"Medytacje o 6:38" Ewa Woźniak Ostrowski

"Medytacje o 6:38" Ewa Woźniak Ostrowski

Tytuł:Medytacje o 6:38
Autor:Ewa Woźniak Ostrowski
Ilość stron:77


Kto z nas nigdy nie oddawał się myślom oddalonym od nas samych o wiele kilometrów, a nawet światów? Nie marzył, gdy leżał czekając aż sen otuli go tak, jak kołdra pod którą szukał ciepła? Podczas kąpieli czy słuchania muzyki? Jak wiele niespełnionych myśli przewinęło się przez nasze głowy?
Jakże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Medytacje o 6:38 to zbiór wierszy. Myślałam, że to przemyślenia złączone w jedno, a tutaj wszystko jest oddzielne, a jednak łączy je dusza z którego ta poezja pochodzi.
Teraz nadszedł okres skłębionych myśli z którymi nie wiemy co robić. Najczęściej marzymy, a także bawimy się w poetów, którzy nadają kolory swojemu życiu, dlatego cieszę się, że w tym czasie mogłam oddać się zadumie nie tylko nad swoim jestestwem, ale też nad otaczającym światem. Człowiek może popaść w melancholię :)
Nigdy nie przepadałam za czytaniem wierszy, jednak większość z tych, które przeczytałam bardzo mi się spodobało. Wydaję mi się, że to przez to, że każdy człowiek tak naprawdę dąży do tego samego, czyli do miłości, szczęścia, bezpieczeństwa czy bycia potrzebnym.
Oczywiście nie mamy tutaj tylko utworów poetyckich o charakterze uczuciowym, ale też o otaczającej nas rzeczywistości i to niekoniecznie w pozytywnym wydźwięku. Mojego faworyta umieszczam poniżej.

WSPÓŁCZEŚNI

Otoczeni cyberprzestrzenią
Zapomnieliśmy kochać.
Głębokie spojrzenia w oczy
Zamieniliśmy na ekrany monitorów.
Nasze młodzieńcze marzenia
Zagubiły się na drogach sukcesu.
Pogoń za szczęściem
Zamieniliśmy na monety.
I tylko czasem,
Gdy nie możemy już złapać oddechu,
Ścielą się przed nami dzikie plaże
 I gwiazdy.
I słyszymy czyjeś słowa,
Zagrzebane na dnie pamięci 

Cieszę się, że coraz więcej ludzi podejmuje się problematyki jak to technologia odbiera nam człowieczeństwo, ponieważ więcej uczuć okazujemy do ekranów laptopów, niż do drugiego człowieka. Coraz mniej rozmawiamy, bo wszyscy siedzimy z nosem w telefonach i izolujemy się, a warto przecież poczuć bliskość drugiej osoby, ciepło i troskę jaką nas ktoś otacza.
Język jest prosty, więc nie zniechęcają nas jakieś trudne metafory. Mamy wiele sytuacji, które odnoszą się do naszego życia, dlatego miło jest czytać o problemach, które są wszędzie. Tak, jakby się czuwało w oczekiwaniu na lepsze z drugą osobą.
Żałuję tylko, że przeminęła już ta piękna polska złota jesień, ponieważ możliwość doświadczenia jakichś uczuć z wierszem jest o niebo lepsza i daje większy odbiór emocji jak i własnych przemyśleń, niż suche czytanie.

Przez park jesienny idę, Zanurzam stopy w liściach I słucham ich protestu. [...]  
Wdycham powiew wiatru,Który grał na nich, Póki nie opadły. Wtapiam się w szelest Ich przemijania [...]




Polecam najgoręcej i zachęcam do przeczytania, ponieważ potrafią pochłonąć bez rezsty. Wszystkie nasze myśli jednocześnie się porządkują i są chaotyczne i to się chyba nigdy nie zmieni. Najważniejsze to nie dać się zwariować przed nadejściem wiosny./Fokeuek
"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

"Początek wszystkiego" Robyn Schneider

Tytuł: "Początek wszystkiego"
Autor: Robyn Schneider
Ilość stron: 318
Moja ocena: 10/10 

Pomyślałem o tym, czym stają się różne rzeczy, kiedy już ich nie potrzebujemy, i co czeka na nas w przyszłości, kiedy już poradzimy sobie z naszymi osobistymi tragediami i  udowodnimy, że ostatecznie można je przetrwać. 

