, wraz z jego kompanem Jaskrem znajdują zapieczętowany dzban, z którego uwalniają D'jinna. Wydawałoby się, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo w końcu te magiczne istoty spełniają trzy życzenia. Niestety, po entuzjastycznym wykorzystywaniu życzeń przez barda i chciwości okiełznania D'jinna przez Yennefer doprowadza do katastrofy, a jakiej... Tego nie zdradzę. ;)
Polecam tę książkę mimo, a może zwłaszcza dlatego, że aby ją zrozumieć musiałam przeczytać ją dwa razy. Słownictwo nie jest łatwe, pełne archaizmów. Mamy ogrom starych słów, które skłaniają do szukania ich znaczenia i nawet używania ich w życiu codziennym, a także nazwy i opisy miejsc, postaci i potworów, których niestety (a może w przypadku potworów stety), nie spotkamy. Zależy też o jakie nam potwory chodzi, bo w końcu powiadają, że wiedźmini mają dwa miecze na dwa rodzaje bestii. Lektura jest, nie ukrywam, wymagająca, jednak warta tego, aby dać jej szansę, wejść do tego świata i poczuć się jak Geralt.
Książka ta zachęciła mnie do zgłębiania fantastyki i docenienia tego, że polskie dzieła również dają radę, ale to ludzie nie chcą im dać szansy. Ten wyimaginowany świat, pełen tak barwnych postaci i opisów jest niczym balsam na serce i trybiki dla mózgu.
Potwierdzeniem tego, iż Wiedźmin jest naszą wizytówką jeśli chodzi o literaturę fantasy jest fakt, że nie ma możliwości uzyskania książek do recenzji, ponieważ tak dobrze się sprzedają. Przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Nie mogę stwierdzić na ile ponieważ różne źródła podają różne informacje. Tymczasem zachęcam do sięgnięcia po Wiedźmina, czyli po coś bardziej wymagającego. To nieważne, że są wakacje, bo nad naszym najważniejszym organem należy pracować cały czas. Pozdrawiam.
/Fokeuek
"Dallas '63" Stephen King

"Dallas '63" Stephen King

Tytuł: Dallas '63
Autor: Stephen King
Liczba stron: 857
Ocena: 10/10

Samo słowo tajemnica jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie. Jako ludzie jesteśmy tak z natury jak i historycznie przeciwnikami tajemnych stowarzyszeń, tajnych przysiąg oraz ukrytych biegów wydarzeń. Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący przede wszystkim na ukrytych środkach, by rozszerzać swą strefę wpływów poprzez infiltrację (szpiegostwo), zamiast inwazji, poprzez działalność wywrotową zamiast wyborów, poprzez zastraszanie zamiast wolnego wyboru. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby, dla zbudowania zjednoczonej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki są grzebane, a nie publikowane, jej przeciwnicy są uciszani, a nie pochwalani. Żaden wydatek nie jest kwestionowany, żaden sekret nie jest ujawniany. Oto dlaczego ateński twórca prawa Solon określił przestępcą, każdego kto unika polemiki. [...] ~ John Fitzgerald Kennedy

Jako osoba, która interesuje się "nie do końca jasnymi rzeczami" (a jedną z takich rzeczy jest właśnie śmierć prezydenta Kennedy'ego), pożyczyłam od Szczura książkę Dallas '63. Sporo czasu się za nią zabierałam ze względu na wakacje i rozmaite formy spędzania czasu, jednak w końcu nastąpił ten dzień, gdy skończyłam kolejne dzieło Stephena Kinga.
Jake Epping jest nauczycielem angielskiego, który wiedzie przeciętne życie. Dzieje się tak do czasu, gdy właściciel lokalnego baru - Al, przekazuje mu wiedzę o tym, że w jego spiżarni znajduje się portal, czy też raczej wehikuł czasu, który przenosi tego kto go użyje do 1958 roku. W tym wypadku prośba właściciela jest jedna - powstrzymanie zamachu na ówczesnego prezydenta Ameryki, które miało miejsce 22 listopada 1963 roku. Mężczyzna postanawia podjąć się zadania i wyrusza do przeszłości.
Osobiście spodziewałam się bardziej jakichś faktów i wielu informacji, które pozwolą zgłębić się w całość, jednak okazało się, że był to typ historii "co by było gdyby...". Niby jest to dość oklepane, a jednak całość wyszła jak najbardziej pozytywnie. Nie było to proste zadanie, a przynajmniej tak myślę. Zrobienie z domysłów i faktów historycznych książki, kiedy wszystkie informacje są dość chybotliwe, bo prawdy w najbliższym czasie (o ile w ogóle) nie poznamy, to naprawdę wyczyn. Książka zasługuje na dziesiątkę już za samo zbudowanie świata historycznego zgodnie z tym co naprawdę się działo. Trud autora w poszukiwaniu informacji na pewno był niemały.
Czytanie wymagało ruszenia głową i minimalną chociażby wiedzą na temat wydarzeń związanych z zamachem na Kennedy'ego, co odbieram pozytywnie. Ruszenie głową nie szkodzi nikomu! Tak samo było z fabułą. Była ona interesująca. Nie było ani za mało opisów, ani za dużo. Dialogi dotyczyły konkretnych rzeczy i nie było w nich miejsca na zajmowanie się niepotrzebnymi pierdołami.
Czytając natkniemy się na Efekt motyla, który odgrywa bardzo ważną rolę, bo jak wiadomo nawet najmniejszy gest, słowo czy wydarzenie ma ogromny wpływ na przyszłość.
Jest to dopiero mój drugi kontakt z twórczością Stephena Kinga. Wcześniej twierdziłam, że taki gatunek, w którym przoduje autor nie jest dla mnie, ale myślę, że nie na darmo jest uważany on za tak niesamowitego pisarza i że twórczość mistrza horroru jest dla wszystkich. Tym razem odchodząc od dawki grozy wyruszamy w podróż historii i fantastyki, która mimo dwóch odrębnych realności znajdujących się w różnych czasach jest przeciętna, a jednocześnie tak niesamowita, że nie sposób się od niej oderwać. Gorąco polecam, bo czas, który jej poświęciłam nie uważam nawet w najmniejszym stopniu jako zmarnowany.
/Fokeuek
"Spirited Away: W krainie bogów" reż. Hayao Miyazaki

"Spirited Away: W krainie bogów" reż. Hayao Miyazaki

Tytuł: Spirited Away. W krainie bogów 
Reżyseria: Hayao Miyazaki
Data premiery w Polsce: 4 kwietnia 2003 r. (w Japonii 2001 r.)
Ocena: 10/10

Nic co się zdarzyło nie popada w zapomnienie, choć czasem myślimy, że tak.

Moja historia z tym anime zaczęła się w sumie dość dawno temu. Kiedy miałam może z cztery/pięć lat oglądałam właśnie Spirited Away: W krainie bogów. Wtedy jednak nie wiedziałam, co to było. Animacja często do mnie wracała i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie był to jakiś wytwór własnej wyobraźni. Będąc w piątej lub szóstej klasie podstawówki postanowiłam na Zapytaj.com opisać pokrótce jakieś obrazki, które wyryły mi się w pamięci i nie chciały dać spokoju, czyli cytat umieszczony powyżej zgadza się. Już na drugi dzień dostałam odpowiedź i gdy weszłam w grafikę wiedziałam, że to czego szukałam mam przed oczami. To było niesamowite uczucie! Obejrzałam to jeszcze tego samego dnia, dwa razy i przez kolejne dwa dni robiłam tak samo. Wczoraj postanowiłam pokazać bliskiej osobie tę animację. Miało to na celu wytłumaczenie, dlaczego jest tak otwarta na język japoński oraz ich kulturę i sztukę.

Historia zaczyna się kiedy poznajemy Chihiro i jej rodziców. Są oni w drodze do nowego domu. Akio Ogino, tata dziewczynki wjechał w złą drogę. Postanowili oni ją zbadać i trafili do wioski, gdzie znajdowały się talerze zastawione ogromną ilością jedzenia. Rodzice Chihiro zaczęli je spożywać, jednak sama główna bohaterka postanowiła rozejrzeć się po terenie. Spotyka chłopaka o imieniu Haku, który każe jej uciekać. Przestraszona biegnie w stronę rodziców, jednak są oni zmienieni w świnie, a droga ucieczki jest zablokowana. Od tej pory dziewczynka musi radzić sobie w świecie bogów, aby mogła ocalić siebie i rodzinę.
Jakiekolwiek słowa, czy liczby nie są w stanie opisać magii i cudowności tego anime. Sam pomysł, który ma w sobie tyle oryginalnych postaci i  tak oryginalną fabułę już zasługuje na najwyższe noty, a co dopiero wykonanie, które porusza serce każdego.
Trzeba być wdzięcznym, że są osoby takie jak pan Hayao Miyazaki, które dały nam właśnie takie perełki zostawiające ślad na całe życie.
Wykonanie może trochę przerażać zwłaszcza, że jest tam wiele postaci, czy sytuacji, które budzą grozę, ale nie jest to coś negatywnego.
Jest teoria o tym, że łaźnie podczas okresu Edo były popularne. Kobiety pracujące sprzedawały się tam za pieniądze mężczyznom. Zmieniano im imiona. Pracownice te nazywano Yuna, czyli tak, jak kiedyś nazywano prostytutki. Pieczę nad nimi sprawowała Yubaba, czyli czarownica, która rządzi w tej bajce łaźnią. Pan Hayao Miyazaki potwierdził to słowami: Myślę, że najbardziej właściwym sposobem, aby ukazać współczesny świat jest przemysł seksualny. Czyż japońskie społeczeństwo nie stało się jakby przemysłem seksualnym? O teorii tej dowiedziałam się przed wczorajszym oglądaniem. Sądziłam, że zepsuje mi to obraz całości, jednak myliłam się i nadal uważam, że jest ona cudowna. Gdyby nie fakt, że to przeczytałam nadal sądziłabym, że jest to po prostu anime zakręcone i cudowne, a teraz jest tylko cudowne. Zapewne będę do niego wracać jeszcze nieraz.
Liczyłam na jakąś kontynuację ponieważ brak mi tutaj jasnego zakończenia wątku miłosnego, któremu kibicowałam i sama nie wiem co myśleć, bo raczej za wiele z tego nie wynikło. Dzieła tego autora są niepowtarzalne i prawdopodobnie druga część zepsułaby cały klimat, jednak nie zmienia to faktu, że chciałoby się poznać ciąg dalszy, ponieważ czuć jakiś niedosyt. Może też przez to tak głęboko wbija się w pamięć? Na pewno wiem, że dzięki temu nauczyłam się kilku rzeczy, a jedna z nich to Keep calm and remember your name.
/Fokeuek
To - Stephen King

To - Stephen King

Tytuł: To
Autor: Stephen King
Ilość stron: 1102
Moja ocena: 10/10

Mimo to przyjemnie jest myśleć o tym choć przez chwilę, w milczącej nieskalanej ciszy poranka, myśleć, że dzieciństwo również ma swoje słodkie sekrety i stanowi potwierdzenie ludzkiej śmiertelności – i że ta śmiertelność oznacza całą odwagę i miłość. Myśleć, że równie dobrze, jak patrzeć, jest oglądać się wstecz i że każde ludzkie życie kształtuje własną imitację nieśmiertelności – przybierając formę koła.


Według wielu opinii jest to najbardziej przerażająca powieść Kinga. Musiałam się przekonać. Teraz wiem jedno – już nigdy nie zejdę do piwnicy, pod most ani inny rynsztok. A w taką pogodę jak dzisiaj, będę wystrzegać się rwących potoczków tworzących się przy kratkach ściekowych.
„Mamo, nie sprzątaj dzisiaj, Stephen pozamiatał!” ~ Szczur po przeczytaniu Tego, 2k17


Książka była tworzona cztery lata, między wrześniem 1981 roku a grudniem 1985 roku. No ja się nie dziwię, bo tysiąc sto stron nie bierze się z tygodniowej pracy. Idealnie dopracowana. Każdy szczegół, każdy opis, postać... Jakie to jest piękne! Moim zdaniem To jest jedną z lepszych książek Kinga.

Opisy... To zawiera wiele opisów, długich opisów. Jednakże King nie tworzył drugiego Nad Niemnem. Zdania są barwne, pobudzają wyobraźnię czytelnika. Również jej złą część. Jeżeli chcecie nie spać w nocy nie tylko, dlatego że czytacie, to radzę zainwestować w tę książkę. Jak już wcześniej wspominałam jest pełna szczegółów. Niby nic takiego, niby prawie każda powieść tak ma, ale tutaj szczegóły dodają smaku całości historii. To one są jednymi z głównych elementów ”życia” tej opowieści. Szczegóły i dbałość o nie...

W prozie Kinga podoba mi się to w jaki sposób buduje on napięcie. Zostajemy w pewnym sensie postawieni przed historią, która już się dzieje. Nie poznajemy jej od dokładnego początku. Jednakże w miarę rozwoju opowieści i swego rodzaju retrospekcji zaczynamy rozumieć coraz więcej. Właśnie wtedy zaczyna się w nas budzić pierwotny lęk i spotykamy na swojej drodze TO.
Plusem – jak już wspominałam - jest również to, że opowieść dzieje się właśnie ”w dwóch czasach”. W przeszłości oraz teraźniejszości, więc spotykamy się z dwoma różnymi punktami widzenia.

Postacie i samo To. No cóż. Gdybym miała wymieniać wszystkie, które pojawiły się w książce, to recenzję również pisałabym ze cztery lata albo i dłużej. :D Jednakże skupmy się na tym, jakie są te postacie. Bo są zajebiste. Fantazja Kinga nie zna granic i każda z ”osób” przewijających się przez książkę jest wyjątkowa. Różni się od tej, o której czytaliśmy stronę temu.

TO. IT. ES. ЭТО. ELLE. ESSO. DER.
Polska. Anglia. Ameryka. Niemcy. Rosja. Francja. Włochy. Norwegia.
TO wszędzie jest tym samym. TO tworzymy MY. TO jest definicją pierwotnego ZŁA. Klaun, ptak, głos w rurach, chichot dziecka... TO zawsze nam towarzyszy.


Podsumowując. Perełka wśród perełek. Polecam cieplutko. King w swojej szczytowej formie. Wieje grozą. Odradzam jednak rozpoczynanie przygody z prozą Kinga od tejże książki. Na początek warto wybrać sobie coś lżejszego. Chociażby Carrie. Potem można ostro lecieć z tematem.

/Szczur
Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Nicola Yoon "Ponad wszystko"

Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon 
Ilość stron: 324
Moja ocena: 10/10 

Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy, że nie żył.

Szczerze mówiąc o książce dowiedziałam się od przyjaciół, którzy polecali i wychwalali ją. Gdy sięgnęłam po ten tytuł po raz pierwszy sugerując się opisem innych, to stwierdziłam, że zakończenie będzie pewnie smutne, bez happy'endu. Zabrałam się do tego pod wieczór i siedziałam do nocy, bo nie mogłam się od niej oderwać. Naprawdę niesamowita historia.
Madeline jest nastolatką, która nie wychodzi z domu. Nie może. Jest chora na SCID - ciężkie złożone niedobory odporności; potocznie grupa chorób o podłożu genetycznym układu odpornościowego objawiających się upośledzeniem odporności komórkowej i humoralnej.
W swoim sterylnym domu widuje tylko mamę, pielęgniarkę i od czasu do czasu jej nauczyciela. Aby porozumiewać się ze światem używa Internetu. Wszystko się zmienia, gdy do domu obok wprowadza się nowa rodzina, a dziewczyna poznaje ich syna Olivera.