Po Początek wszystkiego sięgnęłam zupełnie przypadkowo, ponieważ kiedy szłam do biblioteki szkolnej, zamierzałam wybrać inną pozycję. Do przeczytania właśnie tej powieści nakłoniła mnie pani nauczycielka, która powiedziała, że zapoznanie się z nią będzie dla mnie wielką przyjemnością.
Po opisie znajdującym się na rewersie lektury pomyślałam, że będzie to kolejne romansidło, którego historia będzie się toczyć typowym schematem dla tego gatunku literackiego. Może trochę tak było, jednakże po głębszym wniknięciu i zatraceniu się w dzieje bohaterów stwierdziłam, iż nie jest to zwykła oklepana powiastka.
Ezra Faulkner to szkolna gwiazda sportu, która na pewno nie narzeka na brak popularności. Jednakże sielskie życie oraz kariera sportowa legła w gruzach, kiedy chłopak doświadczył poważnego wypadku. Powrót do szkoły nie sprawia mu radości, ponieważ wie, że nic nie będzie tak jak dawniej. Kiedy przypadkowo spotyka Cassidy Thorpe nie ma świadomości, że to ona zmieni jego życie.
Jak już wspomniałam, łatwo idzie się domyślić, że tą dwójkę coś połączy. Tylko, czy to chciała przekazać autorka? Czy miała na uwadze to, by odbiorca tak szybko zdał sobie sprawę co kryję się pod stronami utworu?
Książka jest napisana prostym językiem, który wywołuje u czytelnika mieszankę różnych uczuć. Osobiście lubię zapoznawać się z takimi lekturami, które pokazują jakie życie jest naprawdę. Przecież każdy dobrze wie, że nie ma się przez cały czas "łoża usłanego różami". Wiele razy doprowadzała do śmiechu, ale również do wyciszenia i zastanowienia się, o co tu tak naprawdę chodzi.
Polecam ją osobom, które myślą, że ich początek wszystkiego zaczął się już dawno. Nie zapominajcie kochani, że los nam płata różne figle, które raz będą coś wnosić, a raz zabierać. Ważne jest, by mimo wszystko nie poddawać się i dążyć do czegokolwiek, by później nie żałować, że nic się nie zrobiło. Gorąco zapraszam do jej przeczytania!
/Szalony Chomik

"Koralina" Neil Gaiman vs. "Koralina i tajemnicze drzwi"

"Koralina" Neil Gaiman vs. "Koralina i tajemnicze drzwi"



Tytuł: Koralina
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 103

Imiona tracimy jako pierwsze, tuż po utracie oddechu i bicia serca. Trochę dłużej zostają nam wspomnienia.


Koralina i tajemnicze drzwi
 to dość nietypowa pozycja, która jest odradzana młodszym widzom, liczącym na miłe spędzenie czasu w sielankowym świecie. Mimo iż wyszła ona w 2009 r. to nadal budzi we mnie fascynację i czuję, że wielu rzeczy jeszcze nie odkryłam. Oglądałam to jakieś pięćdziesiąt razy i nadal nie jest mi mało.

Do czego jednak się odnosi tytuł? Otóż niedawno szukając jakichś głębszych teorii na temat świata Koraliny, znalazłam książkę, która zainspirowała do powstania tej animacji.
Nie wahając się długo zakupiłam ją i zaczęłam tę przygodę od drugiej strony. Tej oryginalnej.
Tak właśnie przedstawiam Wam moją osobistą opinię i jednocześnie porównanie książki i bajki.


.
Powieść Neila Gaimana opowiada o jedenastoletniej dziewczynce, która wraz z rodzicami wprowadza się do tajemniczego "Różowego pałacu". Rozczarowana jest zdziwaczałymi sąsiadami, brakiem zainteresowania ze strony ojca i matki oraz jakichkolwiek rozrywek. Aż tu nagle znajduje drzwi! Liczy na niesamowitą przygodę. Jej marzenia spełniają się, ale chyba nie w takiej formie w jakiej by chciała...

Ta część w sumie nie różni się wiele od ekranizacji aczkolwiek uważam, że Koralina w filmie, mimo iż ma jedenaście lat, jest dojrzała jak na swój wiek. Natomiast w książce dziewczynka jest przesadnie dziecinna, mam takie wrażenie.
Dalsza część obu produkcji jest kompletnie inna, a p przynajmniej chronologia tego, co się działo. Usunięto również niektóre mniej ważne wydarzenia.