Historia miłosna jest tu na pewno głównym wątkiem. Nie da się zaprzeczyć, że to dość oryginalny pomysł, gdzie nie tylko choroba dzieli człowieka, ale też ściany.
Życie jakie wiedzie Maddy wydaje się być rutyną, która jej nie przeszkadza, ale czy to dlatego, że pogodziła się ze światem, czy go po prostu nie widziała? Z książki wiemy, że chodzi o to drugie.
Kiedy postanawia wyjść z domu, aby móc choć przez chwilę cieszyć się światem, jest ona gotowa na śmierć. Czy zdziwiłam się jej postawą? Raczej nie. Wolała żyć choć przez chwilę, niż zostać w domu i nigdy nie żyć naprawdę.
Zakończenia się nie spodziewałam... Nie było ani negatywne, ani pozytywne. Stracone lata na wielu kłamstwach i brak możliwości normalnego życia. Ciężko stwierdzić czy to miłość, czy egoizm. Czasami ciężko odróżnić jedno od drugiego, kiedy kogoś kochamy, jednak działamy egoistycznie byle nam samym było dobrze, nie zdając sobie sprawy, że ranimy bliskich nam ludzi. I nie trzeba tej książki, aby to wiedzieć.
Całość jest urozmaicona rysunkami, które umilają czas, bo w moim przypadku takie drobne rysunki zachęcają do dalszego czytania. Co ciekawe ich autorem jest mąż Nicoli Yoon, autorki.
Z całą pewnością polecam i zachęcam do przeczytania, ponieważ na pewno jest to w jakiś sposób oryginalna historia, ale też należy do tych, dzięki którym można się zrelaksować.
/Fokeuek

Obietnica- kłamstwo, którego ma się zamiar dotrzymać.

Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu "Ponad wszystko", powiedziałam sobie, że muszę go obejrzeć. Lecz, gdy dowiedziałam się, że powstał on na podstawie książki o tym samym tytule, postanowiłam najpierw ją przeczytać. Rada na przyszłość- najpierw czytamy, później oglądamy. ;)
Główną bohaterką jest osiemnastoletnia Madeline, dla której świat jednak nie stoi otworem. Jest ona chora na bardzo rzadką chorobę, która atakuje jej układ odpornościowy, co jest powodem alergii na wiele czynników. Dziewczyna jest więźniem we własnym domu. Jedynymi osobami z którymi ma kontakt to jej matka, pielęgniarka Carla oraz czasem nauczyciel. Całą jej monotonie zaburza ujrzenie ze swojego okna Olly'ego - syna nowych sąsiadów. Ciągłe spotykanie się spojrzeń oraz wymienianie się wiadomościami, zbliży nastolatków do siebie. Czy nowa znajomość będzie dla Maddy bezpieczna?

Sięgając po tę książkę wiedziałam, że nie będzie to byle jaka historia. Pierwsza miłość chyba zawsze w powieściach jest fascynująca. Na początku wszystko jest takie idealne, gdyż jest to początek nowej przygody. Dopiero później pojawiają się schody, które są w pewnym sensie sprawdzianem. Wszystko jest w rękach zakochanych. To oni powinni decydować o swoim szczęściu. Nie mogą pozwolić, by osoby trzecie wtrącały się do ich związku. Bo jaki to ma cel? Musimy sami podejmować decyzje, ponieważ całe życie to jeden wielki wybór. Nie możemy być sterowani przez innych, gdyż będzie oznaczało to, że jesteśmy słabi. A w całej egzystencji należy być silnym, ponieważ na każdej drodze stoi smutek, ból i cierpienie. Niestety trzeba przez to przechodzić, ponieważ jest to nauka, która da nam szansę, by w przyszłości można było unikać pewnych sytuacji.
Jak się pewnie domyśliliście w powieści "Ponad wszystko", została zastosowana w pewien sposób manipulacja, kontrola nad czyimś życiem.
Polecam zapoznanie się z tą lekturą, gdyż jest to kolejne dzieło, które pokazuje, że pozory mogą zmylić. Nie należy chwycić się argumentów, które są widoczne gołym okiem. W ten sposób można uniknąć wiele sytuacji, a może nawet tragedii. Pozdrawiam!
/Szalony Chomik
Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak to się zaczęło, czyli nasz początek wszystkiego...

Jak wiadomo jesteśmy trójką recenzentek, które mają własne historie, które zapoczątkowały nasze czytanie książek. Mamy nadzieję, że doczytacie do końca. :)

Historia Szczura:

Jak się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Człowiekiem, który ”nauczył mnie czytać” był nauczyciel matematyki pan Hubert Spandowski. Tak, ten Hubert Spandowski. Otworzył przede mną drzwi związane z prozą Stephena Kinga, polską fantastyką i komiksami (to ostatnie jest odrębną historią).
Gdy miałam już odpowiednią wiedzę, chciałam sprawdzić ją w praktyce, więc.. Stop. Dobra. Tak naprawdę to kupiłam sobie Joyland w Biedronce. Niby nic takiego, ludzie robią to od kiedy w tej sieci sklepów zaczęto sprzedawać książki. Sęk tkwi w tym, że miałam jedenaście lat. Przeczytałam ją w tydzień. Widziałam kiedyś pewien artykuł, o tym że ludzie najczęściej zaczynają swoją przygodę z czytaniem od ciekawych lektur szkolnych, Harry'ego Pottera bądź Opowieści z Narnii. Ja zaczęłam w sposób dosyć niestandardowy jak na mój wiek. Po Joylandzi przybył do mnie Uciekinier, Lśnienie i cała seria Mroczna Wieża. Dopiero później zajęłam się z podstawą literatury dla ludzi w moim wieku, czyli właśnie z Harrym Potterem, Opowieściami z Narnii i tym podobnymi. Ogólnie byłam uważana za freaka.
Potem popadłam w książkoholizm. Ciężki książkoholizm, nie ma już dla mnie nadziei, przepadłam wraz z zapoznaniem twórczości Jakuba Ćwieka.

Dlaczego czytam?
Moje życie w podstawówce nie było kolorowe. Rówieśnicy nie traktowali mnie w sposób, w który chciałam być traktowana. Wydaje mi się, że są na tym blogu ludzie, którzy również przechodzili przez podobne sytuacje i mnie rozumieją. Książki traktowałam jako swego rodzaju ucieczkę. Nie jestem w stanie określić, w którym momencie ta ”ucieczka” stała się pasją. Pasją, która koloruje moje życie, bo jak wiadomo „kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jestem szczęśliwą posiadaczką około czterystu książek wszelkiej maści, rozmiaru i treści oraz wieku. Wolę je kupować niż wypożyczać z biblioteki.
Mogę stwierdzić, iż sytuacja, z jaką zmagałam się przez całą podstawówkę nie istnieje już. Jestem osobą dość towarzyską, mam grono wspaniałych przyjaciół. Pasja pozostaje ze mną przez cały czas, próbuję również zarażać nią osoby z mojego otoczenia.

Co czytam?
Czytam głównie literaturę fantastyczną, lubuję się w urban fantasy. Lubię to, gdy klasyka łączy się z nowoczesnością. To jest mój faworyt. Jednak klasykę, taką jak proza Terry'ego Pratchetta, traktuję z wielkim szacunkiem. Z tekstu, który już przeczytaliście można wywnioskować, że jestem fanką horroru. Tak, to prawda. Ostatnio zaczęłam czytać Lovecrafta. Idealnie trafia w moje gusta. Lubię również klimaty przepełnione turpizmem oraz groteską. Przepadam także za kryminałami, ale muszą spełniać dwa kryteria: albo są napisane przez Agatę Christie, albo są w stylu noir. No i na koniec. Jestem fanką postapo oraz S.T.A.L.K.E.R.a. Lubię też biografie, ale tylko osób, które wydają mi się być interesujące lub kiedyś mi zaimponowały. Od pewnego czasu zajmuję się też zgłębianiem historii broni białej.
Nie lubię przesłodzonych historii miłosnych i opowieści, gdzie główny bohater bądź bohaterka to wyidealizowane postacie. Odpycha mnie również ”łatwa literatura”, ale o tym kiedy indziej.


Historia Szalonego Chomika:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem jest w sumie podzielona na kilka etapów. Można rzec, że na wzloty i upadki. Od najmłodszych lat lubiłam, kiedy ktoś mi czytał. Przez to kształtowała się moja wyobraźnia. Kochałam to modulowanie głosem, gdy zapoznawano mnie z jakąś ckliwą historią. Kiedy w końcu nauczyłam się odczytywać te "skomplikowane" znaki, garnęłam się do tego, by poznawać nowe historyjki. Później jakoś się to osłabiło. Znajomość z lekturami szkolnymi ułatwiały mi streszczenia lub moja mama, bądź siostra, które to robiły mi za darmowy audiobook. Pierwszą moją przeczytaną książką był "Ten obcy" autorstwa Ireny Jurgielewiczowej. Zakochałam się w tej książce. Byłam wtedy w piątej klasie podstawówki i cieszyłam się ogromnie, że sama dałam radę oddać się lekturze. Potem sięgnęłam po "Za minutę pierwsza miłość", której autorką była Hanna Ożogowska. Kolejna powieść, która zafascynowała, że "pożerałam" ją kilkakrotnie. Nastał zastój i trwał on aż do gimnazjum. Wtedy poznałam tam moje przyjaciółki oraz współpracownice. Odrodziły we mnie miłość do książek, która została zatarta różnymi bajerami co raczej nie uczyły, a doprowadzały do zastoju w rozwoju intelektualnym.

Dlaczego czytam?
Polubiłam to od nowa. Sprawia mi to radość, że mogę się zatracić w jakąś pięknie opisaną historię, która pozwoli mi żyć marzeniami. A przecież warto marzyć, co nie? Uważam, że również daje mi to możliwość w układaniu wypowiedzi i kształtowaniu swoich myśli, poglądów. Mój zasób słownictwa będzie wzbogacał się, co na pewno doprowadzi do tego, iż mój punkt widzenia na pewne sprawy stanie się głębszy. Poza tym wiążę nadzieje, że poprawność mojej pisowni będzie szła ku doskonałości.

Co czytam?
Czytam co mi wpadnie w rękę, a zazwyczaj są to romansidła. Uczucia odgrywają istotną rolę w naszym życiu i lubię się wdrążać w te tematy. Jak już wcześniej wspomniałam, pochłanianie takich treści przenosi mnie w krainę pragnienia, pożądania. Można tak to ująć, że do każdego dzieła literackiego podchodzę z dużą wrażliwością. Jego odbiór często doprowadza mnie do łez i wtedy rozmyślam nad pytaniem "co dana książka wnosi do mojego życia?".

Historia Fokeuka:

Jak to się zaczęło?
Moja przygoda z czytaniem zaczęła się w dość młodym wieku. Mój dziadek, czyli tata mojej mamy, był jednym z cudowniejszych ludzi jakich kiedykolwiek poznałam. A do tego miałam ten zaszczyt, że był moim dziadkiem i kochał mnie. Jako matematyk zawsze ciągnął do wiedzy i mnie też nią zarażał od najmłodszych lat. W wieku przedszkolnym uczył mnie czytania, grania w szachy, nauki godzin i wielu innych rzeczy. Kiedyś chodził ze mną do biblioteki i pamiętam, że pierwsze moje wizyty tam były jeszcze z elementem wstydu, bo nowe miejsce i pani bibliotekarka patrzy i czeka aż coś wybierzesz.. Wybrałam pierwsze lepsze książki. Jako kilkulatka nie były to jakieś ambitne dzieła. Były to zwykłe opowieści o zwierzątkach, jednak polubiłam czytanie i robiłam to coraz częściej. Wraz z moim dorastaniem sięgałam po coraz grubsze i troszkę bardziej wymagające lektury. Niestety nadszedł taki czas, że dziadek zmarł na zawał i w sumie to był jeden z gorszych okresów mojego życia. Właśnie kończyłam pierwszą klasę podstawówki i mój świat trochę popadł w ruinę, gdy zmarł ktoś tak dla mnie ważny. Dziadkowie mieszkali w kamienicy obok i musiałam tylko przelecieć przez podwórko, więc od 7 rano (kiedyś jeszcze chciało mi się wstawać o takiej godzinie) do 22, a czasem i nawet zostając przez kolejny dzień nie bacząc, że nie było mnie przez dwa dni w domu. Dzisiaj minęło od tego czasu dziewięć lat, jednak nadal za nim ogromnie tęsknię jak również za babcią, która nieuleczalnie zachorowała po tym jak pożegnała dziadka. Czytam do dziś i przez to w jakiś sposób czuję, że mam jakąś nić z dziadkiem, że jest blisko.

Dlaczego czytam?
Czytam, bo lubię. Tak najprościej, ale uwielbiam poznawać różne historie. Podobnie jak w historii Szczura, moje ostatnie dwa lata podstawówki nie były zbyt radosne. Czekałam na to, aż z niej wyjdę. Podczas tych dwóch lat przestałam wychodzić z domu i polubiłam samotność. A tak serio to bycie samym nie jest miłym uczuciem po prostu wtedy to sobie wmawiałam, żeby czuć się lepiej :')
Ale za to miałam ogromne pokłady wolnego czasu , aby móc czytać i przy okazji znalazłam coś, co chciałabym robić w przyszłości. Chcę powiedzieć, że książki dają mi motywację i różne możliwości jak np. prowadzenie tego bloga. Czytam też dlatego, że czytając poszerzam swoje słownictwo, daje mi nowe pomysły pisarskie i uczy gramatyki co jest tak ważne dla tego pokolenia.

Co czytam?
Czytam prawie wszystko. Uwielbiam historie miłosne, fantastykę, a także książki naukowe- i wszystko to, co nie jest biografią i kryminałem. Ostatnio przemogłam się do książek na faktach dzięki książce "O chłopcu, który ujarzmił wiatr." W najbliższej przyszłości planuję przeczytać kilka erotyków, aby zobaczyć czy ten gatunek jest wart uwagi, czy ma jakiś głębszy sens niż sprawy łóżkowe.
"Papierowe miasta" John Green

"Papierowe miasta" John Green


Tytuł:  Papierowe miasta

Autor:John Green
Liczba stron: 393
Ocena: 9/10

Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.

Mój kolega polecał mi Papierowe miasta, a że nie należy on do osób, które czytają, to wiedziałam, że chodzi mu o film. Postanowiłam jednak najpierw zapoznać się z tytułem na papierze, aby wiedzieć więcej i nie rozczarować. Miałam tak samo z innym tytułem tego autora - Gwiazd naszych wina. Mimo że był on cudowny, to przez niego, gdy czytałam, książka straciła cały swój urok. Widziałam sceny z filmu i stwierdziłam, że nigdy więcej tak nie zrobię.
Quentin Jacobsen, a dla przyjaciół Q kończy szkołę średnią. Czekają go studia. Pewnego dnia do jego domu wkrada się koleżanka z młodości Margo Roth Spiegelman, w której od dawna jest zakochany. Prosi go ona o wyruszenie z nim w przygodę trwającą jedną noc, podczas której chciałaby dokonać zemsty na ludziach, którzy ją zdradzili. Chłopak zgadza się niechętnie, jednak po pewnym czasie zaczyna czuć się wspaniale. Następnego dnia Margo nie pojawia się w szkole, a kilka dni później okazuje się, że uciekła. Zostawiła wskazówki, ale czy Quentin zechce ją poszukać i czy da radę rozwikłać zagadki?

Jeśli chodzi o postacie, to były niesamowite i oryginalne, a jednocześnie bardzo realistyczne. Jak już kiedyś wspominałam, rzadko jakie książki potrafią mnie rozśmieszyć, ale w tej teksty bohaterów po prostu wbijały w ziemię.
Postać Margo ma dość trudny charakter, ale nie w negatywnym sensie. Jest ona buntowniczką. Nie chce żyć rytmem, który jest monotonny. Szkoła, praca, rodzina itd. Pragnąc innego życia i chcąc uciec z klatki, porzuca wszystko. Zastanawiam się jednak gdzie chciała uciec, skoro cała Ziemia ma taki sam system. A może po prostu chciała się odizolować?
Wszystko to, co robiła tej nocy z Quentinem było niesamowite. Nie ukrywała swoich emocji i pokazała, co o kim myśli. Osobiście nie zdobyłabym się na taki wyczyn, bo nie lubię łamać przepisów. Ale zazdroszczę jej postawy! Traktowała wszystko dookoła jak coś, co jest jej. Jakby było grą. Wszystko zostało stworzone przez nią i dla niej. Przynajmniej tak to odebrałam.
Zostawiając zagadki - szczerze mówiąc - nie wpadłabym na żaden trop. To po prostu było zbyt trudne i myślę, że pewnie poddałabym się szybko po braku rezultatów. Kto wie, czy nie byłoby inaczej szukać kogoś w Polsce, gdzie tak wiele rzeczy jest nam znanych i nie mamy niedokończonych osiedli? :)
Podczas naszej "podróży" zmieniamy postrzegania na ludzi, którzy wyglądają i zachowują się jak jedna osoba, ale naprawdę są kim innym.
Pióro Greena jest znane głównie przez Gwiazd Naszych Wina. Tym razem zaskakuje w zupełnie nowej odsłonie. A Ty należysz do papierowych ludzi?
/Fokeuek
"Efekt motyla" film