Nie wiem czy to przez to, że jako pierwsze obejrzałam bajkę, ale uważam, że ekranizacja jest o wiele lepsza. Wszystko jest ciekawie ułożone i takie płynne. Tymczasem opowieść Neila Gaimana odbiera wiedźmie to okrucieństwo, które jest w niej tak niepokojące.

Pamiętacie może Waybi'ego? W pierwowzorze go nie znajdziecie. Nasza bohaterka nie dostaje więc od niego lalki, a historia jego babci jest wymyślona przez twórców filmowej adaptacji. To nie jedyne różnice. Jedna wizyta zamiast trzech i wypuszczenie dziewczynki dobrowolnie to kolejne rażące kontrasty. Rozłożenie tego w wersji ekranowej jest o niebo lepsze i wydłuża coś, co jest naprawdę ciekawe.

Jedną z irytujących rzeczy, które troszkę zepsuły radość, to wiele sytuacji, gdzie dziewczynka poprawiała innych, gdy źle wymawiali jej imię. Kiedy czyta się cały czas jeden wyraz, to może się już robić nudne.

 -Nazywam się Koralina, nie Karolina, Koralina -poprawiła Koralina.

Podsumowując uważam, że film jest lepszy, a książkę można byłoby rozwinąć w taki sposób, żeby czytelnicy mogli odkrywać kolejne tajemnice obu światów.
Od czasu wyjścia na ekrany bajka nie schodzi u mnie z pierwszego miejsca uwielbianych pełnometrażowych produkcji, dlatego też dziękuję za trud włożony w pracę nad całością Koraliny na ekranach, a jeszcze większe podziękowania dla autora książki, bo bez niej nie byłoby tej cudownej i (sami przyznajcie) oryginalnej historii.

Dajcie znać czy czytaliście/oglądaliście Koralinę i jak Wam się spodobała. Pozdrawiam
/Fokeuek

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Światowy Dzień Pluszowego Misia

Dzisiaj jest 15 listopada. Zapewne każdy z Was myśli, że to kolejny zwykły szary, i deszczowy dzień naszej kochanej polskiej jesieni. A co powiecie na kilka promyków (dziecięcego) szczęścia? Otóż nasi drodzy czytelnicy, dzisiaj jest Światowy Dzień Pluszowego Misia.

Najlepszy przyjaciel, idealny słuchacz i największy powiernik naszych sekretów oraz wspaniały obrońca, kiedy miewaliśmy koszmary. Na pewno w każdym domu znajduje się ta wspaniała maskotka, która w dzieciństwie pełniła właśnie takie role.

Warto wiedzieć, że pluszowy miś był najpopularniejszą zabawką w Europie już w XIX wieku. To właśnie na tym kontynencie powstawały jego masowe produkcje, które później były eksportowane do Stanów Zjednoczonych.

Nazwa Teddy Bear, która określa naszą ukochaną przytulankę wzięła się od imienia dwudziestego szóstego prezydenta USA - Teodora Roosvelta. Dlaczego akurat od niego?
Jego wielką pasją były polowania. Podczas jednego z nich postrzelono małego niedźwiadka. Kiedy głowa państwa zobaczył strach w oczach niewinnego zwierzątka, kazał go wypuścić. Cała historia została przedstawiona w formie komiksu, który stał się sławny wśród producentów zabawek, a ci już wiedzieli jak to wykorzystać.










Dzisiaj w każdym sklepie z zabawkami znajdziemy tego (nie)zwykłego pluszaka. Często również możemy ujrzeć go w znanych powieściach lub produkcjach filmowych. Któż nie zna takich bajek jak Kubuś Puchatek, Miś Yogi, Miś Uszatek, Gumisie, Troskliwe misie, Miś Paddington, Mój brat niedźwiedź.

Stał się również symbolem pomocy, dzięki akcji charytatywnej Podaruj Misia organizowanej co roku przez stację telewizyjną TVN, Akcji Miś czy Fundacji Burego Misia na rzecz osób niepełnosprawnych.


Widzicie ile dobrego robi ta zwyczajna maskotka. Czy nasz świat byłby taki sam bez tego mięciutkiego zwierzaka?