"Efekt motyla" film

Tytuł: Efekt motyla (The Butterfly Effect)
Reżyseria: Eric Bress, J. Mackye Gruber

Ocena: 10/10

Ponoć taki drobiazg jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na drugiej półkuli. ~ Teoria Chaosu


Zacznę od tego, że jestem świeżo po obejrzeniu filmu Efekt motyla. Raczej nigdy nie spotkałam się z tym, żeby kiedykolwiek leciał on w telewizji. Trafiłam na niego na kanale Michała Sikorskiego w odcinku pt. 10 filmów, które zmienią twój sposób myślenia.
Tytuły wzbudziły we mnie ciekawość, zwłaszcza, że o większości nawet nie słyszałam. Należę do osób, które mają w planie coś robić, ale same nie wiedzą kiedy to nastąpi, więc nie byłam pewna, czy którykolwiek kiedyś obejrzę. Tytułu o "zmianie sposobu myślenia" nie wzięłam zbyt poważnie, bo nie sądziłam, że jakiekolwiek filmy mają aż taki wpływ. Trafiłam na odcinek po raz kolejny i podjęłam wybór z czystej ciekawości.

Historia zaczyna się od dzieciństwa Evana Treborna (Ashton Kutcher). Różne okoliczności doprowadzają do niezbyt dobrych sytuacji, które mają wpływ na całe późniejsze życie chłopaka. W późniejszych latach studiuje on psychologię i bada pamięć, która jest kluczowa dla jego życia. Miał za młodu wiele zaników pamięci, co doprowadziło do pustki w wspomnieniach. Odkrywa jednak, że może zmienić przeszłość i tym samym przyszłość.

Jeśli chodzi o samą treść, to można ją przełknąć bezboleśnie i bezmyślnie jak leci, żeby po prostu obejrzeć. Możemy również zgłębić  się w historię i zrozumieć jej głębszy sens.
Efekt motyla był piorunujący. Pokazuje, a może nawet uczy, że mamy większy wpływ na życie nie tylko nasze, ale i całego otoczenia i powinniśmy mądrze to wykorzystywać, ponieważ - w przeciwieństwie do Evana - nie możemy zmieniać biegu wydarzeń. Chociaż bardzo by się chciało, to jednak nie ma czegoś za darmo. Aby jedno było dobrze, to zwykle coś innego musi pójść inaczej i gorzej, niż mogłoby się wydawać.
Przedstawienie tej treści w formie historii miłosnej na pewno przemówi i zachęci do zapoznania się z treścią. Można stwierdzić, że bohater podczas tej... podróży(?) nauczył się kilku życiowych lekcji. Jedną (i chyba tą z bardziej ważnych) był moment zaprzestania egoistycznego działania. W momencie kiedy chciał coś odkręcić, to zwykle na swoją korzyść, jednak w końcu podjął wybór, który możliwe nie był szczęśliwym, jednak na pewno bezpiecznym dla wszystkich.
Naprawdę zachęcam do obejrzenia i wyrażenia własnego zdania na ten temat nawet jeśli dopiero zamierzacie go obejrzeć. Chciałabym poznać Wasze przemyślenia, bo może odebraliście treść inaczej? Pozdrawiam.
/Fokeuek
Diane Rose "Carpe diem"

Diane Rose "Carpe diem"

Tytuł: "Carpe diem"
Autor: Diane Rose
Ilość stron: 464
Moja ocena: 10/10

"Słowo <<kocha>>  jest pewnego rodzaju deklaracją, czego ludzie zdecydowanie nie rozumieją i za często go nadużywają"

Kiedy zobaczyłam post na fanpage'u "Niesamowitego świata książek", od razu zakochałam się w krótkim przedpremierowym opisie utworu "Carpe diem". Obiecałam sobie, że muszę mieć tę książkę. Nie musiałam długo czekać, by dowiedzieć się, że ten sam blog organizuje konkurs, którego główną wygraną było właśnie to dzieło. Oczywiście wzięłam udział i... WYGRAŁAM.
Diane Rose to młoda kobieta, która studiuje prawo, czyta książki, prowadzi bloga "Recenzje z pazurem" oraz została autorką tej cudownej książki. 
Rosalie Heart to dwudziestodwuletnia dziewczyna, której do szczęścia brakuje tylko znalezienia drugiej połówki. Całą jej dotychczasową egzystencje rujnuje fakt, że serce Rose ma pewne wady. Jedynym ratunkiem jest jego przeszczep. Nasza bohaterka godzi się z wyrokiem, który został na nią zesłany. Próbuje żyć według myśli "carpe diem"- chwytaj dzień, która kieruje nią by nie marnować żadnej chwili. Stara oswajać swoich bliskich z tym, że jej kres się zbliża. Co zrobi, gdy "miłość zapuka do jej drzwi"?
Według mnie "Carpe diem" jest arcydziełem literackim. Przepięknie przedstawiona historia, która chwyta za serce. W książce przekazywane jest wiele wartości, które na ogół są zauważalne, lecz przyćmiewa je ludzka głupota.
Większość z nas traci czas na zbędne mankamenty, które nie są istotne. Szukamy problemu tam, gdzie go nie ma. Przejmujemy się opinią innych, która głównie ma na celu przyciąć nam skrzydła. Po co to wszystko? Skupmy się na tym co jest naprawdę ważne. Dążmy do tego, by szczęście było naszym częstszym gościem. Realizujmy obrane przez siebie cele, żeby radość nas nie opuszczała. Czerpmy z życia jak najwięcej, aby w obliczu śmierci nie martwić się tym czego nie zrobiliśmy. Myślimy, że czeka na nas wiele lat. Niestety nikt nie wie, jak długo palić się będzie jego świeczka.
Bardzo polecam zagłębić się w historię przedstawioną w książce "Carpe diem". W wielu momentach sprawiła, że powstawał potok łez. Myślę, że jest to idealny utwór dla tych, którym brakuje motywacji do czegokolwiek. Pokazuje, że nie można stać w miejscu, gdyż nie ma na to czasu.
/Szalony Chomik
"Tam gdzie spadają Anioły" Dorota Terakowska

"Tam gdzie spadają Anioły" Dorota Terakowska

Tytuł:Tam gdzie spadają Anioły
Autor:Dorota Terakowska
Liczba stron:312
Ocena:9/10
"A właściwie czemu wyobrażamy sobie, że Dobro musi być piękne? Przecież ono może tkwić w szpetnej skorupie."


Po książkę sięgnęłam z bardzo prostego powodu. Lekturą w gimnazjum była "Poczwarka", którą zdążyłam przeczytać wcześniej, a zapoznając się z tytułami innych dzieł Doroty Terakowskiej zaciekawił mnie m.in tytuł "Tam gdzie spadają Anioły", więc gdy tylko zobaczyłam ją na bibliotecznej półce zabrałam się do czytania. Dodam tylko, że została ona wyróżniona nagrodą polskiej sekcji IBBY.
Historia zaczyna się kiedy mała Ewa, czyli nasza główna bohaterka widzi anioły i po daremnych próbach namowy rodziców na chociażby spojrzenie za okno, rusza sama do lasu w poszukiwaniu tych niesamowitych istot. Dziewczynka wpada do dołu, a cherubiny zostają zaatakowane przez upadłych. Pokonanie jednego z aniołków rozpoczyna pechowy etap życia dla Ewy, gdyż jej obrońca zostaje pozbawiony skrzydeł.
Może wydawać się, że jest to prosta lektura, jednak ma ona tak wiele głębokich i trafionych przemyśleń, że po prostu czasami trzeba przeczytać coś dwa razy i się nad tym zastanowić, żeby zrozumieć cały sens wypowiedzi.
Mamy przedstawiony model rodziny, która zmienia się, jednak jak zaczyna? Matka, która zajęta jest swoją pracą i nie okazuje uczuć, Ojciec jest natomiast osobą, która wierzy tylko w świat nauki i całe dnie spędza przed komputerem. Dziecko w takim razie wychowuje się samo lub z pomocą babci, która jednak nie może być przy wnuczce cały czas. Opis ten jest dość często spotykany pomiędzy nami. Mimo że może rodzice nie są uzależnieni od komputera, to jednak mogą nie mieć dla nas czasu. Po prostu przedstawiono to  innej formie.
Jeśli chodzi o samą wiedzę, to mamy tutaj na pewno wiele informacji o aniołach i historiach na ich temat. Pokazane jak wiara jest dla nas ważna zwłaszcza gdy potrzebujemy nadziei na lepsze jutro jest prawdziwe. Zwykle to jest "jak trwoga, to do Boga", jednak pozostanie przy nim jest niewątpliwie trudniejsze.
Ciepła opowieść, która daje nam do myślenia, że najważniejsza jest miłość, rodzina i wiara, a nie praca i rzeczy materialne. Uświadamia nas również jak działa efekt motyla. Nawet najdrobniejsza rzecz, którą zrobimy może mieć wpływ na całe dalsze życie własne, ale też kogoś innego.
Zaczynałam czytać z pewnością, że się nie zawiodę i miałam rację. Pisarka idealnie dociera swoim piórem w najgłębsze zakamarki serca. Dokładnie odwzorowane uczucia, które można poczuć podczas czytania. Polecam gorąco!/Fokeuek
"Tango" Sławomir Mrożek

"Tango" Sławomir Mrożek

Tytuł:Tango
Autor:Sławomir Mrożek
Liczba stron:208
Ocena:10/10

"Przez kobietę upadły imperia"
Tango nie było moją pierwszą stycznością z dziełami Sławomira Mrożka. Pierwsze była historia z gatunku science-fiction, która nie zachęciła mnie do jego twórczości.
W szkole oglądaliśmy spektakl teatralny "Tango" dzięki czemu postanowiłam przeczytać książkę.
Rzeczy dzieją się w mieszkaniu Stomila i Eleonory. Panuje totalna anarchia. Tymczasem syn Artur jest uczącym się i opanowanym młodym człowiekiem, który pragnie się zbuntować, jednak sam nie wie przeciw czemu- przecież może wszystko...
Historia nie jest długa, ale na pewno dająca do myślenia. Każdy z nas przecież prędzej czy później chce zrobić coś komuś na przekór. A tutaj żeby zrobić na przekór należy stworzyć władzę i jakieś zasady, czyli to, przeciwko czemu walczy dzisiejsza młodzież, czyż nie?
Zachowanie ludzi raczej jest odwzorowane na nasze podobieństwo. Czy zmienienie ich miejscami jeśli chodzi o wiek mogło być zrobione przez to, żeby bardziej do nas przemówiło? Możliwe...
I zakończenie. Ktoś musiał wygrać. Porządek lub nieporządek w tym wypadku. Anarchia i chamstwo, które wygrało było raczej przewidywalne. A wiecie dlaczego? Ponieważ zwolenników ładu i porządku było mało. Większość była za starym porządkiem o który walczyli. Nie wiedząc, że wygrywając bezprawie sami stracą jakiekolwiek moralne wartości. Chamstwo wygrywa, bo jest dzisiaj bardziej pożądane. Powszechne zepsucie człowieczeństwa zostało przedstawione tu idealnie. Polecam najgoręcej, bo żeby wczuć się w klimat i ją zrozumieć, to trzeba doświadczyć. Na pewno pióro pana Mrożka zachwyciło mnie w takiej formie i będę do niej powracała nie raz./Fokeuek
"Romeo i Julia" William Shakespeare

"Romeo i Julia" William Shakespeare

Tytuł: Romeo i Julia
Autor:William Shakespeare
Liczba stron: 123
Ocena:10/10

"Jako obcego za wcześnie ujrzałam!
Jako lubego za późno poznałam!
Dziwny miłości traf się na mnie iści,
Że muszę kochać przedmiot nienawiści"

Ostatnio czytając wiersz Dagi Duke o Romeo i Julii przypomniała mi się ich historia, która jest jedną z moich ulubionych. Może zacznę od tego, że przygoda z Shakespear'em zaczęła się we wczesnych latach podstawówki, gdy bardzo chciałam zgłębić się w bardziej ambitną literaturę i sięgnęłam po coś, czego byłam najbardziej ciekawa. Na początku czytałam bardzo mozolnie. Jest to dramat, więc zostały tylko dialogi bez żadnych opisów.
Życie autora jest dość ciekawe, jednakże poruszę go w innych dziełach, bo sądzę, że zostanie ich więcej zamieszczonych, ponieważ wielu ludzi słyszało lub przerabiało w szkole "Romeo i Julię", jednak nie każdy przerobił jej treść, więc za wiele nie wie. Dlatego chcę tu gorąco polecić, ponieważ całość nie jest długa, a na pewno ciekawa.
Dodam, że nie znoszę spolszczenia nazwiska autora SZEKSPIR. Bolą mnie od tego oczy, więc piszę takie, jakie jest ono naprawdę.
Rzecz dzieje się w Weronie za panowania Eskalusa. Żyją tam też dwa nienawidzące się rody: Kapuletich i Montekich. Jak pewnie wielu wie dzieci z tych rodów, czyli z rodu Kapuletów Julia, a z Montekich Romeo, zakochują się w sobie na balu maskowym. Niespodziewane jest to, że dziewczyna nie wie, kim jest tajemniczy jegomość.
Wątek miłosny, nie ukrywajmy jest tu najważniejszy. Całość obraca się między relacjami naszej tytułowej pary, której los rzuca co chwilę kłody pod nogi. Mimo że problemów jest wiele, to znajdują się ludzie chętni do pomocy. Oczywiście jest dużo opinii na temat tego wątku, że chłopak był niedojrzały. Łatwo się zakochiwał,a sama Julia była bardzo młodą dziewczyną i relacje te były chore, jednakże tego w książce nie znaleźliśmy i można tylko gdybać.
Kolejny motyw, to sytuacja rodów z których wywodzili się kochankowie. Wydarzenia które się działy przez całą historię miały jakiś cel i dotyczył on wielu ludzi. Cel poznacie zupełnie na końcu, więc nie będę spojlerować.
Osobiście uważam, że jest to jeden z najlepszych utworów, a jednocześnie w swej prostocie najmocniej urzekających.
Polecam wszystkim zwłaszcza, że w podstawie programowej jest obowiązkowy. Lepiej przeczytać wcześniej z przyjemnością, niż później z przymusu na ustalony termin, czyż nie?/Fokeuek
"TATUAŻ" Daga Duke

"TATUAŻ" Daga Duke

Tytuł:TATUAŻ
Autor:Daga Duke
Liczba stron:73
Ocena:10/10

"TAm w ciemności TUtaj na ziemi AŻ w niebie"