Jeśli macie ochotę, to w komentarzach wysyłajcie zdjęcia z własnymi przytulankami. Niech Dzień Misia idzie pełną parą. A oto Wasze blogerki ze swoimi przytulankami. 💖





                                 
Szalony Chomik                                                       Fokeuek


                                                    Szczur
W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku. -  Krystyna Chiger, Daniel Paisner

W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku. - Krystyna Chiger, Daniel Paisner


Tytuł:W ciemności. Dziewczynka w zielonym sweterku
Autor:Krystyna Chiger, Daniel Paisner
Liczba stron:288


"
Strzelał do człowieka bez powodu, zmieniał zdanie bez powodu. Zabijał nawet dzieci. Jakże on nienawidził żydowskich kobiet i dzieci, a zwłaszcza <<brudnych żydowskich dzieci>>. Ojciec mawiał, że Josef Grzimek wolał martwe dziecko od brudnego. Taki był nasz pogromca zwyciężonych"
Jak może pamiętają nasi dziadkowie i krewni czasy II wojny światowej były dla wielu z nich niczym walka o przetrwanie. Nie był to okres splamienia krwią tak wielu ludzi tylko u nas, jednak chciałabym skupić się dzisiaj właśnie na części Polskiej historii. Na książkę trafiłam krótko po obejrzeniu zwiastuna i postanowiłam ją kupić. Wtedy nie mogłam obejrzeć tego w kinie ze względu na ograniczenia wiekowe, jednak mając wszystko w postaci pisemnej wiedziałam, że jedynie na tym zyskam. Stała kilka dobrych lat na półce i wreszcie doczekała się uwagi.

Wydarzenia zaczynają się w Lwowie gdzie poznajemy szczęśliwe życie naszych bohaterów aż do
roku 1939, kiedy to wybucha wojna. Ośmioletnia Krysia Chiger wraz z rodziną żyją nie wiedząc, co czeka na nich jutro i dbają o to, żeby wszyscy mogli być bezpieczni. Ich dni pełne są strachu, bólu, ucieczek i przede wszystkim trwania. Utrzymywania własnego jestestwa i czekanie aż koszmar się skończy.
To tylko mały zarys. Nie mam słów, żeby opisać taki ogrom wydarzeń, postaci i miejsc w kilku krótkich zdaniach.
Pierwszy raz spotykam się z historią opowiedzianą... inaczej. Nie podręcznikowo. Nie nudno i nie sucho. Tutaj mamy przedstawionych ludzi z krwi i kości, którzy nie robią za statystyki w podręczniku. Kochają, cierpią, walczą i umierają. Prawdziwe emocje buchają z kart tej powieści. Nie mogę powiedzieć, że od początku mnie urzekła, ponieważ wiele emocji przyszło wtedy, kiedy nadeszła wojna, a wraz z nią strach, że niedługo nie będzie czuło się nic. Ludzi poznajemy osobiście i patrzymy na ich losy. Widzimy co działo się naprawdę, kiedy człowiek zmieniał się w bestię, a czasami nawet gdy potwór otwierał serce na krzywdę ludzką.
Historia o życiu w gettcie i o tym jak Żydzi byli traktowani przez nazistowskie Niemcy.
Przede wszystkim należy sobie powiedzieć jedno. Nie była to wojna polityków, nie była to wojna królów. Była to nasza walka, nasza ojczyzna, nasza krew i dzisiaj chodzimy po splamionej krwią ziemi, ale za to nadal naszej ziemi-Polski.
Przede wszystkim jest to wojna, jednak kluczowa jest tu miłość. Wojny bez miłości nie da się wygrać, czyż nie?
Po raz kolejny jest tu też pokazany spryt Polaków, który wiele razy był wspominany podczas omawiania działań naszych rodaków. Tylko czy wykorzystaliśmy nasz spryt aby czuć się bezpiecznie, czy może aby czuć się bezpiecznie uruchomił się w Polakach instynkt, który kazał przetrwać? Duża część książki dzieje się pod ziemią- w kanałach, jednak co tam się działo musicie dowiedzieć się sami.
Zachęcam z całą stanowczością do sięgnięcia po Dziewczynkę w zielonym sweterku. W ciemności. 
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM! :) /Fokeuek

"Hera moja miłość" - Anna Onichimowska

"Hera moja miłość" - Anna Onichimowska

Tytuł: "Hera moja miłość"
Autor: Anna Onichimowska 
Ilość stron: 159
Moja ocena: 6/10

Niektóre uparciuchy, nie zważając na wszystko, decydują się pomóc tej nieznajomej osobie wydostać się na powierzchnię, są to zwykle ludzie opętani miłością i nadzieją. 

Narkotyki to jedne z najbardziej uzależniających substancji. Ciekawi mnie to, jak ludzie zaczynają wpadać w swoje nałogi. Co jest tego powodem, z czym muszą się borykać? Dlatego postanowiłam przeczytać tę książkę. Kiedyś miałam okazję zapoznać się z utworem My, dzieci z dworca ZOO, który bardzo mnie poruszył i zmusił do refleksji. Chciałam zobaczyć, czy ta książka będzie równie dobra jak biografia Christiane Vera Felscherinow.
Jacek to młody chłopak, który nie powinien narzekać na swoje życie. Rodzice, których większość czasu nie ma w domu, dają mu luz i pieniądze. Jak długo potrwa taka sielanka? Czy bohaterowie przejrzą na oczy po tragedii, która ich spotka?

Historia przedstawiona w tak krótki sposób była świetna. Kiedy się zapoznawało z treścią, czuło się jakby to działo się tuż obok. Jednakże, wielkim jej minusem jest to, że często nie wiadomo, kto jest narratorem. Powoduje to mętlik w głowie, przez co czytanie przedłuża się.
Myślę jednak, że warto sięgnąć po tę pozycję i zobaczyć, jakich relacji należy unikać. Jak należałoby postępować, kiedy zauważymy, że ktoś ma problemy. Pokazuje, że rozmowa jest potrzebna i nie należy trzymać się od tego z daleka. Czasem może być trudno wypowiedzieć jakieś słowa, lecz nie powinno się ich ukrywać. Może zapobiec to wielu nieszczęściom, które los ma przygotowane w zanadrzu.
Co uważam o braniu narkotyków? Z jednej strony każdy jest odpowiedzialny za swoje czyny. Podąża według tego, co mu się podoba, co uważa za słuszne. Tylko jak wiadomo jesteśmy istotami, które nie są nieomylne. Możemy zabłądzić, pogubić się, gdyż problemy codzienności sprawią, że będziemy potrzebować jakiegoś odstresowania. Niestety bywa tak, że takim ukojeniem są właśnie środki odurzające, bądź alkohol. Owszem, taka osoba sama wpada w nałóg, oczywiście mówiąc, że nie ma problemu. Myślę, że wtedy należy pomóc takiemu człowiekowi. Oskarżanie nic nie da, ale silna wola i chęć bycia oparciem może zdziałać cuda. Warto wierzyć i myśleć z optymizmem o tym, co będzie dalej.
Pozdrawiam cieplutko.
/Szalony Chomik.


Chłopcy z Placu Broni ~ Ferenc Molnár

Chłopcy z Placu Broni ~ Ferenc Molnár

Tytuł: Chłopcy z Placu Broni
Autor: Ferenc Molnár
Liczba stron: 200


Tak zwykle jednak bywa z tymi, którzy nadużyli zaufania. Kontroluje się ich potem nawet wtedy, gdy mówią prawdę.

W szkole podstawowej nie miałam okazji przerobić jej jako lektury, jednak posiadam jeden egzemplarz w prywatnej biblioteczce. Książka stała na półce długi czas i wołała o uwagę. Niedawno doczekała się uwagi i mam nadzieję, że Was też zachęci do sięgnięcia po nią.
Chłopcy z Placu Broni to dzieło węgierskiego autora z 1906 roku. W Polsce ukazało się tłumaczenie Janiny Mortjkowicz w 1913 roku. Czytam nowszą wersję i bardziej wiarygodne tłumaczenie Tadeusza Olszańskiego. Oryginalny tytuł brzmiał: A Pál utcai fiúk (Chłopcy z ulicy Pawła)

Bohaterami powieści są chłopcy mający własną paczkę, która niczym w prawdziwym wojsku ma stopnie, zadania, zasady, a nawet flagę. Ich małym miejscem na świecie jest Plac Broni. Wrogie ugrupowanie Czerwonych Koszul chce jednak odebrać im małą Ojczyznę. Przywódca Boka wie, że wraz z resztą chłopców, będą musieli stanąć do walki.
Czymże jest przyjaźń, honor i ojczyzna? Czym jest wierność, męstwo i odwaga? Czym jest prawdziwy patriotyzm?

Niepozorna historia o dzieciach, które walczą o miejsce do zabawy i traktują je jak swoje "państwo".
Pomimo tak młodego wieku, gotowi są cierpieć za Ojczyznę, płakać, a także walczyć. Miłość chłopców do tego miejsca porusza do szpiku kości.
Wierność względem przyjaciół i swojego "kraju", a także bezpieczeństwa obu wymaga wiele męstwa. Chłopcy zdawali sobie z tego sprawę, ale nie poddawali się i walczyli o wszystko do końca. Mam wrażenie, że bohaterowie poważniej traktowali swój skrawek ziemi, niż niektórzy dzisiaj swoje państwo, a wręcz jestem o tym przekonana.
Rozmaite postacie, a każda inna. W pewien sposób przedstawiają każdego z nas. Czasami tchórzymy, nie jesteśmy lojalni, wątpimy, a czasem pełni determinacji chcemy walczyć o swoje, kochać i żyć, a jedyne co może nas pokonać i zdusić chęć do walki, to śmierć.
Nie wczułam się w bohaterów, jednak poczułam ich ogromną potęgę wyobraźni. Choć bańka iluzji czasami pęka, to nikt nie odbierze nam tego, co mamy w sercu. I myślę, że jest to piękne przesłanie w prostej formie.

Lepszą rzeczą jest umrzeć, niż patrzeć jak tracimy coś, co tak kochamy?

Słyszałam kiedyś, że patrioci są romantykami, którzy walczą o idee i kochają to, co dostali rodząc się w danym miejscu. Nieważne gdzie by się urodzili i nieważne jak źle by tam było. Największą odwagą jest walka mimo beznadziei, a więc bądźmy tacy. Bądźmy romantykami, którzy walczą i kochają.
/Fokeuek

         

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky

Tytuł: Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Liczba stron: 592
Ocena: 8/10

Znasz przypowieść o żabie w śmietanie? Jak dwie żaby wpadły do dzbanka ze śmietaną? Jedna, myśląc racjonalnie, szybko zrozumiała, że opór jest bezcelowy i że losu nie da się oszukać. A może jest jakieś życie pozagrobowe, więc po co się niepotrzebnie wysilać i na próżno pocieszać płonnymi nadziejami? Złożyła łapki i poszła na dno. A druga była na pewno durna albo niewierząca. I zaczęła się szamotać. Wydawałoby się: po co się szarpać, jeśli wszystko przesądzone. Szamotała się i szamotała... Aż ubiła śmietanę na masło. I wylazła ze dzbanka. Uczcijmy pamięć jej towarzyszki, przedwcześnie poległej w imię postępu filozofii i racjonalnego myślenia.


~ Myśliwy (Hunter)


W końcu czas sięgnąć po klasyki literatury postapokaliptycznej!
Metro 2033 zostało wydane w 2005 roku, w Rosji. W Polsce pojawiło się pięć lat później. Fani serii są obecni na całym świecie, co możemy zobaczyć dzięki projektowi autora (Uniwersum Metro 2033).

Akcja książki rozgrywa się w moskiewskim metrze. Ziemia została zniszczona przez wojnę nuklearną, więc ludzie, aby przetrwać, przenieśli się pod nią. Stworzyli swego rodzaju społeczność. Każda ze stacji należy do - tak zwanych - frakcji. Henza, Linia Czerwona, Stowarzyszenie WOGN, Imperium Sewastopolskie i wiele innych. W metrze jest również sporo niebezpieczeństw. Mutanci, niewytłumaczalne zjawiska, pierwotność ludzkiej natury... W skrócie - takie państewko, miejscami obsiane komunizmem, demokracją, anarchizmem, faszyzmem. Jest z czego wybierać.
W tej części trylogii poznajemy historię Artema, młodego chłopaka, od którego zależy ocalenie WOGN-u, ale być może i całej ludzkości w metrze.



Metro 2033 to bardzo lekka pozycja literatury post-apo. (Jeżeli cokolwiek z tego gatunku można nazywać "lekkim".) Nie jest typową wysuszoną, walczącą o ostatnie krople wody opowieścią. Ma jednak specyficzny klimat, który celuje w całkiem inny rodzaj doznań. Ciężkie, niepokojące. Za każdym razem, gdy przewracałam kolejną stronę, czułam, jakbym naprawdę przemierzała korytarze metra. Ciemne, pachnące stęchlizną. Wywoływało to ciarki na plecach.
Postacie są zróżnicowane. Mimo tego, że każdego z mieszkańców podziemia łączy prawie wszystko (styl życia, sposób zarabiania pieniędzy, itp.), to każdy jest inny. Postrzeganie rzeczywistości po apokalipsie zostało przedstawione z każdej perspektywy. Od najbardziej pesymistycznych do granic optymizmu. W pewnym sensie możemy potraktować Metro jako zbiór filozoficznych przemyśleń na temat końca świata. Czy nasz gatunek jest tylko jednym ze schodków ewolucji? Czy aby na pewno jesteśmy na końcu łańcucha pokarmowego? A może to nowy początek?
Wątek Czarnych jeszcze bardziej pogłębia ten wątek. Opisy koszmarów, jakie miewają mieszkańcu WOGN-u mrozi krew w żyłach i w pewnym sensie skłania do jeszcze większych refleksji.
Opisy.. No właśnie. Glukhovsky (czy Głuchowski, jak kto woli) nie szczędził opisów. Nie zrobił jednak z Metra "encyklopedii przyrody". W czytanie angażowane są wszystkie zmysły, nie można się nudzić.
Zakończenie doprowadziło mnie do wzruszenia. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy... To trzeba przeżyć, przeczytać! Polecam cieplutko każdemu fanowi post-apo, jak i również początkującym. Warto zejść te siedemdziesiąt metrów pod ziemię.
/Szczur
Królowa zbrodni - Andrew Wison

Królowa zbrodni - Andrew Wison

Tytuł: Królowa zbrodni
Autor: Andrew Wilson
Liczba stron: 301
Ocena: 6/10

Odłamki przynoszą szczęście, ale tylko archeologom.



Moja pierwsza próba przełamania się do czytania kryminałów zakończyła się średnio. W miarę spodobała mi się Królowa zbrodni aczkolwiek nie było to ani wielkie wow. Nadal nie mam zamiaru zacząć czytać tego gatunku bez potrzeby.
Agatha Christie zaginęła na dziesięć dni. Do dziś nie wiadomo co działo się z nią przez ten czas. Nawet w swojej autobiografii zupełnie pominęła ten fragment. W ciągu kilkudziesięciu lat pojawiło się wiele teorii. Andrew Wilson łączy prawdziwe fakty z wyobraźnią i tworzy niesamowitą historię w którą uwikłana jest nasza pisarka.

Kobieta, która traci rodzica, a także w pewnym stopniu męża, może być zdolna do ryzykownych czynów. Ogarnięta jest cierpieniem i brakiem siły, ale wie, że ma dla kogo walczyć. Ten spokój próbuje zburzyć szalony lekarz, który, aby dopiąć swego, jest w stanie posunąć się bardzo daleko. Jak odnajdzie się w sytuacji Agatha?
Przedstawione z perspektywy kilku osób działania, które miały miejsce przez te kilkanaście dni było ciekawsze, niż obserwowanie cały czas jednej postaci. Dodawało nam to wiele informacji, co działo się w danym czasie. Na końcu wszystkie elementy łączą się w jeną spójną całość.
Braku realizmu i sztuczności relacji nie odczułam, przez co książka była bardziej wiarygodna. Czytało się ją lekko. Nie mogłam wczuć się w bohaterkę, co jakoś nie związało mnie z nią.
Książka szczędziła opisów. Jednakże potrafiłam wyobrazić sobie te stroje, w jakie były ubrane postacie, wygląd pomieszczeń oraz miejsc, jak i również zachowania i emocje postaci. Właśnie wtedy nachodziła mnie myśl, że czas znaleźć powieści, których akcja dzieje się dawno temu.
Jeśli chodzi o wątki poboczne, to mimo że były one ciekawe, to jednak mam mieszane uczucia, co do nich. Z jednej strony nie ma takiego słodzenia i sztucznych happy end'ów, a z drugiej strony kobiety uwielbiają dobre zakończenia. Ubolewam nad niespełnioną miłością i nad tym, jak bardzo można kogoś skrzywdzić.
Nigdy nie czytałam żadnego dzieła Agathy Christie. Nie wiem czy brało się to z faktu zachwalania książek, co mnie odpycha w pewien sposób, czy może po prostu na fakt, że są to kryminały. Obowiązkowa lektura jest to na pewno dla fanów twórczości tej kobiety. Zachęcam do zapoznania.
Książka uzyskała prawa do ekranizacji, więc może zdecyduję się na obejrzenie./Fokeuek

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

"Calder. Narodziny odwagi" - Mia Sheridan

Tytuł: Calder. Narodziny odwagi
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 369
Seria: Sign of Love (tom pierwszy)


"Piękna jak kwiat. Silna jak chwast."

Dostałam tę książkę na urodziny w zeszłym roku. Zapewne wielu z Was ma tak, że dostając książkę - której wcale się nie pragnęło - odstawia ją na półkę. Stoi tam do momentu, w którym apogeum znudzenia nie osiąga szczytu. Wtedy nagle wpada w nasze ręce. Nie jestem w tej kwestii wyjątkiem. Czytając Narodziny odwagi już po pierwszych stronach wprost nie mogłam się oderwać.
Miejsce w jakim żyje nasz bohater jest odłączone od reszty cywilizacji. Ludzie przebywają tam albo od urodzenia, albo przybywają z zewnątrz, aby móc zacząć żyć od nowa oddając się modlitwie ku bogom. Bez technologii i innych przedmiotów codziennego użytku. Nad całą społecznością czuwa Hector. Jednym z członków społeczności jest Calder, który zakochuje się w przyszłej żonie naszego guru.

Na początku myślałam, że może autorka przeniosła nas do epoki, gdzie faktycznie się tak żyło. Jednak, kiedy padło słowo "Coca-Cola", zdałam sobie sprawę, że to czasy teraźniejsze, a ludzie żyją w izolacji. Po zachowaniach mieszkańców i tego "przywódcy", pierwsze co wpadło mi na myśl, to sekta. Społeczność, która ma przeprane mózgi, nie zdaje sobie sprawy dokąd to wszystko zmierza.
Mamy oczywiście naszego bohatera, który zaczyna się wyłamywać i myśleć samodzielnie. Zaczyna łamać reguły, a największą z nich jest zakazana miłość do młodej dziewczyny, która obiecana jest przywódcy.
Mogłabym powiedzieć, że książka jest oryginalna, ale akcji umieszczonej w sektach było wiele. Różnicą pomiędzy innymi jest to, że ludzie nie są za bardzo świadomi tego, co dzieje się na zewnątrz, a przynajmniej ich większa część.
Wątek miłosny dość przewidywalny, aczkolwiek ciekawie opisany. Kilka razy zdarzyło mi się parsknąć śmiechem ze względu na dobór słów, które nie wiem czy miały takie znaczenie w oryginale, czy może po prostu tłumacze chcieli urozmaicić język. Było to w pewnym sensie zabawne, ale z drugiej strony trochę psuło wczuwanie się w sytuację.

Główne postacie polubiłam, jednak się z nimi nie utożsamiałam. Poboczne osoby i ich zachowana były irytujące. Przez taka różnorodność, która brała się z poziomu przepranego mózgu, cały czas następował zwrot akcji. Bardzo często nie wiedziałam jak zakończy coś się zakończy, a to sprawiło, że z większym zaciekawieniem śledziłam wątki poboczne.
Okładka nasuwała mi myśl,  że jest to jakiś słaby harleqin, ale nie ma tu tylko miłostek.
Przynależność do sekt jest częstym problemem ludzi, którzy do nich trafiają, a często i gęsto bezwiednie.
Do tego można odszukać odwagi. Odwagi do życia według własnych zasad, chęci poznawania wszystkiego, możliwość wyrażania swych uczuć i bezpieczeństwa. To wszystko czego człowiek chce, a tu tego brakowało. Niektórzy chcieli o to zawalczyć, bo wiedzieli, że człowiek jest stworzony do szczęścia.
Jest druga część i nie mogę się jej doczekać. Mam nadzieję, że okaże się równie dobra jak pierwsza.
Tymczasem zapraszam do zapoznania się z tą pozycją. Chętnie dowiem się co Was napędza do działania tak, a nie inaczej. Co daje Wam odwagę? :)/Fokeuek

Copyright © 2017 Recenzje na wygodzie , Blogger