A oto druga część książki "W stronę życia", która ma miejsce już 6 lat później.
Tym razem rozpiszę się o autorce, ponieważ gdybym zrobiła to w pierwszej części, to zakończenie byłoby z góry wiadome.
A więc kobieta jest matką czwórki dzieci, ma męża, współpracuje z Ośrodkiem Odnowy w Duchu Świętym i pomaga takim właśnie zagubionym duszyczkom, które potrzebują Boga oraz drugiego człowiek i jego pomocnej dłoni.
W pierwszej części poznaliśmy życie młodej dziewczyny, która przechodziła przez piekło uzależnienia, a teraz opowiada o dawnych ludziach, wspomnieniach i sile jaką dostała.
Wspomnienia o bliskich ludziach wzruszyły mnie. A to dlatego, że każdy z nich miał własną historię, która skończyła się lepiej bądź gorzej, a pamięć została.
Tym razem rozdziały są po zmartwychwstaniu  Jezusa. Osobiście odbieram jako takie powstanie i odbicie się od dna, żeby móc żyć. W dalszym ciągu po każdym rozdziale jest jakiś piękny wiersz i mimo, że ciężko czasami rozczytać jakie są poszczególne słowa ze względu na dziwną czcionkę, to jednak po głębszym zrozumieniu reszty nie jest tak źle.
Są tu również historię osób, które przeczytały tę książkę, albo po prostu osób uzależnionych. To cudowne, że tak wielu ludzi chciało się podzielić swoją cząstką życia i problemu. Czyż dzięki temu ludzie nie czują się lżej?
Problemy uzależnień są teraz coraz częstsze co może przerażać, ale jest możliwość z tego wyjścia. Najlepiej nie zaczynać wcale. Ciekawość prowadzi do piekła, ale niekoniecznie do takiego o jakim myślą ludzie, a po prostu piekło dnia codziennego. Pamiętajmy doceniać bliskich nam ludzi i to, że szpanowanie, albo pokazywanie komuś, że coś możemy, wcale nie oznacza, że jesteśmy lepsi.
Naprawdę polecam. Książka krótka, jednak bardzo głęboka i refleksyjna. Zapraszam również do lektury pierwszej części./Fokeuek
"W stronę życia" Daga Duke

"W stronę życia" Daga Duke

Tytuł:W stronę życia
Autor:Daga Duke
Liczba stron:85
Ocena:10/10

"Julia końca XX wieku nie stoi na balkonie, nie wzdycha. Ona chodzi po przedmieściach i spod grubo umalowanych warg śle uśmiechy do przechodniów. Nad ranem znów wróci do domu, wypije zimną kawę, ukołysze do snu Romeo, który na zimnym materacu, w milczeniu umiera na AIDS." 

Wiem, że dość dawno nie było recenzji, jednak jest tak ciepło,że aż nie chce się siedzieć w domu, a tyle obowiązków i spotkań również nie pomagają w pisaniu. Teraz jednak wracamy z nowym powerem. Książkę tę pożyczyła mi moja kuzynka, mówiąc, że ma ją z pielgrzymki. Chodzi o przekazywanie jej treści dalej.
Historia polki Dagi jest prawdziwa. Jest to niczym pamiętnik własnych odczuć, które zawierają też przepiękne wiersze i skłaniają do refleksji.
Przygoda dziewczyny zaczyna się kiedy już jako dorosła osoba wspomina wydarzenia sprzed lat. Chodzi tutaj o upadek przez nałogi. Miotana przez życie oddaje swój los Bogu.
Całość nie jest długa, więc jej czytanie idzie sprawnie. Można naprawdę odczuć emocje wypływające z jej kart.
Rozdziały są przedstawione w postaci drogi krzyżowej przez życie i problemy. Łatwo zauważyć, że człowiek jest istotą, która często upada i nie ma siły wstawać, albo taką, która często błądzi, ale to nie znaczy, że Bóg się od nas odwróci, a wręcz przeciwnie. Będzie szukał swoich zaginionych owieczek ze stada. To jest naprawdę piękne zwłaszcza, że nie za bardzo wierzyłam w to, że jakieś momenty w naszym życiu dzięki drobnym gestem ku naszemu Ojcu mogą zmienić tak wiele rzeczy.
Przerażającą stroną historii jest to, że tych ludzi było o wiele więcej, jednak nie mieli oni tyle szczęścia. Ten świat tak bardzo nam bliski, a jednak tak bardzo oddalony wydaje się zupełnie jak z jakichś filmów, jednak to prawdziwe życie i prawdziwe problemy.
Widzimy jak w naszym życiu ważna jest wiara i bliscy ludzie, którzy wątpią, pomagają, a czasami wrzucają prosto w dno. Trzeba pamiętać, żeby żyć szczęśliwie i tak, aby nic nie panowała nad naszym życiem. Po prostu żyjmy :)
Polecam tę książkę każdemu kto wątpi w cuda, oraz nie ma siły iść przez życie, a także dla tych, którzy potrzebują nadziei./Fokeuek
"Byliśmy łgarzami" Emily Lockhart

"Byliśmy łgarzami" Emily Lockhart

Tytuł: Byliśmy łgarzami 
Autor: Emily Lockhart
Liczba stron:247
Ocena:9/10

"Nie akceptuj zła, które możesz zmienić."

Książka okazała się dobrym strzałem już po kilkunastu zdaniach. Wciągnęła i zauroczyła. I pomyśleć, że taki interesujący tytuł odkryłam dopiero teraz.  Autorka napisała coś nie do końca radosnego, a jednocześnie zastanawiającego. Na okładce jest komentarz autora "Gwiazd naszych wina" Johna Greena, że jest to dzieło inteligentne i w pełni się z tym zgadzam.
Na początku poznajemy rodzinę Sinclairów. Bogaci, władczy, nieugięci-tacy oni są, a może takich chce ich widzieć dziadek? Każde lato rodzina spędza czas na prywatnej wyspie Beechwood.
Nasza główna bohaterka ma na imię Cadence i żyje tak sielankowo jak reszta. Jednak jeden wypadek zmienia jej życie i musi sobie z nim poradzić.
Opowieść w pierwszym odruchu można byłoby uznać za dość typową, jednak prawdziwe myśli, które są np. egoistyczne nie zostały wymazane z jej kart przez co całość jest nam bliższa, bo przecież każdy z nas ma drugie ciemniejsze dno, choćby nie chciał się przyznać.
Maski, które każdy z nas zakłada widać w tej historii jeszcze bardziej. Majętni ludzi muszą ukrywać wszystkie złe emocje. Nie mogą pokazywać ludziom swoich słabości. Siła i władza. U bogaczy zawsze wszystko musi być jak najlepiej. W końcu to bajkowe życie, czyż nie? Nie tutaj. Kiedy widzimy tylko wnętrze, na kartach tej książki wchodzimy w głąb i odkrywamy prawdę, która jest taka, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a nie robotami. Mamy przed sobą życie, a pieniądze nie gwarantują szczęścia.
Motyw relacji między ludźmi jest dość chłodny. Przynajmniej tak to wygląda. Słuchanie się kogoś mimo tego, że się nie zgadzamy z poglądami lub pomysłami drugiej osoby jest irytujące zwłaszcza kiedy próbujemy się wczuć w postać i zdajemy sobie sprawę z niektórych głupich wyborów naszej Cadance. Na pewno jest to emocjonalna książka.
Zakończenie szczerze mówiąc zbiło mnie z nóg, bo nie pomyślałabym, że tak potoczyły się wydarzenia. Całość jest mieszaniną czasu przeszłego i teraźniejszego. Zostanie w mojej pamięci. Jej treść mnie przechytrzyła, dlatego dziękuję autorce za takie dzieło.
Historia przypomina trochę tak jak to zostało w niej powiedziane "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte. Jednak czy miłość tutaj skończy się jak w tamtej powieści o Heathcliffie? Miejmy nadzieję, że nie, ale tego dowiecie się tylko zapoznając z treścią.
Serdecznie zapraszam, bo bardzo lekko się ją czyta i nie zanudza ani na chwilę.Ukazuje nam głębię ludzkich emocji i to, jak delikatna jest nasza psychika.../Fokeuek
"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" William Kamkwamba, Bryan Mealer

"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" William Kamkwamba, Bryan Mealer

Tytuł:O chłopcu, który ujarzmił wiatr
Autor:William Kamkwamba i Bryan Mealer
Liczba stron:309
Ocena:10/10

"Teraz wszyscy się śmialiśmy, bo dopiero kiedy nastawały lepsze dni, można było się przyznać, że bywało gorzej."

Z tytułem zostałam zapoznana przypadkowo, a opis książki wydał się interesujący, toteż czytanie zaczęłam z wielką przyjemnością. Nie rozczarowałam się. Nie ma tutaj wampirów czy magicznych stworzeń, które są tak ciekawe, a mimo to historia jest prawdziwa i bardzo wciągająca.
Naszym bohaterem jest William Kamkwamba, który jako mały chłopiec mierzy się z wieloma przeciwnościami losu i przez wiele wydarzeń dochodzi do momentu, gdzie dzięki swojej determinacji i wierze, buduje wiatrak i wytwarza elektryczność z siły wiatru.
Całość to nie tylko dążenie. Jest tam mnóstwo o wierzeniach tamtejszych ludzi, co jest nowe i takie nieznane, że aż chce się bardziej zgłębić ich kulturę.
Są tam chrześcijanie, którzy wierzą w Boga. To pokazuje jak daleko się od siebie znajdujemy, a jak niewiele się różnimy i to nie tylko w tej kwestii.
Kultura, jedzenie, zachowania- to wszystko wyobrażałam sobie inaczej i nie spodziewałam się, że to pomimo swej zwyczajności tak mnie urzeknie. Nie chciałabym może tam mieszkać, ale podziwiam ludzi, którzy są oszczędni, ciężko pracują i żyją z dnia na dzień licząc, że ich los kiedyś będzie lepszy.
Najbardziej zaciekawił mnie chyba sposób zawierania małżeństw, który tak bardzo różni się od naszego. Jest to bardzo żmudny proces, jednak na pewno cały trud i poświęcony czas się opłacą.  Był to krótki wątek, jednak naprawdę wiele z nich po prostu zapada w pamięć i aż chce się o tym dowiedzieć więcej.
Efekt motyla to dość istotna sprawa. Przynajmniej w tej historii. Wiele sytuacji miało swoje następstwa, także możliwe, że gdyby nie to co złe, to William nie ujarzmiłby wiatru. Kto wie jakby to wyglądało? Na pewno warto zwrócić na to uwagę, bo wiele się dzieje.
Pomimo wielu przeciwności losu cel został osiągnięty. I widzi się to kompletnie inaczej, kiedy czytamy coś wymyślonego, a coś, co zdarzyło się naprawdę. Prawdziwość tej historii dodaje takiej otuchy. Mnie osobiście również zdeterminowało to, że można osiągnąć wszystko nie mając niczego oraz właśnie tylko, a może aż odrobinę tej wewnętrznej siły i można stworzyć naprawdę wiele i nie mam tu na myśli tylko rzeczy materialnych.
Polecam tę książkę szczególnie dla tych, którzy mają mało wiary w siebie i swoje marzenia i tym, którzy potrzebują determinacji jak np. chorzy, zagubieni, aby nigdy nie tracić nadziei na lepsze jutro./Fokeuek


"Przytul pokochaj, zostań" Anna Ginter

"Przytul pokochaj, zostań" Anna Ginter

Tytuł: "Przytul, pokochaj, zostań"
Autor: Anna Ginter
Liczba stron: 210
Ocena: 9/10

"A ja nadal ukrywam swój ból przed tymi, których kocham i płaczę częściej, niż myślą."

Pozycja ta wydała mi się interesująca przez tytuł. Kiedy przeczytałam opis czułam, że chciałabym zgłębić jej treść. Wiedziałam, że tematy w tej książce są tymi, które najbardziej do mnie przemówią i nie myliłam się, ponieważ poruszyła wiele ważnych kwestii.
Historia zaczyna się, kiedy główna bohaterka Alina opowiada o swoim dzieciństwie. Nie było one zbyt wesołe już od najwcześniejszych lat. Nie zaznała rodzinnego ciepła, chociaż była bardzo uczuciową dziewczynką pragnącą bliskości i miłości. Niestety powtórzyła błędy swojej mamy i nie nauczyła dzieci, czego powinna.
Minęło wiele lat, jednak kobieta często wraca do swoich wspomnień, które są pięknie opisane. Powiewają melancholią związaną z samotnością i smutkiem z powodu lat, które już przeminęły i nie wrócą.
Poruszony aspekt samotności na pewno nie jest nam obcy zwłaszcza, że mamy w swoim życiu takie momenty, gdzie te uczucia nas wypełniają i czujemy, że brak nam drugiej osoby. Tutaj jest to również nieobecność kogokolwiek, ponieważ najbliższa rodzina opuściła Alinę. Dlatego tak istotne są dla niej wspomnienia.
Budowanie relacji od zera na pewno nie jest łatwą sprawą i często jest prawie niemożliwa zwłaszcza, że tak wiele trzeba zacząć i rozbudować, aby stworzyć zaufanie i głęboką więź.
W sumie całe dzieło jest zbudowane z cząsteczek uczuć, z którego każdego jest po trochu. Czasami można poczuć emocje od naszej bohaterki.
Jedyną rzeczą z jaką miałam problem to było zbyt szybkie przeskakiwanie z jednego wątku do drugiego i wspomnienia, które były co chwilę przez co nie wiedziałam co się dzieje i w jakim momencie się znalazłam, jednak po jakimś czasie się unormowało.
Mam nadzieję, że Wam też spodoba się ta pozycja, ponieważ jest w niej odzwierciedlenie każdego z nas i uczuć, które nas ogarniają, dzięki czemu każdy poczuje bliskość do tego dzieła. Nie uważam, żeby czas jaki poświęciłam był zmarnowany.
/Szalony Chomik

"BYŁ SOBIE PIES" William Bruce Cameron

"BYŁ SOBIE PIES" William Bruce Cameron

Tytuł:BYŁ SOBIE PIES
Autor:William Bruce Cameron
Liczba stron:391
Ocena:10/10

Cytatów umieszczam kilka, ponieważ bardzo mi się spodobały :)

"Ten świat jest naprawdę pomerdany!"


"Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował."


"Psy mają ważne obowiązki, jak na przykład szczekanie, gdy dzwoni dzwonek u drzwi, natomiast koty są w domu ogólnie bezużyteczne."



Było dużo reklamujących postów na temat filmu pt. "Był sobie pies", który powstał na podstawie książki o tym samym tytule autorstwa W. Bruce'a Camerona. Nie sposób było ich nie zauważyć, jednak samą treść historii poznałam z powodu wygranej w konkursie tego właśnie dzieła i pozdrawiam pana Zbyszka, który ją pakował :) 
Gdybym mogła dać jej wyższą ocenę, to na pewno bym to zrobiła, ponieważ w tym wypadku według mnie reklamy nie kłamią i śmiało można powiedzieć o czymś cudownym.
Historia zaczyna się, gdy na świat przychodzą szczeniaki. Nie mają one miejsca wśród ludzi. Żyją w lesie walcząc o przetrwanie i pożywienie. Wszystko się zmienia, gdy przybywa w tamto miejsce hycel i zabiera psy do innego domu, które nie wiem czy można nazwać schroniskiem. Mimo wszystko tam nasz główny bohater rozpoczyna życie, które wskaże mu jego przeznaczenie.
Całość wywołuje sprzeczne emocje, które towarzyszą cały czas. Już pierwsze zdanie wywołało u mnie wybuch śmiechu, jednak były też momenty w których płakałam nad losem postaci. Świetne operowanie opisywaniem sytuacji z perspektywy psa.
Było mnóstwo osób, jednak nie wszystkie tak dobre jak mogłoby się wydawać. Wiele było stresujących momentów w których miało się ochotę krzyknąć: "Jak możesz nie wiedzieć kto to zrobił? No zrozum go!". Prośby zostały wysłuchane po dłuższym bądź krótszym czasie w którym wplecione było moje zdenerwowanie i napięcie spowodowane niewiadomą dalszych wydarzeń.
Książka nie schodziła przez rok z list bestsellerów i pełną stanowczością mogę powiedzieć, że zasłużyła na to i mam nadzieję, że jego ekranizacja jest tak dobra i była robiona z równą miłością z jaką jest napisana historia.
Miłość między chłopcem, a jego psim przyjacielem jest bardzo głęboka i życie spędzone razem , które miałam możliwość przeżycia z nimi było cudowną przygodą, której na pewno nie zapomnę. 
Takim oto sposobem poznałam niesamowite pióro autora i na pewno sięgnę po inne jego książki.
Zakończenie pozostawiło mnie w lekkiej melancholii. Dla jednych może skończyć się dobrze, a dla innych nie. Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że Wy także. Jeśli przeczytaliście lub dopiero macie zamiar się za nią zabrać, to dajcie znać i napiszcie jakie w Was wzbudziła uczucia.
Mojemu psu się spodobała i też zabrał się za jej treść ;) /Fokeuek
Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger